Linz (Austria), 21.06.2021 r.
Skończyła dziś wcześniej. Po pracy wróciła od razu do domu. Już od wejścia słyszała znajomy hałas, znajome głosy. Bardzo się ucieszyła. Weszła do kuchni, a tam ujrzała swojego męża przygotowującego obiad wraz ze swoim bratem. Uwielbiała widok dwóch Hayboecków razem w kuchni, w kolorowych fartuszkach. Przywitała się z nimi, a następnie udała się do pokoju dziecięcego, w którym Paulina, trzymając na rękach 7-miesięcznego Bartusia, starała się opanować panujący chaos. Stefan uczył Marcelka trudnej sztuki podrywu, a mały od razu testował swoje nowe umiejętności na bliźniaczkach. One nie były z tego powodu zachwycone, więc przed nim uciekały. Marcel jednak i tak był przekonany, że któregoś dnia się z nimi ożeni. Tak, z nimi. Jeszcze nie rozumiał, że austryjackie prawo nie akceptuje monogamii. Ach... jakie to wszystko wydaje się być proste, kiedy ma się 5 lat. Przywitała się z Przyjaciółką i wzięła na ręce synka, który z ogromną radością rzucił się jej na szyję i zaczął opowiadać o zabawie z Misią i Gabi, a także o tym, czego dzisiaj nauczył go tata. Gaja nie powiedziała mu, że Stefan nie jest jego biologicznym ojcem. Uważa, że jest jeszcze na to za malutki. Kiedy troszkę podrośnie, na pewno wszystko u wytłumaczy.
Andreas bierze czynny udział w wychowywaniu synka i bierze za niego pełną odpowiedzialność. Spędzają ze sobą dużo czasu, czasem razem gdzieś wyjeżdżają. Jednak dla Marcelka jest on tylko ukochanym wujkiem. Wszyscy uważają, że taki układ na chwilę obecną jest najlepszy. W końcu chodzi o dobro dziecka.
Wieczorem, kiedy Paulina z Michaelem i dziećmi odjechali, a Marcelek, po wysłuchaniu kilku bajek, przeczytanych przez rodziców, w końcu zasnął, Gaja wzięła komputer, z myślą, że dokończy rozpoczęty przez siebie artykuł. Najbardziej lubiła pisać wieczorami, kiedy w domu była cisza, taka jak ta. Jej pracę przerwał telefon. Odebrała, mimo, że nie znała tego numeru.
- Cześć Gaju! Musisz mi pomóc, bo już nie wiem co mam robić. - usłyszała znajomy głos. To była Natalia. - Łukasz przed ślubem był zupełnie inny. A teraz kompletnie nie interesuje się mną i Wiktorią.
- Ale jak ja mam Tobie pomóc? - zapytała Gaja, z lekką ironią w głosie. - Myślisz, że będę pouczała mojego byłego męża w sprawach, które mnie nie dotyczą? Nie chcę się w to mieszać, to Wasza sprawa.
I już chciała zakończyć tą bezsensowną rozmowę, kiedy Natalia nagle krzyknęła:
- Ale Łukasz ma kochankę!
W tym momencie była w tak wielkim szoku, że nie była w stanie niczego powiedzieć.
- I to jeszcze młodszą ode mnie. - kontynuowała Natalia.
- Skąd ta pewność? - zapytała, nie wiedząc czy ma ufać nowej żonie swojego byłego męża.
- Przejrzałam wczoraj jego telefon.
I tak rozmawiały jeszcze przez kilka minut. Po zakończeniu rozmowy nie bardzo wiedziała co ma o tym myśleć. Wróciła do pisania mimo tego, że trudno jej było skupić się na zaplanowanym zadaniu. Jej praca jednak po raz kolejny została przerwana, tym razem przez Stefana, który wysłuchał historii Natalii, ale jakoś specjalnie się tym nie przejął. Zamiast tego zaczął czule całować żonę.
- Kochanie, co Ty robisz? Przecież wiesz, że chcę skończyć pisać.
Stefan nie zareagował na jej sprzeciw. Odłożył jej komputer na boku i przyciągnął ją do siebie, mówiąc:
- Kochanie, ale my teraz mamy ważniejsza rzecz do zrobienia.
Gaja spojrzała na niego jakby nie rozumiała co ma na myśli.
- Widziałaś jak Marcelek ładnie bawił się z dziewczynkami? - zapytał, bawiąc się jej włosami.
Nie czekając na odpowiedź dodał:
- Musimy się bardzo, a to bardzo postarać, żeby nasz synek jak najszybciej miał siostrzyczkę.
Po tych słowach wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni.
******************************************************
Teraz to już naprawdę koniec. Obiecuję.
poniedziałek, 16 maja 2016
piątek, 6 maja 2016
"Każdy koniec daje szansę na nowy początek."
Linz (Austria), 30.10.2016 r.
W jej życiu wreszcie wszystko zaczęło się układać tak, jak powinno. Łukasz dał jej spokój i związał się z Natalią. Ona nabrała dystansu do własnego życia i wydarzeń z ostatnich miesięcy, a także zaakceptowała to, co musiało stać się z nią i z Andreasem. Rozpoczynała nowy etap w swoim życiu. W ramionach trzymała Marcelka, swojego miesięcznego synka. Była taka dumna i szczęśliwa, jak nigdy wcześniej.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Stefan poszedł otworzyć i wpuścił gościa.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Stefan poszedł otworzyć i wpuścił gościa.
- Witaj Gaju! - Andreas podszedł do nich i delikatnie przytulił ją i syna. - Jak się czujesz? Jak Mały? Nadal ma te kolki
- Jakoś dajemy radę. - mówiąc to złapała Stefana za rękę. - Z Marcelkiem już lepiej, ale to też moja wina. Dopiero uczę się jak być matką.
- To ja może zostawię Was samych. Porozmawiajcie na spokojnie, a ja przebiorę i nakarmię Małego. - powiedział Stefan, zabierając syna Gai i Andreasa.
I znowu zostali sami. Oboje dobrze wiedzieli, że ten moment kiedyś nastąpi i że kiedyś będą musieli o tym porozmawiać. Nie ominie ich ta rozmowa. Przecież zostali rodzicami i pewne kwestie muszą omówić. Zapadła niezręczna cisza.
- Napijesz się czegoś? - przerwała ją Gaja, dla rozluźnienia atmosfery.
- Powiedz mi, co teraz będzie z Marcelkiem, skoro wiemy, że jest moim synem? - zmienił temat Andreas.
- Póki co nosi moje nazwisko i chciałabym, żeby tak zostało. Zostaniesz wpisany do aktu urodzenia, jako jego ojciec, oczywiście jeżeli będziesz tego chciał. - w tym momencie zawiesiła głos. Nie Była pewna czy powinna mówić dalej i czy Andreas w ogóle tego chce. Dla niej było to oczywiste, dla niego nie musiało wcale takie być.
- Oczywiście, że tego chcę. - zapewnił ją Andreas. - Chciałbym także mieć możliwość spotykania się z nim.
- Nie będę Tobie tego utrudniała. - na twarzy Gai pojawił się uśmiech. - Jesteś w końcu jego ojcem i masz do tego prawo. Będziemy uzgadniać Wasze spotkania wcześniej.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. - Andreas złapał ją za rękę. - Zasługujesz na to. Oboje na to zasługujecie. Gdybym mógł... jakbym miał możliwość.. gdyby się dało - nie mógł znaleźć odpowiednich słów. - Gdyby nie te wszystkie komplikacje, na pewno zrobiłbym wszystko, żebyś była chociaż w połowie tak szczęśliwa jak teraz. Życzę Ci wszystkiego, co najlepsze i jeżeli kiedykolwiek potrzebowałabyś mojej pomocy to dzwoń. Już na zawsze będziesz częścią mojego życia.
Te słowa bardzo ją rozczuliły. Cieszyła się, że w tym momencie wszedł Stefan z płaczącym Marcelem. Dzięki temu mogła odwrócić uwagę Andreasa od siebie i ukryć napływające do jej oczów łzy. Cały czas coś do niego czuła, ale cały czas z tym walczyła. Nie wiedziała jeszcze czy można kochać dwóch mężczyzn jednocześnie, ale wiedziała, że musi teraz zrobić wszystko, żeby poukładać swoje życie. Da siebie i dla tego małej krzyczącej istotki, która zawładnęła nią całkowicie.
Po chwili znowu rozległ się dzwonek do drzwi. Przyjechała Paulina z Michaelem i bliźniczkami. Zapowiada się interesujący wieczór w najlepszym towarzystwie.
Kiedy dzieci zasnęły, Gaja z Pauliną siedziały na łóżku, pijąc herbatę rozmawiały i wspominały stare dobre czasy. Dobre? No w sumie teraz są lepsze. Życie obu przyjaciółek obróciło się o 180 stopni. Obie wiele przeszły, żeby być w tym miejscu, w którym są. Obie poniosły wysoką cenę za swoje szczęście. Obie wiele wycierpiały, zanim otrzymały to, co najwspanialsze.
I oby trwało to jak najdłużej.
********************************KONIEC************************************
Wszystko ma swój początek, ale także ma swój koniec - lepszy lub gorszy. Każdy koniec daje (ponoć) szansę na nowy początek i to dodaje nadziei.
I oby trwało to jak najdłużej.
********************************KONIEC************************************
Wszystko ma swój początek, ale także ma swój koniec - lepszy lub gorszy. Każdy koniec daje (ponoć) szansę na nowy początek i to dodaje nadziei.
Dziękuję wszystkim, którzy czytali to, co (lepiej lub gorzej) tworzyłam. Dziękuję za wsparcie, miłe słowa, motywację i czasem krytykę.
W szczególności dziękuję TOBIE, bo wiesz, że gdyby nie Twoje natchnienie, nie byłoby Gai i całej reszty. Mam nadzieję, że nie rozczarowałam Ciebie zbyt mocno i że dasz szansę kolejnym moim dzieciom.
Buziaki! :*
piątek, 29 kwietnia 2016
"Gdy ktoś mówi ci, że nie kocha, pozwól mu odejść. Gdy czujesz to ty, odejdź sama. Nie szukaj racjonalnych argumentów, bo może ich nie być. Nie szukaj winy. Nie próbuj zrozumieć, kto jak i dlaczego. Zrozumienie przyjdzie potem. Albo też nie przyjdzie nigdy. Szanuj swoje uczucia i innych. Albo szanuj ich brak. I jednego bądź pewna – brak miłości w miłości, to najgorszy z możliwych kompromisów. Nigdy nie stawiaj na równi pozytywki z Jingle Bells z rytmem swojego serca. To zupełnie inne melodie. Jeszcze będziesz kochać."
12.06.2016 r. - Wisła
Kiedy weszła do sali szpitalnej zobaczyła Paulinę, trzymającą jedną ze swoich córeczek i Michaela, trzymającego drugą. Bardzo wzruszył ją ten widok i jednocześnie trochę zasmucił. Wiedziała, że ona po swoim porodzie będzie sama, a jej dziecko w pierwszych momentach swojego życia nie zazna ojcowskiej czułości. Być może nigdy nie pozna swojego biologicznego ojca. Cóż, to była jej świadoma decyzja i nikogo nie może obwiniać za obecny stan rzeczy.
- Cześć Kochani. - podeszła po cichu do młodych rodziców i uściskała ich. - Gratuluję Wam ślicznych córeczek.
- Gaju, poznaj Misię. - powiedział Michael wskazując na maleństwo śpiące na jego ręce. - I Gabrysia. - Paulina uśmiechnęła się znacząco, podając jej maleństwo.
- Są śliczne. I takie podobne do Ciebie. - zauważyła Gaja, zwracając się do Pauliny.
- Oby nie były takie szalone jak ich mamusia. - dodał ze śmiechem Michael.
- Ani takie uparte jak tatuś. - odpowiedziała na zaczepkę Paulina.
Dumni rodzice cały czas wpatrywali się w swoje malutkie pociechy. Nagle to pokoju wszedł kolejny gość.
- O, jednak dotarłeś wcześniej? - powiedział Michael do zbliżającego się do nich młodego, przystojnego chłopaka, którego Gaja znała tylko z wpisów na stronach Internetowych. - Poznaj Gaję, przyjaciółkę Pauliny. Gaju, to jest mój starszy, brzydszy brat Stefan. - cała czwórka zaczęła się śmiać. Nawet na twarzyczce malutkiej Michalinki pojawił się malutki uśmiech.
Siedzieli, rozmawiali. Uwaga wszystkich skupiona była na kruszynkach, które tej nocy przyszły na świat. Chociaż nie wszyscy skupiali się tylko na dziewczynkach. Stefan często swoje spojrzenia kierował w kierunku Gai. Znał ją z opowiadań młodszego brata. Bardzo chciał ją poznać, dlatego wcześniej niż planował pojawił się w szpitalu.
- Na mnie już czas. - powiedziała Gaja żegnając się z dumnym rodzicami i maluszkami.
- Gaju! Mamy do Ciebie ogromną prośbę. - zaczęła Paulina.
- Przed porodem kompletnie o tym zapomnieliśmy. - jej wypowiedź uzupełnił Michael.
- Czy zostałabyś matką chrzestną Misi? - skończyła Paulina.
- Ależ oczywiście kochani. Z wielką przyjemnością będę chrzestną Waszej córeczki. - podsumowała Gaja, jeszcze raz żegnając się z przyjaciółmi.
- A może Cię odwiozę? - odezwał się siedzący i nic nie mówiący przez dłuższy czas Stefan. - Chyba nie chcesz powiedzieć, że w takim stanie prowadzisz samochód?
- Nie. - uśmiechnęła się Gaja. - Przywiózł mnie tata. Musiał jednak załatwić kilka spraw i.. Za pół godzinki mam autobus. Nie rób sobie problemów.
- Żaden problem. Z chęcią odwiedzę Zakopane.
Wyszli ze szpitala. Stefan zaprowadził ją do swojego samochodu. Jechali głównie w milczeniu. Nie wiedzieli co mówić. Oboje byli bardzo przejęci tą sytuacją. Zamienili ze sobą kilka zdań. Rozmawiali głównie o skokach narciarskich i o pracy. Gdy podjechali pod jej dom, Gaja bardzo się wystraszyła. Zauważyła samochód Łukasza i stojącego obok niego jej byłego męża. Wyszła z samochodu, a on od razu do niej podszedł. Złapał ją za ręce .
- Musisz do mnie wrócić, musisz. Nie możesz mnie tak zostawić. - był kompletnie pijany. Nie chciał jej puścić, mimo jej próśb.
- Ona chyba coś powiedziała. - Podszedł do nich Stefan. - Puść ją!
- A to kto? Twój nowy kochanek? - Łukasz nawet za niego nie spojrzał i zignorował jego słowa.
- Puść ją, albo w tej chwili dzwonię po policję. - krzyknął stanowczo Stefan, odciągając Łukasza od Gai tak, że aż się przewrócił. Wstał i odszedł bez słowa. Wsiadł do samochodu i odjechał.
- Nic Ci nie jest?
- Nie, wszystko jest dobrze, dziękuję.
- Nie powinnaś być teraz sama. - zaniepokoił się Stefan.
- Nie będę. Niedługo wróci tata. A poza tym jestem już dużą dziewczynką. - Gaja zmierzała w kierunku domu. - Ale dziękuję Ci za wszystko.
- Może się kiedyś spotkamy? - zagadnął Stefan.
- Może... - odpowiedziała tajemniczo Gaja.
Weszła do domu i od razu pobiegła do swojego pokoju. Była cała roztrzęsiona. Nie rozumiała zachowania Łukasza. Wręcz była nim poirytowana. Wchodząc do pokoju zauważyła kolejny wielki bukiet czerwonych róż i kartkę od taty: "KOLEJNY PREZENT OD ANONIMOWEGO NADAWCY"
Kto nim może być? Przecież chyba nie jest to od Łukasza? Andreas?!
Kiedy weszła do sali szpitalnej zobaczyła Paulinę, trzymającą jedną ze swoich córeczek i Michaela, trzymającego drugą. Bardzo wzruszył ją ten widok i jednocześnie trochę zasmucił. Wiedziała, że ona po swoim porodzie będzie sama, a jej dziecko w pierwszych momentach swojego życia nie zazna ojcowskiej czułości. Być może nigdy nie pozna swojego biologicznego ojca. Cóż, to była jej świadoma decyzja i nikogo nie może obwiniać za obecny stan rzeczy.
- Cześć Kochani. - podeszła po cichu do młodych rodziców i uściskała ich. - Gratuluję Wam ślicznych córeczek.
- Gaju, poznaj Misię. - powiedział Michael wskazując na maleństwo śpiące na jego ręce. - I Gabrysia. - Paulina uśmiechnęła się znacząco, podając jej maleństwo.
- Są śliczne. I takie podobne do Ciebie. - zauważyła Gaja, zwracając się do Pauliny.
- Oby nie były takie szalone jak ich mamusia. - dodał ze śmiechem Michael.
- Ani takie uparte jak tatuś. - odpowiedziała na zaczepkę Paulina.
Dumni rodzice cały czas wpatrywali się w swoje malutkie pociechy. Nagle to pokoju wszedł kolejny gość.
- O, jednak dotarłeś wcześniej? - powiedział Michael do zbliżającego się do nich młodego, przystojnego chłopaka, którego Gaja znała tylko z wpisów na stronach Internetowych. - Poznaj Gaję, przyjaciółkę Pauliny. Gaju, to jest mój starszy, brzydszy brat Stefan. - cała czwórka zaczęła się śmiać. Nawet na twarzyczce malutkiej Michalinki pojawił się malutki uśmiech.
Siedzieli, rozmawiali. Uwaga wszystkich skupiona była na kruszynkach, które tej nocy przyszły na świat. Chociaż nie wszyscy skupiali się tylko na dziewczynkach. Stefan często swoje spojrzenia kierował w kierunku Gai. Znał ją z opowiadań młodszego brata. Bardzo chciał ją poznać, dlatego wcześniej niż planował pojawił się w szpitalu.
- Na mnie już czas. - powiedziała Gaja żegnając się z dumnym rodzicami i maluszkami.
- Gaju! Mamy do Ciebie ogromną prośbę. - zaczęła Paulina.
- Przed porodem kompletnie o tym zapomnieliśmy. - jej wypowiedź uzupełnił Michael.
- Czy zostałabyś matką chrzestną Misi? - skończyła Paulina.
- Ależ oczywiście kochani. Z wielką przyjemnością będę chrzestną Waszej córeczki. - podsumowała Gaja, jeszcze raz żegnając się z przyjaciółmi.
- A może Cię odwiozę? - odezwał się siedzący i nic nie mówiący przez dłuższy czas Stefan. - Chyba nie chcesz powiedzieć, że w takim stanie prowadzisz samochód?
- Nie. - uśmiechnęła się Gaja. - Przywiózł mnie tata. Musiał jednak załatwić kilka spraw i.. Za pół godzinki mam autobus. Nie rób sobie problemów.
- Żaden problem. Z chęcią odwiedzę Zakopane.
Wyszli ze szpitala. Stefan zaprowadził ją do swojego samochodu. Jechali głównie w milczeniu. Nie wiedzieli co mówić. Oboje byli bardzo przejęci tą sytuacją. Zamienili ze sobą kilka zdań. Rozmawiali głównie o skokach narciarskich i o pracy. Gdy podjechali pod jej dom, Gaja bardzo się wystraszyła. Zauważyła samochód Łukasza i stojącego obok niego jej byłego męża. Wyszła z samochodu, a on od razu do niej podszedł. Złapał ją za ręce .
- Musisz do mnie wrócić, musisz. Nie możesz mnie tak zostawić. - był kompletnie pijany. Nie chciał jej puścić, mimo jej próśb.
- Ona chyba coś powiedziała. - Podszedł do nich Stefan. - Puść ją!
- A to kto? Twój nowy kochanek? - Łukasz nawet za niego nie spojrzał i zignorował jego słowa.
- Puść ją, albo w tej chwili dzwonię po policję. - krzyknął stanowczo Stefan, odciągając Łukasza od Gai tak, że aż się przewrócił. Wstał i odszedł bez słowa. Wsiadł do samochodu i odjechał.
- Nic Ci nie jest?
- Nie, wszystko jest dobrze, dziękuję.
- Nie powinnaś być teraz sama. - zaniepokoił się Stefan.
- Nie będę. Niedługo wróci tata. A poza tym jestem już dużą dziewczynką. - Gaja zmierzała w kierunku domu. - Ale dziękuję Ci za wszystko.
- Może się kiedyś spotkamy? - zagadnął Stefan.
- Może... - odpowiedziała tajemniczo Gaja.
Weszła do domu i od razu pobiegła do swojego pokoju. Była cała roztrzęsiona. Nie rozumiała zachowania Łukasza. Wręcz była nim poirytowana. Wchodząc do pokoju zauważyła kolejny wielki bukiet czerwonych róż i kartkę od taty: "KOLEJNY PREZENT OD ANONIMOWEGO NADAWCY"
Kto nim może być? Przecież chyba nie jest to od Łukasza? Andreas?!
wtorek, 26 kwietnia 2016
"Zmiany przyjdą na pewno, lecz nie wtedy, kiedy się na nie czeka. "
20.05.2016 r. - Zakopane
- Oczywiście Pani Gaju, rozumiem Pani prośbę i chęć skorzystania z urlopu. - Dyrektor Redakcji szczerze uśmiechnął się do niej. - Szczerze mówiąc myśleliśmy, że zdecyduje się Pani na to kilka miesięcy temu.
- Nie było takiej potrzeby, dobrze się czułam. Ale teraz jednak chciałabym odpocząć.
- Jest to dla mnie zrozumiałe. Cóż, będziemy czekać na Pani powrót. Oczywiście ma to nastąpić w momencie, w którym będzie Pani na to gotowa. - Dyrektor podał jej rękę na pożegnanie. - Życzę szczęśliwego rozwiązania i zdrówka dla Was.
Po wyjściu z gabinetu Dyrektora czekała na nią mała niespodzianka. Jej redakcyjni przyjaciele przygotowali dla niej mini przyjęcie przed kilkumiesięcznym rozstaniem, a także prezent dla jej synka. Godzinę później opuściła budynek. Idąc w kierunku samochodu włączyła telefon. Miała kilka nieodebranych połączeń od nieznanego jej numeru i jedno od Pauliny. Postanowiła oddzwonić później.Wsiadła do samochodu, włączyła radio i jechała ulicami Zakopanego w kierunku domu. Obcy numer znowu dzwonił. "Jeżeli to coś ważnego, to zadzwoni później." - pomyślała i jechała dalej.
- No cześć Paulinko! - powiedziała Gaja siedząc już wygodnie w dresie na swoim łóżku. - Dzwoniłaś do mnie, ale byłam w Redakcji, tak jak Ci mówiłam. I jak tam Twoja wizyta u nowego ginekologa?
- Kochana, jestem w szoku! Mój dotychczasowy lekarz się pomylił. I jest ślepy! Nie wiem jak takich ludzi dopuszczają do pracy! Okulary powinien sobie kupić! - oburzona Paulina krzyczała jak nigdy wcześniej.
- Ale co się właściwie stało? O co chodzi? - zaniepokoiła się o Przyjaciółkę i jej dziecko.
- Miała być Michalinka, wszyscy o tym wiemy. A będzie... - zawiesiła głos i po chwili wybuchnęła śmiechem. - A będzie Michalinka i Gabrysia. Rozumiesz?! Mój dotychczasowy lekarz nie zauważył, że jest to ciąża bliźniacza. I jeszcze wmawiał mi, że za bardzo tyję.
- Ale to wspaniała wiadomość! - ucieszyła się Gaja. - Dwójka dzieci to podwójne szczęście, a Ty kiedyś marzyłaś o bliźniaczkach.
- Ale tu chodzi o głupotę i brak wiedzy lekarza. Oczywiście, że cieszę się z Gabrysi. Ale ja Ci dobrze radzę, idź do innego lekarza. Ty prawie nie tyjesz. Tylko brzuch Ci rośnie. - i obie wybuchnęły śmiechem. Ich rozmowa trwała ponad godzinę. Kiedy zakończyły, Gaja usłyszała pukanie do drzwi.
- Kochanie, jak byłaś w Redakcji to ktoś przysłał dla Ciebie to. - i wręczył jej ogromny kosz z czerwonymi różami.
- Od kogo to, Tato?
- Nie wiem, kurier powiedział, że nadawca prosił o anonimowość. Poszukaj, może jest gdzieś jakiś liścik. Dam Ci chwilkę. Ale za kilka minut przyjdź na obiad. Zrobiłem coś specjalnego dla Ciebie. I opowiesz mi o wizycie w Redakcji.
Po wyjściu taty przejrzała dokładnie cały kosz. Nigdzie nie było żadnej karteczki. Zastanawiała się od kogo one są. W pierwszej chwili pomyślała o Andreasie. Poczuła, że jej serce zaczyna mocniej bić. Odrzuciła te myśli. Z jednej strony bardzo tego chciała, a z drugiej wiedziała, że lepiej będzie kiedy o nim zapomni. Ale czy można zapomnieć o kimś, kogo się kocha? On był obecny w każdej jej myśli. Mimo tego, że nauczyła się żyć bez niego i bez kontaktu z nim. Życzyła mu wszystkiego co najlepsze, chciała jego szczęścia, ale poza tym bardzo za nim tęskniła.
Położyła kwiaty na stoliku. W tym momencie zadzwonił jej telefon. Znowu ten nieznajomy numer.
- Cześć! Z tej strony Natalia... - zapadła cisza.
- No cześć. - powiedziała Gaja, nie wiedząc czego ma się spodziewać po tej rozmowie.
- Chciałam Ci tylko powiedzieć, że wczoraj rano urodziłam córkę. - zawiesiła głos. - Nazywa się Wiktoria. Jest duża, zdrowa i silna. I... bardzo podobna do Łukasza. - te słowa uderzyły w nią najbardziej.
- Bardzo się cieszę. I gratuluję. - powiedziała, starając się ukryć zaskoczenie i lekkie poddenerwowanie. - Powinnaś jednak w tej sprawie skontaktować się z Łukaszem, bo my... - zastanawiała się czy powinna to powiedzieć dziewczynie, która w znacznym stopniu wpłynęła na jej decyzję o rozwodzie. - My nie jesteśmy już małżeństwem.
- Tak, wiem. Przykro mi.
Gaja już chciała zakończyć rozmowę, kiedy Natalia powiedziała:
- Nie muszę dzwonić do Łukasza. On jest tutaj przy nas. Od miesiąca jesteśmy razem, a teraz stworzymy rodzinę z naszą córeczką.- Gaję aż wmurowało w fotel. - Przykro mi, że Wam nie wyszło, ale dziękuję Ci za tą decyzję, bo dzięki temu ja mogę z nim być. - znowu zapadła niezręczna cisza.
- W takim razie życzę Wam szczęścia. - po tych słowach odłączyła się i rzuciła telefon na łóżko.
Nie potrafiła w to wierzyć. Jeszcze nie tak dawno Łukasz nie dawał jej spokoju, a teraz już znalazł pocieszenie w ramionach Natalii. Zabolało ją to. Nie kochała go tak, jak kiedyś, ale uważała, że po tych kilku latach małżeństwa, tak szybkie jego pocieszenie tylko potwierdzało fakt, że podjęła właściwą decyzję. Łukasz to facet nastawiony na czerpanie korzyści z życia i z relacji z kobietami. Ona nie potrafiła mu tego dać. Ona mu nie wystarczała.
Wzięła kilka głębokich wdechów i poszła do czekającego na nią taty i... obiadu.
- Oczywiście Pani Gaju, rozumiem Pani prośbę i chęć skorzystania z urlopu. - Dyrektor Redakcji szczerze uśmiechnął się do niej. - Szczerze mówiąc myśleliśmy, że zdecyduje się Pani na to kilka miesięcy temu.
- Nie było takiej potrzeby, dobrze się czułam. Ale teraz jednak chciałabym odpocząć.
- Jest to dla mnie zrozumiałe. Cóż, będziemy czekać na Pani powrót. Oczywiście ma to nastąpić w momencie, w którym będzie Pani na to gotowa. - Dyrektor podał jej rękę na pożegnanie. - Życzę szczęśliwego rozwiązania i zdrówka dla Was.
Po wyjściu z gabinetu Dyrektora czekała na nią mała niespodzianka. Jej redakcyjni przyjaciele przygotowali dla niej mini przyjęcie przed kilkumiesięcznym rozstaniem, a także prezent dla jej synka. Godzinę później opuściła budynek. Idąc w kierunku samochodu włączyła telefon. Miała kilka nieodebranych połączeń od nieznanego jej numeru i jedno od Pauliny. Postanowiła oddzwonić później.Wsiadła do samochodu, włączyła radio i jechała ulicami Zakopanego w kierunku domu. Obcy numer znowu dzwonił. "Jeżeli to coś ważnego, to zadzwoni później." - pomyślała i jechała dalej.
- No cześć Paulinko! - powiedziała Gaja siedząc już wygodnie w dresie na swoim łóżku. - Dzwoniłaś do mnie, ale byłam w Redakcji, tak jak Ci mówiłam. I jak tam Twoja wizyta u nowego ginekologa?
- Kochana, jestem w szoku! Mój dotychczasowy lekarz się pomylił. I jest ślepy! Nie wiem jak takich ludzi dopuszczają do pracy! Okulary powinien sobie kupić! - oburzona Paulina krzyczała jak nigdy wcześniej.
- Ale co się właściwie stało? O co chodzi? - zaniepokoiła się o Przyjaciółkę i jej dziecko.
- Miała być Michalinka, wszyscy o tym wiemy. A będzie... - zawiesiła głos i po chwili wybuchnęła śmiechem. - A będzie Michalinka i Gabrysia. Rozumiesz?! Mój dotychczasowy lekarz nie zauważył, że jest to ciąża bliźniacza. I jeszcze wmawiał mi, że za bardzo tyję.
- Ale to wspaniała wiadomość! - ucieszyła się Gaja. - Dwójka dzieci to podwójne szczęście, a Ty kiedyś marzyłaś o bliźniaczkach.
- Ale tu chodzi o głupotę i brak wiedzy lekarza. Oczywiście, że cieszę się z Gabrysi. Ale ja Ci dobrze radzę, idź do innego lekarza. Ty prawie nie tyjesz. Tylko brzuch Ci rośnie. - i obie wybuchnęły śmiechem. Ich rozmowa trwała ponad godzinę. Kiedy zakończyły, Gaja usłyszała pukanie do drzwi.
- Kochanie, jak byłaś w Redakcji to ktoś przysłał dla Ciebie to. - i wręczył jej ogromny kosz z czerwonymi różami.
- Od kogo to, Tato?
- Nie wiem, kurier powiedział, że nadawca prosił o anonimowość. Poszukaj, może jest gdzieś jakiś liścik. Dam Ci chwilkę. Ale za kilka minut przyjdź na obiad. Zrobiłem coś specjalnego dla Ciebie. I opowiesz mi o wizycie w Redakcji.
Po wyjściu taty przejrzała dokładnie cały kosz. Nigdzie nie było żadnej karteczki. Zastanawiała się od kogo one są. W pierwszej chwili pomyślała o Andreasie. Poczuła, że jej serce zaczyna mocniej bić. Odrzuciła te myśli. Z jednej strony bardzo tego chciała, a z drugiej wiedziała, że lepiej będzie kiedy o nim zapomni. Ale czy można zapomnieć o kimś, kogo się kocha? On był obecny w każdej jej myśli. Mimo tego, że nauczyła się żyć bez niego i bez kontaktu z nim. Życzyła mu wszystkiego co najlepsze, chciała jego szczęścia, ale poza tym bardzo za nim tęskniła.
Położyła kwiaty na stoliku. W tym momencie zadzwonił jej telefon. Znowu ten nieznajomy numer.
- Cześć! Z tej strony Natalia... - zapadła cisza.
- No cześć. - powiedziała Gaja, nie wiedząc czego ma się spodziewać po tej rozmowie.
- Chciałam Ci tylko powiedzieć, że wczoraj rano urodziłam córkę. - zawiesiła głos. - Nazywa się Wiktoria. Jest duża, zdrowa i silna. I... bardzo podobna do Łukasza. - te słowa uderzyły w nią najbardziej.
- Bardzo się cieszę. I gratuluję. - powiedziała, starając się ukryć zaskoczenie i lekkie poddenerwowanie. - Powinnaś jednak w tej sprawie skontaktować się z Łukaszem, bo my... - zastanawiała się czy powinna to powiedzieć dziewczynie, która w znacznym stopniu wpłynęła na jej decyzję o rozwodzie. - My nie jesteśmy już małżeństwem.
- Tak, wiem. Przykro mi.
Gaja już chciała zakończyć rozmowę, kiedy Natalia powiedziała:
- Nie muszę dzwonić do Łukasza. On jest tutaj przy nas. Od miesiąca jesteśmy razem, a teraz stworzymy rodzinę z naszą córeczką.- Gaję aż wmurowało w fotel. - Przykro mi, że Wam nie wyszło, ale dziękuję Ci za tą decyzję, bo dzięki temu ja mogę z nim być. - znowu zapadła niezręczna cisza.
- W takim razie życzę Wam szczęścia. - po tych słowach odłączyła się i rzuciła telefon na łóżko.
Nie potrafiła w to wierzyć. Jeszcze nie tak dawno Łukasz nie dawał jej spokoju, a teraz już znalazł pocieszenie w ramionach Natalii. Zabolało ją to. Nie kochała go tak, jak kiedyś, ale uważała, że po tych kilku latach małżeństwa, tak szybkie jego pocieszenie tylko potwierdzało fakt, że podjęła właściwą decyzję. Łukasz to facet nastawiony na czerpanie korzyści z życia i z relacji z kobietami. Ona nie potrafiła mu tego dać. Ona mu nie wystarczała.
Wzięła kilka głębokich wdechów i poszła do czekającego na nią taty i... obiadu.
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
"Odciął skrzydła, uśpił motyle i potłukł duszę."
8.04.2016 r. - Wisła
- Tak, właśnie tak wyobrażałam sobie swój Wieczór Panieński. - Paulina głośno się roześmiała. - Z sokiem z pomarańczy, w moim pokoju z Tobą, słuchają piosenek z lat naszej młodości.
- Mówisz jakbyśmy nie wiadomo jak stare były. A my przecież jesteśmy w kwiecie wieku.
- Ale to już zupełnie inne życie. A pamiętasz swój Panieński?
- To zależy co masz na myśli. - powiedziała Gaja patrząc podejrzliwie na Przyjaciółkę. - Jeżeli pytasz o tą niespodziankę w postaci striptizera wyskakującego z pudła, które miało przypominać tort, to tak, pamiętam. Byłam wtedy na Was taka wściekła. A Łukasz jeszcze bardziej.
Przypomniała sobie własne szczęście z tamtych dni. Wieczór Panieński, później ślub, podróż poślubna. Było im jak w bajce, a każda bajka ma swój koniec. Jedna szczęśliwy, druga nie. A dziś nie jest już jego żoną. Złamali dane sobie słowo. Ich małżeństwo trwało 4,5 roku. Ich planowane "zawsze" już nie istniało.
- Oj przesadzasz Gaja. Było wesoło. A ten brunet z zarostem był całkiem niezły. - Paulina rozmarzyła się.
- Nie wiem, ja oceniłam go tylko wizualnie. To Ty spędziłaś z nim noc i to Ty możesz powiedzieć najwięcej. Jak on w ogóle miał na imię?
- Krystian! Gaja, już nie pamiętasz? - oburzyła się Paulina.
- Ty za to pamiętasz doskonale.
Wspomnieniom nie było końca. Rozmawiały i śmiały się do godziny 1 w nocy. Po czym jednogłośne stwierdziły, że czas pójść spać, bo jutro wielki dzień. Panna Młoda i Świadkowa muszą przecież dobrze wyglądać.
- Gaju, powiedz mi jeszcze co z Andreasem. - zapytała niepewnie Paulina, odprowadzając Gaję do pokoju gościnnego.
- Chyba już lepiej. Często dzwoni, interesuje się moim, a właściwie naszym samopoczuciem. Mojego maluszka traktuje jak swoje dziecko. Nie ma pewności czy tak naprawdę jest. Naszą sytuację chyba zaakceptował. Zajęło mu to kilkanaście dni, ale już jest lepiej. Wiesz... nie jest łatwo zaakceptować zakazaną miłość.
Po tych słowach rozeszły się do swoich pokoi.
9.04.2016 r. - Wisła
- Gaja, możesz mi pomóc z tą podwiązką? - kompletnie nie radząca sobie z nią Paulina zawołała Przyjaciółkę.
- Chodź tu. Czerwona?! A to na ślub nie powinna być błękitna? - zdziwiła się Gaja.
- Powinna.Ale kto tam to zauważy? Ksiądz nie będzie mi zaglądał pod sukienkę. Reszta gości też nie. Wiesz o tym tylko Ty. I dowie się Michał. Ale dla niego to chyba nie będzie przeszkodą ani problemem. - obie roześmiały się. - A pamiętasz naszą studniówkę i Twoją przygodę z podwiązką?
- Pamiętam. I nie musisz mi tego przypominać. O małe co nie spaliłam się wtedy ze wstydu. - zarumieniła się Gaja, która ewidentnie nie chciała tego wspominać.
- Miałaś tak chude nogi. Nic dziwnego, że się Tobie zsunęła. Tańczyłaś wtedy z Piotrkiem? Pamiętasz? Tym przystojniakiem z profilu matematycznego. Był mistrzem parkietu...
Ich rozmowę przerwał tata Pauliny, wchodząc nagle do pokoju.
- Paulinko, już czas wychodzić. - wziął córkę pod ramię. - Prześlicznie wyglądasz. A Ty Gaju pojedziesz z nami. Musisz ją wspierać.
Wszystko było dokładnie tak, jak sobie wymarzyła. Miała długą, koronkową sukienkę, długi welon i delikatnie upięte, zakręcone włosy. Ślub miał się odbyć w malutkim kościółku w Wiśle, w klimacie góralskim. Michał i reszta gości, mieli czekać w kościele. Ona miała być podprowadzona do ołtarza przez tatę. I wszystko było tak, jak sobie wymarzyła. Do ołtarza prowadziły ją także 4-letnie córeczki
jej kuzynki - Ania i Ola. Była bardzo szczęśliwa wchodząc do kościoła. Z daleka ujrzała jego, swojego przyszłego męża oraz płaczące ciotki i babcię. Nigdy nie rozumiała tego płaczu podczas ślubu. Że niby wzruszenie?
W rogu kościoła zauważyła kogoś, kogo obecność bardzo ją zaniepokoiła. Michael?! Dlaczego?! Skąd?! Jak?! Starała się opanować szybkie bicie serca i drżenie rąk. Stanęła obok Michała. Całą mszę nie mogła skupić się na tym, co właśnie się dzieje.
- Ja Michał biorę Ciebie Paulino za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Słowa te wywołały ciarki na jej ciele. Pojawiły się pierwsze wątpliwości, niepewność, strach... Powtórzyła:
- Ja Paulina biorę Ciebie Michale za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Po tych słowach ksiądz wypowiedział słowa, które w Polsce są rzadko wypowiadane na ceremoniach ślubnych.
- Jeżeli ktoś zna powód, dla którego Ci dwoje nie mogą się pobrać, niech przemówi teraz, albo zamilknie na wieki.
W kościele zapanowała cisza. W momencie, w którym ksiądz chciał zabrać głos, wstał Wojtek, jeden z kolegów Michała.
- Ja... ja znam powód.
Wszyscy obecni spojrzeli na niego. Słychać było pojedyncze słowa krytyki i oburzenia zgromadzonych.
- Słuchamy. - powiedział ksiądz, przyglądając się młodemu chłopakowi idącemu w kierunku ołtarza.
- No bo Michał jest inny... - powiedział pokazując księdzu zdjęcia Michała w dwuznacznych sytuacjach z kobietami i... mężczyznami. Michał jest biseksualistą.
Powstało zamieszanie. Goście nie kryli zdziwienia, zaskoczenia i oburzenia. Paulina spojrzała na przyszłego męża z niedowierzaniem.
- Cy to prawda? - ksiądz skierował pytanie do Pana Młodego.
Zapadła niezręczna cisza, trwająca kilka minut. Pytanie zostało ponowione.
- Tak, to prawda. - wydusił z siebie cichym głosem Michał.
- Jest jeszcze drugi powód. - powiedział stojący na środku kościoła Michael. - Kocham Paulinę, która nosi pod sercem moje dziecko. Kocham jej tak, jak nikt nigdy jej nie pokocha. Nigdy nie chciałem jej skrzywdzić i nie pozwolę jej skrzywdzić.
Paulina aż usiadła z wrażenia. Wszyscy obecni nie rozumieli zaistniałej sytuacji.
- Czyli ślubu nie będzie. - powiedział ksiądz, opuszczając Parę Młodą. Michał wybiegł z kościoła.
Michael podszedł do Pauliny, mocno ją przytuli i powiedział:
- Już nie pozwolę Ci uciec. Nigdy.
- Nie zrobię tego, nigdy. Uratowałeś mnie przed popełnieniem życiowego błędu.
Opuścili kościół razem, trzymając się za ręce.
- Tak, właśnie tak wyobrażałam sobie swój Wieczór Panieński. - Paulina głośno się roześmiała. - Z sokiem z pomarańczy, w moim pokoju z Tobą, słuchają piosenek z lat naszej młodości.
- Mówisz jakbyśmy nie wiadomo jak stare były. A my przecież jesteśmy w kwiecie wieku.
- Ale to już zupełnie inne życie. A pamiętasz swój Panieński?
- To zależy co masz na myśli. - powiedziała Gaja patrząc podejrzliwie na Przyjaciółkę. - Jeżeli pytasz o tą niespodziankę w postaci striptizera wyskakującego z pudła, które miało przypominać tort, to tak, pamiętam. Byłam wtedy na Was taka wściekła. A Łukasz jeszcze bardziej.
Przypomniała sobie własne szczęście z tamtych dni. Wieczór Panieński, później ślub, podróż poślubna. Było im jak w bajce, a każda bajka ma swój koniec. Jedna szczęśliwy, druga nie. A dziś nie jest już jego żoną. Złamali dane sobie słowo. Ich małżeństwo trwało 4,5 roku. Ich planowane "zawsze" już nie istniało.
- Oj przesadzasz Gaja. Było wesoło. A ten brunet z zarostem był całkiem niezły. - Paulina rozmarzyła się.
- Nie wiem, ja oceniłam go tylko wizualnie. To Ty spędziłaś z nim noc i to Ty możesz powiedzieć najwięcej. Jak on w ogóle miał na imię?
- Krystian! Gaja, już nie pamiętasz? - oburzyła się Paulina.
- Ty za to pamiętasz doskonale.
Wspomnieniom nie było końca. Rozmawiały i śmiały się do godziny 1 w nocy. Po czym jednogłośne stwierdziły, że czas pójść spać, bo jutro wielki dzień. Panna Młoda i Świadkowa muszą przecież dobrze wyglądać.
- Gaju, powiedz mi jeszcze co z Andreasem. - zapytała niepewnie Paulina, odprowadzając Gaję do pokoju gościnnego.
- Chyba już lepiej. Często dzwoni, interesuje się moim, a właściwie naszym samopoczuciem. Mojego maluszka traktuje jak swoje dziecko. Nie ma pewności czy tak naprawdę jest. Naszą sytuację chyba zaakceptował. Zajęło mu to kilkanaście dni, ale już jest lepiej. Wiesz... nie jest łatwo zaakceptować zakazaną miłość.
Po tych słowach rozeszły się do swoich pokoi.
9.04.2016 r. - Wisła
- Gaja, możesz mi pomóc z tą podwiązką? - kompletnie nie radząca sobie z nią Paulina zawołała Przyjaciółkę.
- Chodź tu. Czerwona?! A to na ślub nie powinna być błękitna? - zdziwiła się Gaja.
- Powinna.Ale kto tam to zauważy? Ksiądz nie będzie mi zaglądał pod sukienkę. Reszta gości też nie. Wiesz o tym tylko Ty. I dowie się Michał. Ale dla niego to chyba nie będzie przeszkodą ani problemem. - obie roześmiały się. - A pamiętasz naszą studniówkę i Twoją przygodę z podwiązką?
- Pamiętam. I nie musisz mi tego przypominać. O małe co nie spaliłam się wtedy ze wstydu. - zarumieniła się Gaja, która ewidentnie nie chciała tego wspominać.
- Miałaś tak chude nogi. Nic dziwnego, że się Tobie zsunęła. Tańczyłaś wtedy z Piotrkiem? Pamiętasz? Tym przystojniakiem z profilu matematycznego. Był mistrzem parkietu...
Ich rozmowę przerwał tata Pauliny, wchodząc nagle do pokoju.
- Paulinko, już czas wychodzić. - wziął córkę pod ramię. - Prześlicznie wyglądasz. A Ty Gaju pojedziesz z nami. Musisz ją wspierać.
Wszystko było dokładnie tak, jak sobie wymarzyła. Miała długą, koronkową sukienkę, długi welon i delikatnie upięte, zakręcone włosy. Ślub miał się odbyć w malutkim kościółku w Wiśle, w klimacie góralskim. Michał i reszta gości, mieli czekać w kościele. Ona miała być podprowadzona do ołtarza przez tatę. I wszystko było tak, jak sobie wymarzyła. Do ołtarza prowadziły ją także 4-letnie córeczki
jej kuzynki - Ania i Ola. Była bardzo szczęśliwa wchodząc do kościoła. Z daleka ujrzała jego, swojego przyszłego męża oraz płaczące ciotki i babcię. Nigdy nie rozumiała tego płaczu podczas ślubu. Że niby wzruszenie?
W rogu kościoła zauważyła kogoś, kogo obecność bardzo ją zaniepokoiła. Michael?! Dlaczego?! Skąd?! Jak?! Starała się opanować szybkie bicie serca i drżenie rąk. Stanęła obok Michała. Całą mszę nie mogła skupić się na tym, co właśnie się dzieje.
- Ja Michał biorę Ciebie Paulino za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Słowa te wywołały ciarki na jej ciele. Pojawiły się pierwsze wątpliwości, niepewność, strach... Powtórzyła:
- Ja Paulina biorę Ciebie Michale za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Po tych słowach ksiądz wypowiedział słowa, które w Polsce są rzadko wypowiadane na ceremoniach ślubnych.
- Jeżeli ktoś zna powód, dla którego Ci dwoje nie mogą się pobrać, niech przemówi teraz, albo zamilknie na wieki.
W kościele zapanowała cisza. W momencie, w którym ksiądz chciał zabrać głos, wstał Wojtek, jeden z kolegów Michała.
- Ja... ja znam powód.
Wszyscy obecni spojrzeli na niego. Słychać było pojedyncze słowa krytyki i oburzenia zgromadzonych.
- Słuchamy. - powiedział ksiądz, przyglądając się młodemu chłopakowi idącemu w kierunku ołtarza.
- No bo Michał jest inny... - powiedział pokazując księdzu zdjęcia Michała w dwuznacznych sytuacjach z kobietami i... mężczyznami. Michał jest biseksualistą.
Powstało zamieszanie. Goście nie kryli zdziwienia, zaskoczenia i oburzenia. Paulina spojrzała na przyszłego męża z niedowierzaniem.
- Cy to prawda? - ksiądz skierował pytanie do Pana Młodego.
Zapadła niezręczna cisza, trwająca kilka minut. Pytanie zostało ponowione.
- Tak, to prawda. - wydusił z siebie cichym głosem Michał.
- Jest jeszcze drugi powód. - powiedział stojący na środku kościoła Michael. - Kocham Paulinę, która nosi pod sercem moje dziecko. Kocham jej tak, jak nikt nigdy jej nie pokocha. Nigdy nie chciałem jej skrzywdzić i nie pozwolę jej skrzywdzić.
Paulina aż usiadła z wrażenia. Wszyscy obecni nie rozumieli zaistniałej sytuacji.
- Czyli ślubu nie będzie. - powiedział ksiądz, opuszczając Parę Młodą. Michał wybiegł z kościoła.
Michael podszedł do Pauliny, mocno ją przytuli i powiedział:
- Już nie pozwolę Ci uciec. Nigdy.
- Nie zrobię tego, nigdy. Uratowałeś mnie przed popełnieniem życiowego błędu.
Opuścili kościół razem, trzymając się za ręce.
piątek, 15 kwietnia 2016
"Co nie zabije to, nie zabije, wcale nie musi wzmacniać. Potrafi sponiewierać i zostać na całe życie."
1.03.2015 r. - Zakopane
Jej pokój wyglądał jakby przeszło przez nie tornado. Stała przed lustrem. Przymierzała kolejną sukienkę. Znowu za mała. Spodni nawet nie przymierza. Chyba może pożegnać się ze swoim starym rozmiarem 36. A to dopiero początek ciąży. Zawsze lubiła podkreślać swoją kobiecą, aczkolwiek bardzo szczupłą figurę. Kochała dopasowane spodnie, wąskie sukienki. Teraz jednak nie za bardzo może je wykorzystać.
- Ta za mała, w tej wyglądam jak wieloryb, ta kompletnie nie pasuje... - Gaja zaczęła rzucać ubraniami. Ciążowa zmienność nastrojów ewidentnie się jej udzielała.
- Gaja, przesadzasz. Wcale mocno nie przytyłaś i w każdej sukience nadal wyglądasz cholernie seksownie. - powiedziała Paulina, jedząc kolejny kawałek sernika. - Spójrz na mnie, później na siebie i wyciągnij odpowiednie wnioski.
- Ha! Ha! Ha! Bardzo śmieszne. - powiedziała z ironią Gaja, zakładając czarną, luźną sukienkę, której bardzo nie lubiła. Kupiła ją kiedyś na wyprzedaży u znanego projektanta. Magia chwili, a później wielkie rozczarowanie. Zrobiła makijaż, związała włosy w koka.
- A tak swoją drogą Kochana, to już dawno Ci mówiłam, że musimy się wybrać na zakupy.
Gaja usiadła koło niej, wyrywając jej z rąk kawałek sernika. Obie zaczęły się śmiać.
- Wiesz Paulinko, nigdy nie myślałam, że tak nam się życie potoczy. Gdyby kilka lat temu ktoś mi powiedział, że będziemy w ciąży w tym samym czasie i że będziemy mały zbliżone terminy porodów, to chyba bym nie uwierzyła.
- Ironia losu, nie? - zaśmiała się Paulina. - O której masz to spotkanie?
- o 15. Tak, wiem, muszę powoli wychodzić. - westchnęła Gaja. - A najchętniej zostałabym tutaj. Albo nie. W sumie to najchętniej poszłabym spać. Niech przez ten czas cały świat się uporządkuje.
- Wiesz, że musisz.
- Tak, wiem. I to mnie przeraża. - założyła płaszczyk, naszykowała torebkę, użyła ulubionych perfum.
- Gaja! A co z Łukaszem? - zapytała Paulina niepewnym głosem. - Nic na ten temat nie mówisz, a ja nie chcę naciskać.
Usiadła koło Przyjaciółki. Przez chwilę siedziały w milczeniu.
- Nie wiem, naprawdę. Od czasu rozprawy nie mamy ze sobą kontaktu. Po porodzie muszę ustalić ojcostwo. Nie dopuszczał do siebie myśli, że to dziecko może nie być jego. Poza tym w postępowaniu dyscyplinarnym odebrano mu stanowisko dowódcy. Niczego więcej nie wiem.
- Idź, bo się spóźnisz. - przytuliła ją Paulina. - Trzymam kciuki i czekam na Ciebie. To znaczy czekamy. Ja, Misia i... sernik. Chociaż sernik czekał nie będzie.
Znowu wybuchnęły śmiechem. Nie często zdarza się taka przyjaźń. One rozumieją się bez słów.
Siedziała w kawiarni. W tej samej, w której kilka miesięcy temu go poznała. Doskonale pamiętała ten dzień, ten wywiad. I to, jak pozytywnie zaskoczył ją swoją osobą. Co się zmieniło od tamtego dnia? Wszystko. Kochała go i co do tego nie miała żadnych wątpliwości. Był jej ratunkiem. Gdyby nie on... Woli nie myśleć co mogłoby się wydarzyć tamtego dnia, kiedy uciekła od Łukasza. Uratował ją, jej życie, jej serce. To, co chciała mu powiedzieć miało być końcem wszystkiego. Nie chciała tego. Nie miała innego wyjścia. Andreas musi poznać prawdę.
Podszedł do niej. Tak nagle, delikatnie ją obejmując i całując w szyję. Wręczył jej bukiet czerwonych róż.
- Ślicznie wyglądasz Gaju! A maleństwo widzę rośnie. - powiedział z charakterystycznym dla niego uśmiechem na twarzy i tym czarującym błyskiem w oczach.
Zamówił kawę, rozmawiali, wspominali... Tak, jakby nic złego miało się nie wydarzyć.
- Andreasie... musimy poważnie porozmawiać. - powiedziała drżącym głosem.
- Mów. - chwycił jej dłoń. Zauważył jej zdenerwowanie.
- Kim był Stefan Kofler?
- To był mój chrzestny. Mój pierwszy wielki trener. Pamiętasz jak opowiadałem Tobie o nim podczas wywiadu? A skąd to pytanie.
Zapadła cisza. Gaja spojrzała w oczy Andreasa. Nie potrafiła oderwać od nich wzroku. Po jej policzkach popłynęły łzy.
- Gaja, co się stało? I skąd to pytanie?
- On... on... - nie potrafiła wypowiedzieć tych słów. - On był moim ojcem.
Rozmawiali o tym przez chwilę. Starali się znaleźć logiczne wytłumaczenie. Jej mama również interesowała się skokami. Jako nastolatka, podczas konkursów, udzielała się jako wolontariuszka. Jego wujek był skoczkiem narciarskim. Wtedy się poznali. Zakochali się w sobie. Nie wiadomo jednak dlaczego nie mogli być razem. Przecież Stefan Kofler kochał jej mamę. Zmarł kilka dni po śmierci jej mamy. To pewnie ta informacja przyczyniła się do jego zawału. wszystko ułożyło się w jedną całość.
- Jesteśmy spokrewnieni. Nie możemy być razem. - powiedziała z płaczem Gaja.
Andreas nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Nie wiedział co ma powiedzieć. Wyjął z kieszeni małe pudełko i postawił je przed Gają.
- Miałem to Tobie dać. Ale... - zawiesił głos, patrząc jej w oczy. - Ale to już nie ma sensu.
Po tych słowach wstał i wyszedł. Dostrzegła łzy na jego policzkach. Otworzyła pudełko. Był w nim pierścionek. Czy Andreas chciał się jej oświadczyć.
Wróciła do domu. Stanęła przed lustrem.
- No i zostaliśmy sami Kruszynko. - powiedziała głaszcząc się po brzuchu. - Ale nie martw się. Damy sobie radę.
Jej pokój wyglądał jakby przeszło przez nie tornado. Stała przed lustrem. Przymierzała kolejną sukienkę. Znowu za mała. Spodni nawet nie przymierza. Chyba może pożegnać się ze swoim starym rozmiarem 36. A to dopiero początek ciąży. Zawsze lubiła podkreślać swoją kobiecą, aczkolwiek bardzo szczupłą figurę. Kochała dopasowane spodnie, wąskie sukienki. Teraz jednak nie za bardzo może je wykorzystać.
- Ta za mała, w tej wyglądam jak wieloryb, ta kompletnie nie pasuje... - Gaja zaczęła rzucać ubraniami. Ciążowa zmienność nastrojów ewidentnie się jej udzielała.
- Gaja, przesadzasz. Wcale mocno nie przytyłaś i w każdej sukience nadal wyglądasz cholernie seksownie. - powiedziała Paulina, jedząc kolejny kawałek sernika. - Spójrz na mnie, później na siebie i wyciągnij odpowiednie wnioski.
- Ha! Ha! Ha! Bardzo śmieszne. - powiedziała z ironią Gaja, zakładając czarną, luźną sukienkę, której bardzo nie lubiła. Kupiła ją kiedyś na wyprzedaży u znanego projektanta. Magia chwili, a później wielkie rozczarowanie. Zrobiła makijaż, związała włosy w koka.
- A tak swoją drogą Kochana, to już dawno Ci mówiłam, że musimy się wybrać na zakupy.
Gaja usiadła koło niej, wyrywając jej z rąk kawałek sernika. Obie zaczęły się śmiać.
- Wiesz Paulinko, nigdy nie myślałam, że tak nam się życie potoczy. Gdyby kilka lat temu ktoś mi powiedział, że będziemy w ciąży w tym samym czasie i że będziemy mały zbliżone terminy porodów, to chyba bym nie uwierzyła.
- Ironia losu, nie? - zaśmiała się Paulina. - O której masz to spotkanie?
- o 15. Tak, wiem, muszę powoli wychodzić. - westchnęła Gaja. - A najchętniej zostałabym tutaj. Albo nie. W sumie to najchętniej poszłabym spać. Niech przez ten czas cały świat się uporządkuje.
- Wiesz, że musisz.
- Tak, wiem. I to mnie przeraża. - założyła płaszczyk, naszykowała torebkę, użyła ulubionych perfum.
- Gaja! A co z Łukaszem? - zapytała Paulina niepewnym głosem. - Nic na ten temat nie mówisz, a ja nie chcę naciskać.
Usiadła koło Przyjaciółki. Przez chwilę siedziały w milczeniu.
- Nie wiem, naprawdę. Od czasu rozprawy nie mamy ze sobą kontaktu. Po porodzie muszę ustalić ojcostwo. Nie dopuszczał do siebie myśli, że to dziecko może nie być jego. Poza tym w postępowaniu dyscyplinarnym odebrano mu stanowisko dowódcy. Niczego więcej nie wiem.
- Idź, bo się spóźnisz. - przytuliła ją Paulina. - Trzymam kciuki i czekam na Ciebie. To znaczy czekamy. Ja, Misia i... sernik. Chociaż sernik czekał nie będzie.
Znowu wybuchnęły śmiechem. Nie często zdarza się taka przyjaźń. One rozumieją się bez słów.
Siedziała w kawiarni. W tej samej, w której kilka miesięcy temu go poznała. Doskonale pamiętała ten dzień, ten wywiad. I to, jak pozytywnie zaskoczył ją swoją osobą. Co się zmieniło od tamtego dnia? Wszystko. Kochała go i co do tego nie miała żadnych wątpliwości. Był jej ratunkiem. Gdyby nie on... Woli nie myśleć co mogłoby się wydarzyć tamtego dnia, kiedy uciekła od Łukasza. Uratował ją, jej życie, jej serce. To, co chciała mu powiedzieć miało być końcem wszystkiego. Nie chciała tego. Nie miała innego wyjścia. Andreas musi poznać prawdę.
Podszedł do niej. Tak nagle, delikatnie ją obejmując i całując w szyję. Wręczył jej bukiet czerwonych róż.
- Ślicznie wyglądasz Gaju! A maleństwo widzę rośnie. - powiedział z charakterystycznym dla niego uśmiechem na twarzy i tym czarującym błyskiem w oczach.
Zamówił kawę, rozmawiali, wspominali... Tak, jakby nic złego miało się nie wydarzyć.
- Andreasie... musimy poważnie porozmawiać. - powiedziała drżącym głosem.
- Mów. - chwycił jej dłoń. Zauważył jej zdenerwowanie.
- Kim był Stefan Kofler?
- To był mój chrzestny. Mój pierwszy wielki trener. Pamiętasz jak opowiadałem Tobie o nim podczas wywiadu? A skąd to pytanie.
Zapadła cisza. Gaja spojrzała w oczy Andreasa. Nie potrafiła oderwać od nich wzroku. Po jej policzkach popłynęły łzy.
- Gaja, co się stało? I skąd to pytanie?
- On... on... - nie potrafiła wypowiedzieć tych słów. - On był moim ojcem.
Rozmawiali o tym przez chwilę. Starali się znaleźć logiczne wytłumaczenie. Jej mama również interesowała się skokami. Jako nastolatka, podczas konkursów, udzielała się jako wolontariuszka. Jego wujek był skoczkiem narciarskim. Wtedy się poznali. Zakochali się w sobie. Nie wiadomo jednak dlaczego nie mogli być razem. Przecież Stefan Kofler kochał jej mamę. Zmarł kilka dni po śmierci jej mamy. To pewnie ta informacja przyczyniła się do jego zawału. wszystko ułożyło się w jedną całość.
- Jesteśmy spokrewnieni. Nie możemy być razem. - powiedziała z płaczem Gaja.
Andreas nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Nie wiedział co ma powiedzieć. Wyjął z kieszeni małe pudełko i postawił je przed Gają.
- Miałem to Tobie dać. Ale... - zawiesił głos, patrząc jej w oczy. - Ale to już nie ma sensu.
Po tych słowach wstał i wyszedł. Dostrzegła łzy na jego policzkach. Otworzyła pudełko. Był w nim pierścionek. Czy Andreas chciał się jej oświadczyć.
Wróciła do domu. Stanęła przed lustrem.
- No i zostaliśmy sami Kruszynko. - powiedziała głaszcząc się po brzuchu. - Ale nie martw się. Damy sobie radę.
środa, 13 kwietnia 2016
Wydawać by się mogło, że miłość znów zapukała do niewłaściwych drzwi.
12.02.2016 r. - Zakopane
Po rozstaniu z Łukaszem wyprowadziła się z ich mieszkania. Zabrała wszystkie swoje rzeczy i zamieszkała z tatą, w swoim rodzinnym domu, w swoim pokoju, w którym dorastała, w którym uczyła się życia. Teraz znowu jest w tym samym miejscu i na tym samym etapie. Znowu musi podjąć szereg ważnych decyzji i uporządkować swoje życie na nowo. Teraz jednak nie może kierować się egoizmem. Musi myśleć o tym małym człowieczku, który we wrześniu przyjdzie na świat i zupełnie odmieni jej życie. Teraz musi skupić się na potrzebach tej małej istotki i mimo własnych złych doświadczeń, chce stworzyć bezpieczny świat dla swojego dziecka. Jedyne, czego pragnie, to tego, żeby nie było to dziecko Łukasza. Niestety, nie jest w stanie tego wykluczyć. Między ą straszną dla niej nocą z nim a nocą spędzoną z Andreasem minęło zaledwie kilka dni. Był to zbyt krótki okres czasu, żeby wykluczyć ojcostwo Łukasza. Andreas chciał stać się ojcem dla jej dziecka. Nie jest jeszcze na to gotowa. Póki o dużo jej pomaga i czeka, nie wiedząc nawet czy ma na co. Liczy jednak na to, że pewnego dnia Gaja da mu szansę i stworzą szczęśliwą rodzinę. Przecież kochają się. Czy to w ich przypadku wystarczy?
Łukasz nie wie o dziecku. I tak póki co jest dobrze. Czekaja na pierwszą rozprawę rozwodową. Często do niej dzwoni i pisze smsy. Ona jednak ignoruje jego próby kontaktu. Wczoraj opuścił szpital. Cieszyła się, że już wszystko jest z nim dobrze. Czy nadal go kochała? Chyba nie. Za bardzo ją zranił. Nie potrafiła mu tego wybaczyć. W jednym z smsów napisał jej, że stracił stanowisko dowódcy zmiany. Odetchnęła z ulgą. Już nie narazi życia i zdrowia swoich kolegów.
Siedziała w swoim pokoju, ubrana w dres, piła sok marchewkowy i szukała w Internecie prezentu na ślub Pauliny. Cały czas trudno jej w to uwierzyć. W kwietniu jej najlepsza przyjaciółka wychodzi za mąż za mężczyznę, którego kochała od lat, w sierpniu zostanie mamą dziecka, które nie będzie należało do jej męża, a które Michał bez problemu zaakceptował. Ludzie jednak się zmieniają. Miłość potrafi ich zmienić. Cieszyła się jej szczęściem.
Dużo myślała o swoim życiu. O tych wszystkich sytuacjach, które ją spotkały. Tyle się zmieniło. Mimo wszystko była z siebie dumna. Odcięła się od człowieka, który ją niszczył i nie szanował jej. Pokazała sobie i innym, że jest silą osobą i że potrafi podejmować właściwe decyzje. Jej rozmyślania przerwał telefon. Nie znała tego numeru. Odebrała.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteś w ciąży?! - usłyszała głos Łukasza. Podniesiony tonem zadał jej to pytanie i nie czekając na odpowiedź mówił dalej. - Nie myśl sobie, że teraz bez walki dam Ci rozwód i to dziecko.
- Nie masz gwarancji, że jest to Twoje dziecko. Od tej pory będziemy kontaktowali się tylko przez prawników. - po tych słowach odłączyła się.
Zadzwoniła do swojego prawnika, opowiedziała mu o wszystkim. Otrzymała wskazówki dotyczące własnego zachowania względem Łukasza. Pierwsza rozprawa już za tydzień. Musi przetrwać.
14.02.2016 r. - Zakopane
- Dziękuję Ci za wspaniały dzień, miły wieczór i Twoją obecność. - powiedziała Gaja całując Andreasa w policzek. - Swoją drogą skąd wiedziałeś, że uwielbiam czerwone róże?
- Wiem wszystko o kobiecie, którą kocham. - chwycił Gaję w pasie i mocno przytulił do siebie. - Chciałbym, żeby takie dni, jak dzisiejszy, zdarzały nam się częściej. Chciałbym zasypiać przy Tobie i przy Tobie się budzić. Chciałbym razem z Tobą wychowywać tego maluszka. Chciałbym być z Tobą na zawsze, tak długo, jak będzie nam dane żyć.
- To brzmi jak deklaracja. - zarumieniła się Gaja, patrząc mu w oczy. - Ale wiesz, że musisz dać mi troszeczkę czasu.
- Bo to jest deklaracja. Będę czekał tyle, ile potrzeba. - pocałował ją na pożegnanie, wsiadł do samochodu i odjechał. Jutro rano musi być w pracy.
Weszła do domu. Czekał na nią tata. Wypytał o spotkanie z Andreasem.
- Kochanie, długo wahałem się, nie wiedziałem jaką mam podjąć decyzję. Ale chyba nie mogę dłużej tego przed Tobą ukrywać.
Zdezorientowana Gaja spojrzała na niego błagalnym wzrokiem, prosząc o wyjaśnienie. Ojciec zabrał ją do swojego pokoju. Otworzył ogromną szafę i wyjął kilka kartonów.
- Po śmierci Twojej mamy spakowałem większość jej rzeczy tutaj. Nie potrafiłem na nie patrzeć, bo przypominały mi ją. Nie potrafiłem także ich wyrzucić, ze względu na olbrzymią wartość sentymentalną. Teraz postanowiłem je oddać Tobie. Zrobisz z nimi co uznasz za słuszne. W końcu niedługo sama zostaniesz mamą.
Wziął kartony i zaniósł do jej pokoju.
- Dziękuję Ci tatusiu. - powiedziała ze łzami. wzruszenia w oczach.
Zostawił ją samą. Zaczęła przeglądać zawartość kartonów. Były w nich ubrania jej mamy, jej ulubione książki, albumy ze zdjęciami, jej ulubione obrazy. Jej uwagę zwrócił jednak pewien obszerny kolorowy i gruby zeszyt. To był pamiętnik jej mamy. Nigdy wcześniej go nie widziała. Tata chyba też do niego nie zaglądał. Wahała się długo. Nie była pewna czy powinna go czytać. Otworzyła go, zaczęła czytać o latach młodości swojej mamy i... o jej wielkiej miłości. O jej ojcu. Nigdzie jednak jej mama nie podała jego imiona, ani nazwiska. Zawsze pisała ON. W pewnym momencie z zeszytu wypadło zdjęcie jakiegoś mężczyzny. Z tyłu była dedykacja dla jej mamy: "Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Wiem, że teraz nie możemy być razem, ale na zawsze będziesz w moim sercu. Ty i nasze dziecko." Upuściła zeszyt. Siedziała nieruchomo. Nie... Ten człowiek nie może być jej ojcem. To nie może być prawda.
Po rozstaniu z Łukaszem wyprowadziła się z ich mieszkania. Zabrała wszystkie swoje rzeczy i zamieszkała z tatą, w swoim rodzinnym domu, w swoim pokoju, w którym dorastała, w którym uczyła się życia. Teraz znowu jest w tym samym miejscu i na tym samym etapie. Znowu musi podjąć szereg ważnych decyzji i uporządkować swoje życie na nowo. Teraz jednak nie może kierować się egoizmem. Musi myśleć o tym małym człowieczku, który we wrześniu przyjdzie na świat i zupełnie odmieni jej życie. Teraz musi skupić się na potrzebach tej małej istotki i mimo własnych złych doświadczeń, chce stworzyć bezpieczny świat dla swojego dziecka. Jedyne, czego pragnie, to tego, żeby nie było to dziecko Łukasza. Niestety, nie jest w stanie tego wykluczyć. Między ą straszną dla niej nocą z nim a nocą spędzoną z Andreasem minęło zaledwie kilka dni. Był to zbyt krótki okres czasu, żeby wykluczyć ojcostwo Łukasza. Andreas chciał stać się ojcem dla jej dziecka. Nie jest jeszcze na to gotowa. Póki o dużo jej pomaga i czeka, nie wiedząc nawet czy ma na co. Liczy jednak na to, że pewnego dnia Gaja da mu szansę i stworzą szczęśliwą rodzinę. Przecież kochają się. Czy to w ich przypadku wystarczy?
Łukasz nie wie o dziecku. I tak póki co jest dobrze. Czekaja na pierwszą rozprawę rozwodową. Często do niej dzwoni i pisze smsy. Ona jednak ignoruje jego próby kontaktu. Wczoraj opuścił szpital. Cieszyła się, że już wszystko jest z nim dobrze. Czy nadal go kochała? Chyba nie. Za bardzo ją zranił. Nie potrafiła mu tego wybaczyć. W jednym z smsów napisał jej, że stracił stanowisko dowódcy zmiany. Odetchnęła z ulgą. Już nie narazi życia i zdrowia swoich kolegów.
Siedziała w swoim pokoju, ubrana w dres, piła sok marchewkowy i szukała w Internecie prezentu na ślub Pauliny. Cały czas trudno jej w to uwierzyć. W kwietniu jej najlepsza przyjaciółka wychodzi za mąż za mężczyznę, którego kochała od lat, w sierpniu zostanie mamą dziecka, które nie będzie należało do jej męża, a które Michał bez problemu zaakceptował. Ludzie jednak się zmieniają. Miłość potrafi ich zmienić. Cieszyła się jej szczęściem.
Dużo myślała o swoim życiu. O tych wszystkich sytuacjach, które ją spotkały. Tyle się zmieniło. Mimo wszystko była z siebie dumna. Odcięła się od człowieka, który ją niszczył i nie szanował jej. Pokazała sobie i innym, że jest silą osobą i że potrafi podejmować właściwe decyzje. Jej rozmyślania przerwał telefon. Nie znała tego numeru. Odebrała.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteś w ciąży?! - usłyszała głos Łukasza. Podniesiony tonem zadał jej to pytanie i nie czekając na odpowiedź mówił dalej. - Nie myśl sobie, że teraz bez walki dam Ci rozwód i to dziecko.
- Nie masz gwarancji, że jest to Twoje dziecko. Od tej pory będziemy kontaktowali się tylko przez prawników. - po tych słowach odłączyła się.
Zadzwoniła do swojego prawnika, opowiedziała mu o wszystkim. Otrzymała wskazówki dotyczące własnego zachowania względem Łukasza. Pierwsza rozprawa już za tydzień. Musi przetrwać.
14.02.2016 r. - Zakopane
- Dziękuję Ci za wspaniały dzień, miły wieczór i Twoją obecność. - powiedziała Gaja całując Andreasa w policzek. - Swoją drogą skąd wiedziałeś, że uwielbiam czerwone róże?
- Wiem wszystko o kobiecie, którą kocham. - chwycił Gaję w pasie i mocno przytulił do siebie. - Chciałbym, żeby takie dni, jak dzisiejszy, zdarzały nam się częściej. Chciałbym zasypiać przy Tobie i przy Tobie się budzić. Chciałbym razem z Tobą wychowywać tego maluszka. Chciałbym być z Tobą na zawsze, tak długo, jak będzie nam dane żyć.
- To brzmi jak deklaracja. - zarumieniła się Gaja, patrząc mu w oczy. - Ale wiesz, że musisz dać mi troszeczkę czasu.
- Bo to jest deklaracja. Będę czekał tyle, ile potrzeba. - pocałował ją na pożegnanie, wsiadł do samochodu i odjechał. Jutro rano musi być w pracy.
Weszła do domu. Czekał na nią tata. Wypytał o spotkanie z Andreasem.
- Kochanie, długo wahałem się, nie wiedziałem jaką mam podjąć decyzję. Ale chyba nie mogę dłużej tego przed Tobą ukrywać.
Zdezorientowana Gaja spojrzała na niego błagalnym wzrokiem, prosząc o wyjaśnienie. Ojciec zabrał ją do swojego pokoju. Otworzył ogromną szafę i wyjął kilka kartonów.
- Po śmierci Twojej mamy spakowałem większość jej rzeczy tutaj. Nie potrafiłem na nie patrzeć, bo przypominały mi ją. Nie potrafiłem także ich wyrzucić, ze względu na olbrzymią wartość sentymentalną. Teraz postanowiłem je oddać Tobie. Zrobisz z nimi co uznasz za słuszne. W końcu niedługo sama zostaniesz mamą.
Wziął kartony i zaniósł do jej pokoju.
- Dziękuję Ci tatusiu. - powiedziała ze łzami. wzruszenia w oczach.
Zostawił ją samą. Zaczęła przeglądać zawartość kartonów. Były w nich ubrania jej mamy, jej ulubione książki, albumy ze zdjęciami, jej ulubione obrazy. Jej uwagę zwrócił jednak pewien obszerny kolorowy i gruby zeszyt. To był pamiętnik jej mamy. Nigdy wcześniej go nie widziała. Tata chyba też do niego nie zaglądał. Wahała się długo. Nie była pewna czy powinna go czytać. Otworzyła go, zaczęła czytać o latach młodości swojej mamy i... o jej wielkiej miłości. O jej ojcu. Nigdzie jednak jej mama nie podała jego imiona, ani nazwiska. Zawsze pisała ON. W pewnym momencie z zeszytu wypadło zdjęcie jakiegoś mężczyzny. Z tyłu była dedykacja dla jej mamy: "Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Wiem, że teraz nie możemy być razem, ale na zawsze będziesz w moim sercu. Ty i nasze dziecko." Upuściła zeszyt. Siedziała nieruchomo. Nie... Ten człowiek nie może być jej ojcem. To nie może być prawda.
niedziela, 10 kwietnia 2016
"Każdy koniec daje szansę na nowy początek."
10.01.2016 r. - Zakopane
Stała przed drzwiami wejściowymi sali, w której leżał Łukasz. Nie potrafiła jednak do niej wejść. Źle się czuła, miała zawroty głowy, mdłości. Odkąd pamięta w taki właśnie sposób reagowała na silny stres. Z tego właśnie powodu przyszła tutaj dopiero dzisiaj. Wczoraj nie była w stanie. Stres kompletnie ją obezwładnił. Myślała o tym, co chce mu powiedzieć. Nie była jednak pewna, czy powinna to robić teraz.
- Dobrze się pani czuje? - zaczepiła ją przechodząca obok niej pielęgniarka. - Jest pani bardzo blada
- Tak, wszystko jest dobrze.- odpowiedziała, delikatnie uśmiechając się do kobiety.
- Niech pani poczeka, przyniosę pani wody.
Po chwili wróciła i wręczyła Gai plastikowy kubek z wodą.
- Powinna pani pójść do męża. Czeka na panią. Ciągle pyta czy pani była.
Nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się do pielęgniarki i pokiwała głową. Została sama. Wypiła wodę, wyrzuciła kubek do kosza, stanęła przed drzwiami. Wzięła głęboki oddech, nacisnęła klamkę i weszła. Łukasz od razu ją zauważył.
- Gaja, kochanie. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tutaj jesteś. - chciał złapać ją za rękę, ale ona szybko ją zabrała. Usiadła na krześle obok jego łóżka.
- Jak się czujesz? - zapytała, unikając kontaktu wzrokowego z mężem.
- Lepiej. Bo Ty tutaj jesteś.
Zignorowała te słowa. Nie chciała ich słyszeć.
- Dlaczego to zrobiłeś? Czy zdajesz sobie sprawę z konsekwencji, które teraz na Ciebie czekają? Zdajesz sobie sprawę z tego, że ktoś mógł przez Ciebie zginąć? Łukasz! Byłeś dowódcą! Byłeś odpowiedzialny za każdego Strażaka. - bardzo się zdenerwowała. Jej ręce zaczęły drżeć.
- Ty nic nie rozumiesz! Ja nie mogłem żyć. Nie chciałem. Kiedy odeszłaś, cały mój świat się zawalił, nie mogłem wyobrazić sobie życia bez Ciebie...
- Skończ! - krzyknęła Gaja. - Nie mogę słuchać tych głupot! Czy Ty siebie słyszysz?!
- Kochanie, ale to prawda. - Łukasz próbował wzbudzić w niej litość.
- Czyżby? - w oczach Gai pojawiły się łzy. - Jakoś nie myślałeś o mnie przez ostatnie półtora roku.Nie myślałeś o mnie, kiedy kompletnie mnie ignorowałeś, kiedy działałeś wbrew mojej woli. A może mi powiesz, że myślałeś o mnie, kiedy zdradzałeś mnie z Natalią?! Wiem o wszystkim. Spotkałam się z nią. Pod koniec maja będziesz ojcem kochanie. - ostatnie zdanie powiedziała z niepodobną do niej ironią w głosie.
- Ale jak? Jak spotkałaś? - zaczął się jąkać. - Przecież wiesz, że kocham tylko Ciebie.
- Nie Łukasz, nie wiem tego. Nie dałeś mi tego odczuć. I swoją obojętnością zabiłeś moją miłość do Ciebie. Rozumiesz? Ja już nic do Ciebie nie czuję.
- Gaja... - znowu nie był w stanie dokończyć myśli.
- To już koniec Łukasz. To już koniec naszego małżeństwa. - z każdym słowem łzy coraz bardziej napływały jej do oczów, a głos drżał. - Chcę rozwodu. I w zaistniałej sytuacji bez problemu go dostanę. To tylko kwestia czasu. To czysta formalność.
Wstała. Udała się do wyjścia.
- Gaja! Nie możesz mnie teraz zostawić! Ja Cię kocham...
Zignorowała te słowa. Czuła, że nie mogła dłużej przeciągać pożegnania. Zrobiła to, co zrobić powinna. I co zrobić chciała. Wyszła z sali. Po chwili poczuła, że jest jej słabo, nie słyszała szpitalnego hałasu, tylko specyficzne echo. Nogi się pod nią ugięły.
Otworzyła oczy. Odzyskała przytomność. Była podłączona do kroplówki.
- Gdzie ja jestem, co się stało?- zapytała odwróconą tyłem do niej pielęgniarkę.
- Zemdlała pani. Jesteśmy w Izbie przyjęć. Tutaj dojdzie pani do siebie. Już lepiej? - pielęgniarka odłączyła jej kroplówkę.
- Tak, lepiej. Czy mogę już iść?
- Nie, musi pani chwilkę poczekać a lekarza.
Leżała. Czekała. I rozmyślała. Miała przed oczami Łukasza. Najbardziej bolało ją to, że nawet teraz myśli o ich związku tylko i wyłącznie przez pryzmat własnego "ja". Nie myśli o niej i o tym co ona czuje i jak się czuje w zaistniałej sytuacji. Nie była pewna czy dobrze zrobiła. Jej sumienie robiło jej wyrzuty. Oskarżało ją o to, że przez nią jej mąż chciał popełnić samobójstwo. Krzyczało, że nie może go teraz zostawić i tak po prostu odejść. Wytykało jej egoizm. Ale ona słuchała serca. Potłuczonego na milion małych kawałków. Zranionego serca, które nie chciało już bić dla niego. Posłuchała serca, które nie chciało być nadal krzywdzone. I to musiała być dobra decyzja. Nie wiedziała jeszcze co zrobi ze swoim życiem. Wiedziała jednak, że samotne życie będzie lepsze od życia z Łukaszem.
- Dzień dobry Pani Gaju! - stanął przed nią młody lekarz, przedstawił się, wytłumaczył co się stało.
Pobraliśmy pani krew do badania. Za kilka minut powinny być wyniki.
- Panie doktorze, to tylko skutek silnego stresu. Od kilku dni wpływa on negatywnie na mnie. I jeszcze ten brak apetytu. Ale już czuję się lepiej. Nie jestem chora, prawda? - zaniepokoiła się Gaja.
- Nie, chyba nie jest pani chora. Ale wyniki badań potwierdzą lub zaprzeczą naszej hipotezie. Niech pani poczeka jeszcze kilka minut. - lekarz uśmiechnął się do niej i odszedł zostawiając ją z niejednoznacznymi myślami.
Stała przed drzwiami wejściowymi sali, w której leżał Łukasz. Nie potrafiła jednak do niej wejść. Źle się czuła, miała zawroty głowy, mdłości. Odkąd pamięta w taki właśnie sposób reagowała na silny stres. Z tego właśnie powodu przyszła tutaj dopiero dzisiaj. Wczoraj nie była w stanie. Stres kompletnie ją obezwładnił. Myślała o tym, co chce mu powiedzieć. Nie była jednak pewna, czy powinna to robić teraz.
- Dobrze się pani czuje? - zaczepiła ją przechodząca obok niej pielęgniarka. - Jest pani bardzo blada
- Tak, wszystko jest dobrze.- odpowiedziała, delikatnie uśmiechając się do kobiety.
- Niech pani poczeka, przyniosę pani wody.
Po chwili wróciła i wręczyła Gai plastikowy kubek z wodą.
- Powinna pani pójść do męża. Czeka na panią. Ciągle pyta czy pani była.
Nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się do pielęgniarki i pokiwała głową. Została sama. Wypiła wodę, wyrzuciła kubek do kosza, stanęła przed drzwiami. Wzięła głęboki oddech, nacisnęła klamkę i weszła. Łukasz od razu ją zauważył.
- Gaja, kochanie. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tutaj jesteś. - chciał złapać ją za rękę, ale ona szybko ją zabrała. Usiadła na krześle obok jego łóżka.
- Jak się czujesz? - zapytała, unikając kontaktu wzrokowego z mężem.
- Lepiej. Bo Ty tutaj jesteś.
Zignorowała te słowa. Nie chciała ich słyszeć.
- Dlaczego to zrobiłeś? Czy zdajesz sobie sprawę z konsekwencji, które teraz na Ciebie czekają? Zdajesz sobie sprawę z tego, że ktoś mógł przez Ciebie zginąć? Łukasz! Byłeś dowódcą! Byłeś odpowiedzialny za każdego Strażaka. - bardzo się zdenerwowała. Jej ręce zaczęły drżeć.
- Ty nic nie rozumiesz! Ja nie mogłem żyć. Nie chciałem. Kiedy odeszłaś, cały mój świat się zawalił, nie mogłem wyobrazić sobie życia bez Ciebie...
- Skończ! - krzyknęła Gaja. - Nie mogę słuchać tych głupot! Czy Ty siebie słyszysz?!
- Kochanie, ale to prawda. - Łukasz próbował wzbudzić w niej litość.
- Czyżby? - w oczach Gai pojawiły się łzy. - Jakoś nie myślałeś o mnie przez ostatnie półtora roku.Nie myślałeś o mnie, kiedy kompletnie mnie ignorowałeś, kiedy działałeś wbrew mojej woli. A może mi powiesz, że myślałeś o mnie, kiedy zdradzałeś mnie z Natalią?! Wiem o wszystkim. Spotkałam się z nią. Pod koniec maja będziesz ojcem kochanie. - ostatnie zdanie powiedziała z niepodobną do niej ironią w głosie.
- Ale jak? Jak spotkałaś? - zaczął się jąkać. - Przecież wiesz, że kocham tylko Ciebie.
- Nie Łukasz, nie wiem tego. Nie dałeś mi tego odczuć. I swoją obojętnością zabiłeś moją miłość do Ciebie. Rozumiesz? Ja już nic do Ciebie nie czuję.
- Gaja... - znowu nie był w stanie dokończyć myśli.
- To już koniec Łukasz. To już koniec naszego małżeństwa. - z każdym słowem łzy coraz bardziej napływały jej do oczów, a głos drżał. - Chcę rozwodu. I w zaistniałej sytuacji bez problemu go dostanę. To tylko kwestia czasu. To czysta formalność.
Wstała. Udała się do wyjścia.
- Gaja! Nie możesz mnie teraz zostawić! Ja Cię kocham...
Zignorowała te słowa. Czuła, że nie mogła dłużej przeciągać pożegnania. Zrobiła to, co zrobić powinna. I co zrobić chciała. Wyszła z sali. Po chwili poczuła, że jest jej słabo, nie słyszała szpitalnego hałasu, tylko specyficzne echo. Nogi się pod nią ugięły.
Otworzyła oczy. Odzyskała przytomność. Była podłączona do kroplówki.
- Gdzie ja jestem, co się stało?- zapytała odwróconą tyłem do niej pielęgniarkę.
- Zemdlała pani. Jesteśmy w Izbie przyjęć. Tutaj dojdzie pani do siebie. Już lepiej? - pielęgniarka odłączyła jej kroplówkę.
- Tak, lepiej. Czy mogę już iść?
- Nie, musi pani chwilkę poczekać a lekarza.
Leżała. Czekała. I rozmyślała. Miała przed oczami Łukasza. Najbardziej bolało ją to, że nawet teraz myśli o ich związku tylko i wyłącznie przez pryzmat własnego "ja". Nie myśli o niej i o tym co ona czuje i jak się czuje w zaistniałej sytuacji. Nie była pewna czy dobrze zrobiła. Jej sumienie robiło jej wyrzuty. Oskarżało ją o to, że przez nią jej mąż chciał popełnić samobójstwo. Krzyczało, że nie może go teraz zostawić i tak po prostu odejść. Wytykało jej egoizm. Ale ona słuchała serca. Potłuczonego na milion małych kawałków. Zranionego serca, które nie chciało już bić dla niego. Posłuchała serca, które nie chciało być nadal krzywdzone. I to musiała być dobra decyzja. Nie wiedziała jeszcze co zrobi ze swoim życiem. Wiedziała jednak, że samotne życie będzie lepsze od życia z Łukaszem.
- Dzień dobry Pani Gaju! - stanął przed nią młody lekarz, przedstawił się, wytłumaczył co się stało.
Pobraliśmy pani krew do badania. Za kilka minut powinny być wyniki.
- Panie doktorze, to tylko skutek silnego stresu. Od kilku dni wpływa on negatywnie na mnie. I jeszcze ten brak apetytu. Ale już czuję się lepiej. Nie jestem chora, prawda? - zaniepokoiła się Gaja.
- Nie, chyba nie jest pani chora. Ale wyniki badań potwierdzą lub zaprzeczą naszej hipotezie. Niech pani poczeka jeszcze kilka minut. - lekarz uśmiechnął się do niej i odszedł zostawiając ją z niejednoznacznymi myślami.
środa, 6 kwietnia 2016
"Jest taki moment, kiedy ból jest tak duży, że nie możesz oddychać. To jest taki sprytny mechanizm. Myślę, że przećwiczony wielokrotnie przez naturę. Dusisz się instynktownie, ratujesz się i zapominasz na chwilę o bólu. Boisz się nawrotu bezdechu i dzięki temu możesz przeżyć."
8.01.2016 r. - Poznań
- Myślisz, że przyjdzie? - Paulina zapytała Gaję, rozglądając się po kawiarni.
- Przyjdzie, jestem tego pewna. Zależy jej na Łukaszu i chce go wrobić w to dziecko. Przyjdzie, Na pewno.
- Gaja, ale... - zawiesiła głos, nie wiedząc czy powinna to mówić. Nie chciała jej zranić. Chciała jej uświadomić jak to wygląda z jej perspektywy. - ... ale nie masz pewności czy ona nie mówi prawdy. To dziecko może być Łukasza. A ona w tym przypadku ma prawo żądać odpowiedzialności z jego strony. Chociażby wsparcie finansowe powinna otrzymać.
- Tak,zdaję sobie z tego sprawę. Ale ona musi mieć pewność, że to jego dziecko. Mam plan, wszystko sobie przemyślałam... - przerwała.
W tym momencie do kawiarni weszła nie za wysoka szatynka, w długich włosach i dość dużym brzuchem. Rozglądała się, szukała kogoś. Gaja bez chwili namysłu wstała i podeszła do niej. Dziewczyna była zdezorientowana i poddenerwowana. Cały czas się rozglądała. Złapała ją za ramię. Wystraszyła ją. Szatynka spojrzała na nią pytającym wzrokiem.
- Cześć. Nie bój się. - mówiła spokojnym tonem, nie chciała odstraszyć dziewczyny. - Ty jesteś Natalia, tak?
- Tak... A Ty kim jesteś?
- Jestem Gaja, żona Łukasza. Chodź, porozmawiamy.
Zaprowadziła ją do stolika. Paulina widząc całą sytuację opuściła kawiarnię, nie chciała przeszkadzać podczas tak ważnej rozmowy. Jej przyjaciółka jest przecież psychologiem, wie co robi i na pewno nie da się ponieść emocjom.
- Napijesz się czegoś? - zapytała Natalię. - Ja zamówiłam wcześniej kawę, ale Tobie raczej nie polecam takich rzeczy. Może sok pomarańczowy?
Nie czekając na odpowiedź poszła go zamówić. Kiedy wróciła została zasypana pytaniami. To dobry znak. Dziewczyna nie wykorzystała okazji, w której Gaja się oddaliła i nie uciekła. Poza wyraża chęć rozmowy.
- Dlaczego Ty tutaj jesteś? Dlaczego nie Łukasz? Przecież z nim się umówiłam. To nasza sprawa. Wiesz o wszystkim? Powiedział Ci? I gdzie on w ogóle jest? Wysłał Ciebie, bo sam nie miał odwagi przyjść i spojrzeć mi w oczy?
- Spokojnie, moja droga, po kolei. Jestem tutaj ja, bo to ja się z Tobą umówiłam, nie Łukasz. - tłumaczyła spokojnie. - Łukasz jest w szpitalu. Miał wypadek podczas akcji i od Wigilii jest w śpiączce. Chciałam się z Tobą spotkać i znaleźć rozwiązanie z tej sytuacji. I mylisz się mówiąc, że to jest Wasza sprawa. Łukasz jest moim mężem i nie zapominaj o tym.
Natalia nie wiedziała co powiedzieć. Nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Zawsze pewna siebie dziewczyna była zaskoczona spokojem i opanowaniem żony swojego kochanka. Ta sytuacja wywołała u niej szereg dziwnych uczuć. Czuła się niepewnie, jej odwaga zniknęła, czuła się zagubiona i zawstydzona. Nigdy dotąd nie towarzyszyły jej te uczucia. Gaja przerwała zaistniałą ciszę.
- Jesteś pewna, że ojcem Twojego dziecka jest Łukasz? - sama siebie zaskoczyła swoimi słowami. Nie planowała tak dosadnych pytań zadawać wprost. - Wiem, że nie tylko z Łukaszem romansowałaś. Wiem, że potencjalnych kandydatów na ojców jest więcej.
- Tak, jestem pewna, że to dziecko jest Łukasza. Brałam pigułki, poza tym z chłopakami też się zabezpieczaliśmy. Ostatniej nocy, przed wyjazdem, spałam z Łukaszem. Nie zabezpieczyliśmy się. A kilka dni wcześniej skończyły mi się tabletki. Nie planowaliśmy wtedy tego. Samo wyszło. Przez te kilka dni nie byłam u chłopaków, bo mieliśmy trudne noce z dzieciakami. Wtedy chciałam pożegnać się z Łukaszem i wiesz...
Nie wierzyła w to, co słyszy. Nie chciała przyjąć tego do świadomości. Od czasu rozmowy z chłopakami liczyła na to, że dziecko jednak nie jest Łukasza. Nagle okazało się, że dziewczyna siedząca przed nią nosi pod sercem dziecko jej męża. To było za dużo. To nie mogła być prawda.
- Na kiedy masz termin?
- 29 maja.
Wyjęła z torebki wizytówkę i podała ją dziewczynie.
- Kiedy urodzisz zadzwoń do mnie. Zrobisz test DNA i pomyślimy co dalej. Na pewno nie zostawimy Ciebie samej z tym problemem. Jeżeli to dziecko Łukasza, na pewno będzie je wspierał finansowo. Resztę ustalimy po porodzie. Miło było Cię poznać. - po tych słowach opuściła kawiarnię. W jej oczach stanęły łzy i z trudem powstrzymywała się od płaczu. Jedyne co czuła to kompletną dezorientację. Gdyby ktoś zapytał ją z tym momencie jak się czuje to pewnie odpowiedziałaby, że się nie czuje.
W tym momencie zadzwonił jej telefon. To ze szpitala. Łukasz się wybudził i pyta o nią. Oczywiście, będzie u niego jutro. Nie może inaczej.
- Myślisz, że przyjdzie? - Paulina zapytała Gaję, rozglądając się po kawiarni.
- Przyjdzie, jestem tego pewna. Zależy jej na Łukaszu i chce go wrobić w to dziecko. Przyjdzie, Na pewno.
- Gaja, ale... - zawiesiła głos, nie wiedząc czy powinna to mówić. Nie chciała jej zranić. Chciała jej uświadomić jak to wygląda z jej perspektywy. - ... ale nie masz pewności czy ona nie mówi prawdy. To dziecko może być Łukasza. A ona w tym przypadku ma prawo żądać odpowiedzialności z jego strony. Chociażby wsparcie finansowe powinna otrzymać.
- Tak,zdaję sobie z tego sprawę. Ale ona musi mieć pewność, że to jego dziecko. Mam plan, wszystko sobie przemyślałam... - przerwała.
W tym momencie do kawiarni weszła nie za wysoka szatynka, w długich włosach i dość dużym brzuchem. Rozglądała się, szukała kogoś. Gaja bez chwili namysłu wstała i podeszła do niej. Dziewczyna była zdezorientowana i poddenerwowana. Cały czas się rozglądała. Złapała ją za ramię. Wystraszyła ją. Szatynka spojrzała na nią pytającym wzrokiem.
- Cześć. Nie bój się. - mówiła spokojnym tonem, nie chciała odstraszyć dziewczyny. - Ty jesteś Natalia, tak?
- Tak... A Ty kim jesteś?
- Jestem Gaja, żona Łukasza. Chodź, porozmawiamy.
Zaprowadziła ją do stolika. Paulina widząc całą sytuację opuściła kawiarnię, nie chciała przeszkadzać podczas tak ważnej rozmowy. Jej przyjaciółka jest przecież psychologiem, wie co robi i na pewno nie da się ponieść emocjom.
- Napijesz się czegoś? - zapytała Natalię. - Ja zamówiłam wcześniej kawę, ale Tobie raczej nie polecam takich rzeczy. Może sok pomarańczowy?
Nie czekając na odpowiedź poszła go zamówić. Kiedy wróciła została zasypana pytaniami. To dobry znak. Dziewczyna nie wykorzystała okazji, w której Gaja się oddaliła i nie uciekła. Poza wyraża chęć rozmowy.
- Dlaczego Ty tutaj jesteś? Dlaczego nie Łukasz? Przecież z nim się umówiłam. To nasza sprawa. Wiesz o wszystkim? Powiedział Ci? I gdzie on w ogóle jest? Wysłał Ciebie, bo sam nie miał odwagi przyjść i spojrzeć mi w oczy?
- Spokojnie, moja droga, po kolei. Jestem tutaj ja, bo to ja się z Tobą umówiłam, nie Łukasz. - tłumaczyła spokojnie. - Łukasz jest w szpitalu. Miał wypadek podczas akcji i od Wigilii jest w śpiączce. Chciałam się z Tobą spotkać i znaleźć rozwiązanie z tej sytuacji. I mylisz się mówiąc, że to jest Wasza sprawa. Łukasz jest moim mężem i nie zapominaj o tym.
Natalia nie wiedziała co powiedzieć. Nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Zawsze pewna siebie dziewczyna była zaskoczona spokojem i opanowaniem żony swojego kochanka. Ta sytuacja wywołała u niej szereg dziwnych uczuć. Czuła się niepewnie, jej odwaga zniknęła, czuła się zagubiona i zawstydzona. Nigdy dotąd nie towarzyszyły jej te uczucia. Gaja przerwała zaistniałą ciszę.
- Jesteś pewna, że ojcem Twojego dziecka jest Łukasz? - sama siebie zaskoczyła swoimi słowami. Nie planowała tak dosadnych pytań zadawać wprost. - Wiem, że nie tylko z Łukaszem romansowałaś. Wiem, że potencjalnych kandydatów na ojców jest więcej.
- Tak, jestem pewna, że to dziecko jest Łukasza. Brałam pigułki, poza tym z chłopakami też się zabezpieczaliśmy. Ostatniej nocy, przed wyjazdem, spałam z Łukaszem. Nie zabezpieczyliśmy się. A kilka dni wcześniej skończyły mi się tabletki. Nie planowaliśmy wtedy tego. Samo wyszło. Przez te kilka dni nie byłam u chłopaków, bo mieliśmy trudne noce z dzieciakami. Wtedy chciałam pożegnać się z Łukaszem i wiesz...
Nie wierzyła w to, co słyszy. Nie chciała przyjąć tego do świadomości. Od czasu rozmowy z chłopakami liczyła na to, że dziecko jednak nie jest Łukasza. Nagle okazało się, że dziewczyna siedząca przed nią nosi pod sercem dziecko jej męża. To było za dużo. To nie mogła być prawda.
- Na kiedy masz termin?
- 29 maja.
Wyjęła z torebki wizytówkę i podała ją dziewczynie.
- Kiedy urodzisz zadzwoń do mnie. Zrobisz test DNA i pomyślimy co dalej. Na pewno nie zostawimy Ciebie samej z tym problemem. Jeżeli to dziecko Łukasza, na pewno będzie je wspierał finansowo. Resztę ustalimy po porodzie. Miło było Cię poznać. - po tych słowach opuściła kawiarnię. W jej oczach stanęły łzy i z trudem powstrzymywała się od płaczu. Jedyne co czuła to kompletną dezorientację. Gdyby ktoś zapytał ją z tym momencie jak się czuje to pewnie odpowiedziałaby, że się nie czuje.
W tym momencie zadzwonił jej telefon. To ze szpitala. Łukasz się wybudził i pyta o nią. Oczywiście, będzie u niego jutro. Nie może inaczej.
poniedziałek, 4 kwietnia 2016
"Podarowałeś mi coś, co nawet trudno nazwać. Poruszyłeś we mnie coś, o istnieniu czego nawet nie wiedziałam. Jesteś i zawsze będziesz częścią mojego życia. Zawsze."
PAULINA
Są w naszym życiu ludzie, których kochamy i nigdy nie przestaniemy kochać. Są ludzie, których kochamy za bardzo. Są też ludzie, których kochać nie powinniśmy. Czasami jednak pojawia się człowiek, którego można zaliczyć do każdej z tej kategorii. I co wtedy? Wtedy tworzy się coś strasznego. Tragedia miłości. Kochasz i nie możesz przestać. Mimo zniknięcia obiektu, które obdarzyło się uczuciem. I zdajesz sobie sprawę z tego, że ta toksyczna relacja niszczy Ciebie, nie pozwala normalnie żyć, normalnie funkcjonować. Chcesz dobra drugiej osoby, ale nie potrafisz brać udziału w jego szczęściu, kiedy to nie Ty jesteś jego powodem. Każdy widok "toksycznego obiektu" powoduje u Ciebie przyspieszone bicie serca, drżenie całego ciała. Może to tylko skomplikowana reakcja chemiczna, która zachodzi w Twoim organizmie. Ale ulegasz jej. Mniej lub bardziej świadomie. I czekasz. Nie wiedząc na co i czy czekanie to ma sens. A kiedy wreszcie otrzymujesz to, czego pragniesz, nie za bardzo wiesz co zrobić z taką ilością szczęścia. Ulegasz. Godzisz się na wszystko. Ale czy przy tym nie tworzysz czegoś jeszcze bardziej toksycznego?
Tak właśnie jest ze mną i z Michałem. Kocham Go i nigdy nie przestanę. Wszedł zbyt głęboko we mnie. W moje emocje. W moje uczucia. Za bardzo poznał moje wnętrze. Zbyt wiele zmian wprowadził we mnie i w moje życie. Zmienił mnie. Nieodwracalnie. Kocham go za bardzo. Ale nie jest to miłość zaborcza. Nie powinnam go kochać. Wiem, że nie jest mężczyzną dla mnie. Wiem, że to nie jemu powinnam chcieć urodzić gromadkę dzieci. To nie przy nim powinnam chcieć się zestarzeć. To nie on powinien stać obok mnie przez całe życie. Ale co z tego, że to wiem? To tylko głos rozsądku. Serce mówi inaczej. Serce chce inaczej. A ja go słucham.
Rozstałam się z Michaelem dzień przed Wigilią. To było z jego inicjatywy. Zaproponował mi, żebym wyjechała z Polski. Żebyśmy zamieszkali razem w Insbrucku. On nie może opuścić Austrii. Nie zgodziłam się. Nie mogę tak z dnia na dzień rzucić pracy, rodziny, przyjaciół i wyjechać do obcego kraju. Po prostu nie mogę. To by nie wyszło. Wtedy podjął decyzję o naszym rozstaniu. Miał rację. Miłość na odległość nie ma szans przetrwania. Ludzie potrzebują kontaktu ze sobą. Potrzebują realnej rozmowy. Potrzebują bliskości drugiej osoby. Po prostu potrzebują podtrzymania płomienia ich miłości. A kiedy już przyzwyczają się do tej nieobecności osoby ważnej, do czekania i tęsknoty i trudno im później żyć razem z tą osobą, kiedy jest już blisko. Potrafią ją kochać czekając, a nie mając na wyciągnięcie ręki. Dlatego musieliśmy się rozstać. Nie było nam łatwo. Cały czas coś do siebie czujemy. Nasza miłość po prostu nie miała szans na realizację. Nie powiedziałam mu jeszcze, że noszę pod sercem jego dziecko. Nie planowaliśmy tego. Zresztą... gdyby się dowiedział, mógłby wszystko skomplikować. Mógłby zniszczyć to, że stanęłam już na własnych nogach i pogodziłam się z jego odejściem. Pewnie czułby się współodpowiedzialny za tą małą istotkę. Pewnie chciałby się nami zaopiekować. Ale ja nie chcę sztucznej relacji i tego, żeby robił coś z poczucia obowiązku. Nie chcę, żeby czuł się "złapany na dziecko". Kiedyś mu o tym powiem. Nie teraz. Nie jestem na to gotowa.
Michała spotkałam w święta. Poszłam na spacer. Sama. Chciałam wszystko przemyśleć. Oderwać się od rodziny i ciotek, które ciągle pytają kiedy wreszcie wyjdę za mąż. Kiedy urodzę dzieci. Teraz nie potrzebuję takich pytań. Teraz są one wręcz zakazane. Był mroźny, ponury, wietrzny dzień. Uwielbiam kiedy pogoda współgra z moimi emocjami. Nie muszę wtedy niczego udawać. Spotkałam wtedy Michała. Moje serce zabiło szybciej. Poszliśmy razem. Rozmawialiśmy. Okazało się, że jest w trakcie rozwodu z Emilką. Odeszła z dzieckiem do innego. Tak naprawdę nigdy się nie kochali. Byli ze sobą ze względu na dziecko, będące owocem przelotnego romansu. Powiedział mi, że dopiero przy niej zrozumiał, że przez głupotę stracił największą miłość swojego życia. I że właśnie dla mnie jest gotowy zrezygnować z roli fitness'owego Casanovy. Uwierzyłam mu. Właśnie wtedy tego potrzebowałam. Przecież cały czas go kochałam. Zaprosił mnie na Sylwestra. A na nim oświadczył się. Czy tego chciałam? Na to czekałam.
Michał jeszcze nie wie o mojej ciąży. Nie wiem czy nie zmieni zdania i nie odwoła ślubu. Nie wiem czy będzie w stanie zaakceptować cudze dziecko w naszym związku. Chociaż... skoro deklaruje miłość do mnie, to powinien zaakceptować moje dziecko. Chciałabym, żeby stało się ono naszym dzieckiem.
Są w naszym życiu ludzie, których kochamy i nigdy nie przestaniemy kochać. Są ludzie, których kochamy za bardzo. Są też ludzie, których kochać nie powinniśmy. Czasami jednak pojawia się człowiek, którego można zaliczyć do każdej z tej kategorii. I co wtedy? Wtedy tworzy się coś strasznego. Tragedia miłości. Kochasz i nie możesz przestać. Mimo zniknięcia obiektu, które obdarzyło się uczuciem. I zdajesz sobie sprawę z tego, że ta toksyczna relacja niszczy Ciebie, nie pozwala normalnie żyć, normalnie funkcjonować. Chcesz dobra drugiej osoby, ale nie potrafisz brać udziału w jego szczęściu, kiedy to nie Ty jesteś jego powodem. Każdy widok "toksycznego obiektu" powoduje u Ciebie przyspieszone bicie serca, drżenie całego ciała. Może to tylko skomplikowana reakcja chemiczna, która zachodzi w Twoim organizmie. Ale ulegasz jej. Mniej lub bardziej świadomie. I czekasz. Nie wiedząc na co i czy czekanie to ma sens. A kiedy wreszcie otrzymujesz to, czego pragniesz, nie za bardzo wiesz co zrobić z taką ilością szczęścia. Ulegasz. Godzisz się na wszystko. Ale czy przy tym nie tworzysz czegoś jeszcze bardziej toksycznego?
Tak właśnie jest ze mną i z Michałem. Kocham Go i nigdy nie przestanę. Wszedł zbyt głęboko we mnie. W moje emocje. W moje uczucia. Za bardzo poznał moje wnętrze. Zbyt wiele zmian wprowadził we mnie i w moje życie. Zmienił mnie. Nieodwracalnie. Kocham go za bardzo. Ale nie jest to miłość zaborcza. Nie powinnam go kochać. Wiem, że nie jest mężczyzną dla mnie. Wiem, że to nie jemu powinnam chcieć urodzić gromadkę dzieci. To nie przy nim powinnam chcieć się zestarzeć. To nie on powinien stać obok mnie przez całe życie. Ale co z tego, że to wiem? To tylko głos rozsądku. Serce mówi inaczej. Serce chce inaczej. A ja go słucham.
Rozstałam się z Michaelem dzień przed Wigilią. To było z jego inicjatywy. Zaproponował mi, żebym wyjechała z Polski. Żebyśmy zamieszkali razem w Insbrucku. On nie może opuścić Austrii. Nie zgodziłam się. Nie mogę tak z dnia na dzień rzucić pracy, rodziny, przyjaciół i wyjechać do obcego kraju. Po prostu nie mogę. To by nie wyszło. Wtedy podjął decyzję o naszym rozstaniu. Miał rację. Miłość na odległość nie ma szans przetrwania. Ludzie potrzebują kontaktu ze sobą. Potrzebują realnej rozmowy. Potrzebują bliskości drugiej osoby. Po prostu potrzebują podtrzymania płomienia ich miłości. A kiedy już przyzwyczają się do tej nieobecności osoby ważnej, do czekania i tęsknoty i trudno im później żyć razem z tą osobą, kiedy jest już blisko. Potrafią ją kochać czekając, a nie mając na wyciągnięcie ręki. Dlatego musieliśmy się rozstać. Nie było nam łatwo. Cały czas coś do siebie czujemy. Nasza miłość po prostu nie miała szans na realizację. Nie powiedziałam mu jeszcze, że noszę pod sercem jego dziecko. Nie planowaliśmy tego. Zresztą... gdyby się dowiedział, mógłby wszystko skomplikować. Mógłby zniszczyć to, że stanęłam już na własnych nogach i pogodziłam się z jego odejściem. Pewnie czułby się współodpowiedzialny za tą małą istotkę. Pewnie chciałby się nami zaopiekować. Ale ja nie chcę sztucznej relacji i tego, żeby robił coś z poczucia obowiązku. Nie chcę, żeby czuł się "złapany na dziecko". Kiedyś mu o tym powiem. Nie teraz. Nie jestem na to gotowa.
Michała spotkałam w święta. Poszłam na spacer. Sama. Chciałam wszystko przemyśleć. Oderwać się od rodziny i ciotek, które ciągle pytają kiedy wreszcie wyjdę za mąż. Kiedy urodzę dzieci. Teraz nie potrzebuję takich pytań. Teraz są one wręcz zakazane. Był mroźny, ponury, wietrzny dzień. Uwielbiam kiedy pogoda współgra z moimi emocjami. Nie muszę wtedy niczego udawać. Spotkałam wtedy Michała. Moje serce zabiło szybciej. Poszliśmy razem. Rozmawialiśmy. Okazało się, że jest w trakcie rozwodu z Emilką. Odeszła z dzieckiem do innego. Tak naprawdę nigdy się nie kochali. Byli ze sobą ze względu na dziecko, będące owocem przelotnego romansu. Powiedział mi, że dopiero przy niej zrozumiał, że przez głupotę stracił największą miłość swojego życia. I że właśnie dla mnie jest gotowy zrezygnować z roli fitness'owego Casanovy. Uwierzyłam mu. Właśnie wtedy tego potrzebowałam. Przecież cały czas go kochałam. Zaprosił mnie na Sylwestra. A na nim oświadczył się. Czy tego chciałam? Na to czekałam.
Michał jeszcze nie wie o mojej ciąży. Nie wiem czy nie zmieni zdania i nie odwoła ślubu. Nie wiem czy będzie w stanie zaakceptować cudze dziecko w naszym związku. Chociaż... skoro deklaruje miłość do mnie, to powinien zaakceptować moje dziecko. Chciałabym, żeby stało się ono naszym dzieckiem.
sobota, 2 kwietnia 2016
"Zawsze na świecie ktoś na kogoś czeka."
3.01.2016 r. - Zakopane
Wróciła ze szpitala. Stan Łukasza minimalnie się poprawił. Lekarze mówią, że jeżeli się nie pogorszy, to w przyszłym tygodniu będą go wybudzać. Cieszyła się i bała jednocześnie. Miniony rok zakończyli rozstaniem, ale formalnie nadal są małżeństwem. Nie wie czy jest w stanie wybaczyć mu zdradę i te wszystkie kłamstwa. Nie wie, czy potrafiłaby odbudować ich małżeństwo. Nie wie nawet, czy tego chce.
Spojrzała na pozostawiony w mieszkaniu telefon. Miała 10 nieodebranych połączeń. Wszystkie były od Andreasa. Przez ten chaos kompletnie zapomniała o swoich rzeczach pozostawionych w hotelu. Wybrała jego numer.
- Cześć! Przepraszam Cię za ten brak kontaktu. Miałam ciężkie dni. Wiem, że...
- Gaja, spokojnie. - przerwał jej. Wszystko rozumiem i nie mam o nic żalu. Dzwoniłem tylko, żeby powiedzieć Ci, że Twoje rzeczy są u mnie i jak tylko będziesz chciała, przywiozę je Tobie. Poza tym martwiłem się o Ciebie. - jego głos był ciepły i delikatny. Dzięki niemu znów poczuła spokój. - Jak się czuje Twój mąż? - z trudem wypowiedział to słowo.
- Lepiej, już jest lepiej. - szepnęła. - Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym być teraz przy Tobie.
- Jutro przywiozę Twoje rzeczy. Kocham Cię Gaja!
- Ja Ciebie też Andreasie.
GAJA
Słyszeliście?! Słyszeliście co ja przed chwilą powiedziałam? Powiedziałam Andreasowi, że go kocham. Ale czy mogę kochać innego mężczyznę? Mam przecież męża. Męża, który walczy o życie. Męża, którego po powrocie do zdrowia, czekają olbrzymie konsekwencje zawodowe, za jego nieodpowiedzialne zachowanie. Czy mogłabym go teraz zostawić?
Jakim mężem był Łukasz? Zawsze był dla mnie dobry.Szanował mnie, moje zdanie, moje poglądy, moje lęki, mimo tego, że często się ze mną nie zgadzał. Teraz już wiem, że jego nagła przemiana, była skutkiem romansu z Natalią, który trwał ponad rok. Z tego powodu stał się obojętny wobec mnie i prawie nie zauważał mojego istnienia. Z powodu tego romansu nie chciał żebyśmy mieli dziecko. A ten późniejszy "gwałt" (bo tak to muszę nazwać) i nagła chęć posiadania dziecka? Wiedział już wtedy o ciąży Natalii. Chciał zagłuszyć sumienie? Może myślał, że w ten sposób uda mu się uniknąć odpowiedzialności za tamto dziecko? Czy on chciał ode mnie odejść? Czy on mnie jeszcze kocha? Czy kiedykolwiek kochał Natalię?
Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Otworzyła. To była Paulina. Od razu rzuciła się jej na szyję i zaczęła mówić:
- Gajuś, mam problem. A właściwie to dwa. Ja wiem, że Ty masz teraz stertę własnych zmartwień, a ja nie chcę Ciebie dodatkowo obciążać. Ale ja naprawdę nie wiem co mam robić.
Gaja zaprowadziła Przyjaciółkę do kuchni. Podała jej świeżo zaparzoną kawę i poprosiła, aby o wszystkim jej opowiedziała.
- Wychodzę za mąż i... - spojrzała niepewnie na przyjaciółkę, upijając łyk kawy i myśląc jak to powiedzieć. - ..i jestem w ciąży.
-No to genialnie! - ucieszyła się Gaja. - Będzie małe blond - cudeńko! O ile nie wda się w Ciebie. To kiedy bierzecie ślub? I na kiedy masz termin? Ślub będzie w Polsce czy w Austrii? - z podekscytowania zasypała Paulinę stertą pytań.
- Nie wiem, jeszcze nie byłam u lekarza. Zrobiłam kilka testów ciążowych i wszystkie okazały się być pozytywne. A ślub...
- No opowiadaj! Po porodzie czy przed? Wybrałaś już sukienkę ślubną? I dlaczego ja nic o tym nie wiem?! - oburzyła się Gaja.
- Ślub będzie w Polce, w Wiśle, Planowaliśmy go latem, ale wtedy nie wiedziałam o ciąży. Sukienki jeszcze nie mam. - wzięła głęboki wdech. - Michał oświadczył się w Sylwestra. Nie zdążyłam Ci o tym opowiedzieć...
Gaja zamarła w bezruchu. Upuściła kubek z kawą na podłogę. Nie mogła z siebie wydusić słowa. Nie wierzyła w to, co przed chwilą usłyszała.
- Z Michałem?!
On. Mój największy błąd, a zarazem największe zbawienie. Kac moralny, po kilku pięknych latach, które tak naprawdę nigdy nie należały do nas. Ale teraz mamy szansę to naprawić.Musimy ją wykorzystać.
Wróciła ze szpitala. Stan Łukasza minimalnie się poprawił. Lekarze mówią, że jeżeli się nie pogorszy, to w przyszłym tygodniu będą go wybudzać. Cieszyła się i bała jednocześnie. Miniony rok zakończyli rozstaniem, ale formalnie nadal są małżeństwem. Nie wie czy jest w stanie wybaczyć mu zdradę i te wszystkie kłamstwa. Nie wie, czy potrafiłaby odbudować ich małżeństwo. Nie wie nawet, czy tego chce.
Spojrzała na pozostawiony w mieszkaniu telefon. Miała 10 nieodebranych połączeń. Wszystkie były od Andreasa. Przez ten chaos kompletnie zapomniała o swoich rzeczach pozostawionych w hotelu. Wybrała jego numer.
- Cześć! Przepraszam Cię za ten brak kontaktu. Miałam ciężkie dni. Wiem, że...
- Gaja, spokojnie. - przerwał jej. Wszystko rozumiem i nie mam o nic żalu. Dzwoniłem tylko, żeby powiedzieć Ci, że Twoje rzeczy są u mnie i jak tylko będziesz chciała, przywiozę je Tobie. Poza tym martwiłem się o Ciebie. - jego głos był ciepły i delikatny. Dzięki niemu znów poczuła spokój. - Jak się czuje Twój mąż? - z trudem wypowiedział to słowo.
- Lepiej, już jest lepiej. - szepnęła. - Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym być teraz przy Tobie.
- Jutro przywiozę Twoje rzeczy. Kocham Cię Gaja!
- Ja Ciebie też Andreasie.
GAJA
Słyszeliście?! Słyszeliście co ja przed chwilą powiedziałam? Powiedziałam Andreasowi, że go kocham. Ale czy mogę kochać innego mężczyznę? Mam przecież męża. Męża, który walczy o życie. Męża, którego po powrocie do zdrowia, czekają olbrzymie konsekwencje zawodowe, za jego nieodpowiedzialne zachowanie. Czy mogłabym go teraz zostawić?
Jakim mężem był Łukasz? Zawsze był dla mnie dobry.Szanował mnie, moje zdanie, moje poglądy, moje lęki, mimo tego, że często się ze mną nie zgadzał. Teraz już wiem, że jego nagła przemiana, była skutkiem romansu z Natalią, który trwał ponad rok. Z tego powodu stał się obojętny wobec mnie i prawie nie zauważał mojego istnienia. Z powodu tego romansu nie chciał żebyśmy mieli dziecko. A ten późniejszy "gwałt" (bo tak to muszę nazwać) i nagła chęć posiadania dziecka? Wiedział już wtedy o ciąży Natalii. Chciał zagłuszyć sumienie? Może myślał, że w ten sposób uda mu się uniknąć odpowiedzialności za tamto dziecko? Czy on chciał ode mnie odejść? Czy on mnie jeszcze kocha? Czy kiedykolwiek kochał Natalię?
Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Otworzyła. To była Paulina. Od razu rzuciła się jej na szyję i zaczęła mówić:
- Gajuś, mam problem. A właściwie to dwa. Ja wiem, że Ty masz teraz stertę własnych zmartwień, a ja nie chcę Ciebie dodatkowo obciążać. Ale ja naprawdę nie wiem co mam robić.
Gaja zaprowadziła Przyjaciółkę do kuchni. Podała jej świeżo zaparzoną kawę i poprosiła, aby o wszystkim jej opowiedziała.
- Wychodzę za mąż i... - spojrzała niepewnie na przyjaciółkę, upijając łyk kawy i myśląc jak to powiedzieć. - ..i jestem w ciąży.
-No to genialnie! - ucieszyła się Gaja. - Będzie małe blond - cudeńko! O ile nie wda się w Ciebie. To kiedy bierzecie ślub? I na kiedy masz termin? Ślub będzie w Polsce czy w Austrii? - z podekscytowania zasypała Paulinę stertą pytań.
- Nie wiem, jeszcze nie byłam u lekarza. Zrobiłam kilka testów ciążowych i wszystkie okazały się być pozytywne. A ślub...
- No opowiadaj! Po porodzie czy przed? Wybrałaś już sukienkę ślubną? I dlaczego ja nic o tym nie wiem?! - oburzyła się Gaja.
- Ślub będzie w Polce, w Wiśle, Planowaliśmy go latem, ale wtedy nie wiedziałam o ciąży. Sukienki jeszcze nie mam. - wzięła głęboki wdech. - Michał oświadczył się w Sylwestra. Nie zdążyłam Ci o tym opowiedzieć...
Gaja zamarła w bezruchu. Upuściła kubek z kawą na podłogę. Nie mogła z siebie wydusić słowa. Nie wierzyła w to, co przed chwilą usłyszała.
- Z Michałem?!
On. Mój największy błąd, a zarazem największe zbawienie. Kac moralny, po kilku pięknych latach, które tak naprawdę nigdy nie należały do nas. Ale teraz mamy szansę to naprawić.Musimy ją wykorzystać.
czwartek, 31 marca 2016
A może to wszystko to tylko zły sen? Obudź mnie!
2.01.2016 r. - Zakopane
Na Talia
(8:08)
Ok, a więc widzimy się 8 stycznia, o 12, tam gdzie ostatnio. Już nie mogę się doczekać.
Mam nadzieję, że masz dla mnie dobre wiadomości.
Gaja odczytała tą wiadomość, pijąc poranną kawę. Nie odpisała. Zastanawiała się co kieruje jej zachowaniem. Czysta ciekawość? Naprawdę tak bardzo chce poznać kobietę, która zawróciła w głowie jej mężowi? Tak, właśnie tego chce. Zastanawiało ją co takiego ma w sobie ta dziewczyna, czego nie ma ona.
Kilka minut po 9-tej przyjechał jej tata. Mieli jechać do Jednostki. Nie wie czy była na to gotowa. Nie wie czy tego chciała.
Dowódca przedstawił im protokół wypadku. Nie wierzyła w to, co widzi. Nie wierzyła, że wszystko wskazuje na to, że Łukasz sam, dobrowolnie wszedł w ten pożar. Przecież doskonale znał przepisy. Tego nie mógł zrobić doświadczony Strażak, dowódca zmiany. Nie on. Przecież dowodził całą akcją ratunkową. Jak mógł narazić siebie i chłopaków, za których był odpowiedzialny?
- Ale jak to możliwe? - spojrzała prosto w oczy dowódcy. - Jak to możliwe, że tak doświadczony Strażak popełnił tak poważny błąd?
- Mnie niech pani o to nie pyta. Nie wiem. Sam tego nie potrafię zrozumieć.
- I co teraz z nim będzie? - zaniepokoiła się Gaja. - Straci prawo wykonywania zawodu? Jakie konsekwencje mu grożą?
- Najprawdopodobniej wszczęte zostanie postępowanie dyscyplinarne. Będziemy również dążyć do wyjaśnienia okoliczności wypadku. Bardzo prawdopodobne jest to, że utraci stanowisko dowódcy zmiany. Ale to wszystko wyjdzie w trakcie wyjaśniania. Póki co wszyscy liczymy na to, że wyjdzie z tego i że niebawem lekarze będą go wybudzać ze śpiączki.
Wyszła, W głowie miała myślowy chaos. Z jednej strony wiedziała, że konsekwencje, które go czekają, będą dla niego dużym ciosem. Z drugiej jednak strony nie rozumiała błędu, który popełnił. Liczyła na to, że jego koledzy coś jej wyjaśnią. Niestety, oni też tego nie rozumieją. Był zbyt doświadczony.
- Chociaż wiesz co Gaja... - nagle odezwał się Karol. - On ostatnio był jakiś inny. Od dłuższego czasu był poddenerwowany. Nie mogliśmy z nim normalnie porozmawiać czy pożartować, jak kiedyś. Stracił dystans do siebie. Był wyjątkowo wymagający wobec nas i jeszcze bardziej wymagający wobec siebie. A tego dnia, w którym doszło do wypadku, wszystko było inne. Unikał wszystkich. Z nikim nie rozmawiał. Wydawał tylko służbowe polecenia. Może był zmęczony natłokiem obowiązków i przez to popełnił błąd.
I wtedy wszystko stało się dla niej jasne. Ciąża Natalii, później jej odejście. To wszystko mogło się przyczynić do jego odmiennego zachowania. Ale czy mimo to mógł być tak lekkomyślny? Zawsze twierdził, że nie można mieszać życia prywatnego z zawodowym i że pod żadnym pozorem nie wolno problemami prywatnymi obciążać swoich podwładnych. Zawsze był profesjonalistą. Czy problemy mogły go przerosnąć do tego stopnia, że zapomniał o własnych zasadach i o wartościach zgodnych ze złożonym ślubowaniem? Zastanawiała się co bardziej go przerosło - jej odejście czy ciąża Natalii.
- A kojarzycie może tą Natalię? - zapytała niepewnie Gaja, kiedy nagle wzrok wszystkich chłopaków ze zmiany spoczął na niej. - Była tutaj chyba z grupą kolonistów i wpadała do Was...
W odpowiedzi usłyszała śmiechy chłopaków i momentalnie żałowała pytania.
- Jakby Ci to powiedzieć Gaju... - zarumienił się Adam. - Natalka to taka nasza nocna koleżanka.
- Ale każdego indywidualna... - dorzucił Krzysiek.
- Ona po prostu umilała nam noce podczas tych nocnych służb. Żeby nam się nie nudziło. Taka dobra duszyczka. - wyjaśnił Andrzej.
- Powiedzmy wprost - ona chyba przespała się z całą Jednostką. No może nie całą, ale z przynajmniej połową. Jej było lepiej, nam też. Czysty zysk, bez zobowiązań. I nie patrz tak na nas Gaja. - Karol spojrzał w jej oczy i zaczął się śmiać. - Taka męska natura.
Gaja aż usiadła z wrażenia. Ona zawsze była inna i nie rozumiała kobiet prowadzących taki tryb życia. Dla niej zawsze wiązało się to z brakiem szacunku do samej siebie. Ale to mogło być spowodowane jej złym doświadczeniem i silnym urazem. Przecież wiele jej licealnych koleżanek tak się "zabawiało". Przez jej głowę przeszła jednak inna myśl - to dziecko wcale nie musi być Łukasza. Natalia nie może mieć pewności, że jest z nim w ciąży. Ta informacja napawała ją optymizmem. Gdyby tylko Łukasz mógł się o tym dowiedzieć...
Na Talia
(8:08)
Ok, a więc widzimy się 8 stycznia, o 12, tam gdzie ostatnio. Już nie mogę się doczekać.
Mam nadzieję, że masz dla mnie dobre wiadomości.
Gaja odczytała tą wiadomość, pijąc poranną kawę. Nie odpisała. Zastanawiała się co kieruje jej zachowaniem. Czysta ciekawość? Naprawdę tak bardzo chce poznać kobietę, która zawróciła w głowie jej mężowi? Tak, właśnie tego chce. Zastanawiało ją co takiego ma w sobie ta dziewczyna, czego nie ma ona.
Kilka minut po 9-tej przyjechał jej tata. Mieli jechać do Jednostki. Nie wie czy była na to gotowa. Nie wie czy tego chciała.
Dowódca przedstawił im protokół wypadku. Nie wierzyła w to, co widzi. Nie wierzyła, że wszystko wskazuje na to, że Łukasz sam, dobrowolnie wszedł w ten pożar. Przecież doskonale znał przepisy. Tego nie mógł zrobić doświadczony Strażak, dowódca zmiany. Nie on. Przecież dowodził całą akcją ratunkową. Jak mógł narazić siebie i chłopaków, za których był odpowiedzialny?
- Ale jak to możliwe? - spojrzała prosto w oczy dowódcy. - Jak to możliwe, że tak doświadczony Strażak popełnił tak poważny błąd?
- Mnie niech pani o to nie pyta. Nie wiem. Sam tego nie potrafię zrozumieć.
- I co teraz z nim będzie? - zaniepokoiła się Gaja. - Straci prawo wykonywania zawodu? Jakie konsekwencje mu grożą?
- Najprawdopodobniej wszczęte zostanie postępowanie dyscyplinarne. Będziemy również dążyć do wyjaśnienia okoliczności wypadku. Bardzo prawdopodobne jest to, że utraci stanowisko dowódcy zmiany. Ale to wszystko wyjdzie w trakcie wyjaśniania. Póki co wszyscy liczymy na to, że wyjdzie z tego i że niebawem lekarze będą go wybudzać ze śpiączki.
Wyszła, W głowie miała myślowy chaos. Z jednej strony wiedziała, że konsekwencje, które go czekają, będą dla niego dużym ciosem. Z drugiej jednak strony nie rozumiała błędu, który popełnił. Liczyła na to, że jego koledzy coś jej wyjaśnią. Niestety, oni też tego nie rozumieją. Był zbyt doświadczony.
- Chociaż wiesz co Gaja... - nagle odezwał się Karol. - On ostatnio był jakiś inny. Od dłuższego czasu był poddenerwowany. Nie mogliśmy z nim normalnie porozmawiać czy pożartować, jak kiedyś. Stracił dystans do siebie. Był wyjątkowo wymagający wobec nas i jeszcze bardziej wymagający wobec siebie. A tego dnia, w którym doszło do wypadku, wszystko było inne. Unikał wszystkich. Z nikim nie rozmawiał. Wydawał tylko służbowe polecenia. Może był zmęczony natłokiem obowiązków i przez to popełnił błąd.
I wtedy wszystko stało się dla niej jasne. Ciąża Natalii, później jej odejście. To wszystko mogło się przyczynić do jego odmiennego zachowania. Ale czy mimo to mógł być tak lekkomyślny? Zawsze twierdził, że nie można mieszać życia prywatnego z zawodowym i że pod żadnym pozorem nie wolno problemami prywatnymi obciążać swoich podwładnych. Zawsze był profesjonalistą. Czy problemy mogły go przerosnąć do tego stopnia, że zapomniał o własnych zasadach i o wartościach zgodnych ze złożonym ślubowaniem? Zastanawiała się co bardziej go przerosło - jej odejście czy ciąża Natalii.
- A kojarzycie może tą Natalię? - zapytała niepewnie Gaja, kiedy nagle wzrok wszystkich chłopaków ze zmiany spoczął na niej. - Była tutaj chyba z grupą kolonistów i wpadała do Was...
W odpowiedzi usłyszała śmiechy chłopaków i momentalnie żałowała pytania.
- Jakby Ci to powiedzieć Gaju... - zarumienił się Adam. - Natalka to taka nasza nocna koleżanka.
- Ale każdego indywidualna... - dorzucił Krzysiek.
- Ona po prostu umilała nam noce podczas tych nocnych służb. Żeby nam się nie nudziło. Taka dobra duszyczka. - wyjaśnił Andrzej.
- Powiedzmy wprost - ona chyba przespała się z całą Jednostką. No może nie całą, ale z przynajmniej połową. Jej było lepiej, nam też. Czysty zysk, bez zobowiązań. I nie patrz tak na nas Gaja. - Karol spojrzał w jej oczy i zaczął się śmiać. - Taka męska natura.
Gaja aż usiadła z wrażenia. Ona zawsze była inna i nie rozumiała kobiet prowadzących taki tryb życia. Dla niej zawsze wiązało się to z brakiem szacunku do samej siebie. Ale to mogło być spowodowane jej złym doświadczeniem i silnym urazem. Przecież wiele jej licealnych koleżanek tak się "zabawiało". Przez jej głowę przeszła jednak inna myśl - to dziecko wcale nie musi być Łukasza. Natalia nie może mieć pewności, że jest z nim w ciąży. Ta informacja napawała ją optymizmem. Gdyby tylko Łukasz mógł się o tym dowiedzieć...
wtorek, 29 marca 2016
I znów jestem tu. I znów jestem przy Tobie. Zrób wszystko, żebym tego nie żałowała.
31.12.2015 r. - Wisła
Poszli na spacer. Musieli odpocząć od głośnej muzyki, alkoholu i pijanych znajomych. Było kilka minut po 23. Rozmawiali. Znowu cieszyli się sobą. Trzymali się za ręce, jak dwójka zakochanych nastolatków. I pomyśleć, że musieli tyle przejść, żeby być teraz tutaj razem. W pewnej chwili uklęknął przed nią. Wyjął z kieszeni pierścionek.
- Kocham Cię od pierwszej chwili, kiedy Cię poznałem. Wiem, że między nami było różnie, często nie tak, jak być powinno. Ale nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Chcę je na nowo układać, ale z Tobą. Paulino, czy zostaniesz moją żoną?
Zakręciło się jej w głowie. Może przed ten alkohol. A może z powodu silnych emocji. Złapał ją, spojrzał jej w oczy, pocałował ją i ponowił pytanie.
- Oczywiście. O niczym innym nie marzę.
Była taka szczęśliwa. Dawno taka nie była. Jej marzenie się spełniło. Wreszcie będzie czyjąś żoną. Wreszcie będzie jego żoną.
1.01.2016 r. - Zakopane
Od kilku dni czuwa przy jego łóżku. Mało śpi, prawie nie je. Jest blada. Jej oczy wyraźnie podpuchnięte z braku snu. Czeka, aż się obudzi. Chociaż zdaje sobie sprawę z tego, że może się nie obudzić nigdy. Jego stan był na tyle ciężki, że lekarze wprowadzili go w stan śpiączki farmakologicznej. Ma liczne obrażenie wewnętrzne, liczne poparzenia. Miał już 3 operacje. Lekarze robią co mogą, żeby uratować mu życie. A ona czeka. Sama nie wiedząc na co. Pamięta, jaką krzywdę jej wyrządził, ale teraz to jest już nie ważne. On ma żyć. Musi z tego wyjść. On musi żyć.
- Powinna pani odpocząć. - pielęgniarka podała jej kubek z kawą. Nie może pani tylko siedzieć. Musi pani porządnie się wyspać, zacząć normalnie jeść. Jemu potrzebna jest silna osoba, która będzie go wspierała. Niedługo całkiem opadnie pani ze sił.
Gaja spojrzała na nią ze łzami w oczach.
- Ale on z tego wyjdzie, prawda?
- Bądźmy dobrej myśli. - pielęgniarka objęła ją ramieniem i wyprowadziła z sali. - Przez najbliższe kilkanaście godzin stan pani męża nie powinien ulec zmianie. W razie jakichkolwiek zmian od razu będziemy do pani dzwonić. Proszę odpocząć i wrócić jutro rano.
- Dziękuję.
Gaja opuściła szpital i udała się do ich mieszkania. Czekał tam na nią tata wraz z Pauliną. Przytuliła się do Przyjaciółki i płakała.
- Gajuś, ja Ciebie bardzo za wszystko przepraszam. Przepraszam, że tyle czasu Ciebie okłamywałam i nie miałam odwagi powiedzieć prawdy.
- Teraz to już jest nie ważne. Ważne, żeby Łukasz z tego wyszedł.
Rozmowę przerwał im ojciec Gai.
- Na jutro jesteśmy umówieni z dowódcą jednostki. Ma nam udostępnić protokół wypadku. I wyjaśnić okoliczności oraz przyczynę tego zdarzenia. Jesteśmy umówieni jutro a 10.
Zjedli wspólnie kolację. Rozmawiali o mało istotnych sprawach. Noc jednak Gaja chciała spędzić sama. Podziękowała za obecność tacie i Przyjaciółce. Pożegnali się.
Wzięła butelkę wina i komputer Łukasza. Swój zostawiła w Ustce, razem z kilkoma innymi rzeczami, po tym jak wybiegła z hotelu, po telefonie swojego taty. Będzie musiała zadzwonić do Andreasa. Ale nie dziś.Otwierając przeglądarkę zauważyła, że nie wylogował się on ze swojego anonimowego konta na Facebook'u. Zauważyła nieprzeczytaną wiadomość. Była ona od niej.
Na Talia
(29.12.2015)
Jak Twoje podejmowanie decyzji? Powiedziałeś żonie? Przypominam, że masz już malutko czasu.
Przeczytała całą ich 1,5 roczną konwersację. Miała mieszane uczucia. Ból i żal do niego powrócił. Nie mogła jednak tego teraz okazać. Postanowiła napisać.
Parker Rib
(02:11)
Wszystko załatwione. Spotkajmy się za tydzień, tam gdzie ostatnio. W Poznaniu,
Wysłała. Nie wierzyła w to, co robi. Ale chciała poznać dziewczynę, która nosi pod sercem dziecko jej męża. Chciała zapytać ją o powód jej zachowania. Dlaczego niszczy ich małżeństwo. Miała nadzieję, że dziewczyna zadowoli się alimentami.
Wyłączyła komputer. Nie zważając na to, że jest środek nocy, zadzwoniła do Pauliny. Opowiedziała jej o wszystkim i poinformowała ją, że jadą do Poznania.
- Gaja! Nie dość, że jesteś pijana, to jeszcze szalona. - powiedziała na pół przytomnym głosem Paulina. - Dzwonisz do mnie w środku nocy i jeszcze mieszasz mnie w takie sprawy. Kiedyś będę żałowała, że Ciebie słucham, ale jak wiesz, pojadę tam z Tobą. Bo jestem tak samo stuknięta jak Ty, A teraz śpij już i daj spać innym. Dobranoc.
Poszli na spacer. Musieli odpocząć od głośnej muzyki, alkoholu i pijanych znajomych. Było kilka minut po 23. Rozmawiali. Znowu cieszyli się sobą. Trzymali się za ręce, jak dwójka zakochanych nastolatków. I pomyśleć, że musieli tyle przejść, żeby być teraz tutaj razem. W pewnej chwili uklęknął przed nią. Wyjął z kieszeni pierścionek.
- Kocham Cię od pierwszej chwili, kiedy Cię poznałem. Wiem, że między nami było różnie, często nie tak, jak być powinno. Ale nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Chcę je na nowo układać, ale z Tobą. Paulino, czy zostaniesz moją żoną?
Zakręciło się jej w głowie. Może przed ten alkohol. A może z powodu silnych emocji. Złapał ją, spojrzał jej w oczy, pocałował ją i ponowił pytanie.
- Oczywiście. O niczym innym nie marzę.
Była taka szczęśliwa. Dawno taka nie była. Jej marzenie się spełniło. Wreszcie będzie czyjąś żoną. Wreszcie będzie jego żoną.
1.01.2016 r. - Zakopane
Od kilku dni czuwa przy jego łóżku. Mało śpi, prawie nie je. Jest blada. Jej oczy wyraźnie podpuchnięte z braku snu. Czeka, aż się obudzi. Chociaż zdaje sobie sprawę z tego, że może się nie obudzić nigdy. Jego stan był na tyle ciężki, że lekarze wprowadzili go w stan śpiączki farmakologicznej. Ma liczne obrażenie wewnętrzne, liczne poparzenia. Miał już 3 operacje. Lekarze robią co mogą, żeby uratować mu życie. A ona czeka. Sama nie wiedząc na co. Pamięta, jaką krzywdę jej wyrządził, ale teraz to jest już nie ważne. On ma żyć. Musi z tego wyjść. On musi żyć.
- Powinna pani odpocząć. - pielęgniarka podała jej kubek z kawą. Nie może pani tylko siedzieć. Musi pani porządnie się wyspać, zacząć normalnie jeść. Jemu potrzebna jest silna osoba, która będzie go wspierała. Niedługo całkiem opadnie pani ze sił.
Gaja spojrzała na nią ze łzami w oczach.
- Ale on z tego wyjdzie, prawda?
- Bądźmy dobrej myśli. - pielęgniarka objęła ją ramieniem i wyprowadziła z sali. - Przez najbliższe kilkanaście godzin stan pani męża nie powinien ulec zmianie. W razie jakichkolwiek zmian od razu będziemy do pani dzwonić. Proszę odpocząć i wrócić jutro rano.
- Dziękuję.
Gaja opuściła szpital i udała się do ich mieszkania. Czekał tam na nią tata wraz z Pauliną. Przytuliła się do Przyjaciółki i płakała.
- Gajuś, ja Ciebie bardzo za wszystko przepraszam. Przepraszam, że tyle czasu Ciebie okłamywałam i nie miałam odwagi powiedzieć prawdy.
- Teraz to już jest nie ważne. Ważne, żeby Łukasz z tego wyszedł.
Rozmowę przerwał im ojciec Gai.
- Na jutro jesteśmy umówieni z dowódcą jednostki. Ma nam udostępnić protokół wypadku. I wyjaśnić okoliczności oraz przyczynę tego zdarzenia. Jesteśmy umówieni jutro a 10.
Zjedli wspólnie kolację. Rozmawiali o mało istotnych sprawach. Noc jednak Gaja chciała spędzić sama. Podziękowała za obecność tacie i Przyjaciółce. Pożegnali się.
Wzięła butelkę wina i komputer Łukasza. Swój zostawiła w Ustce, razem z kilkoma innymi rzeczami, po tym jak wybiegła z hotelu, po telefonie swojego taty. Będzie musiała zadzwonić do Andreasa. Ale nie dziś.Otwierając przeglądarkę zauważyła, że nie wylogował się on ze swojego anonimowego konta na Facebook'u. Zauważyła nieprzeczytaną wiadomość. Była ona od niej.
Na Talia
(29.12.2015)
Jak Twoje podejmowanie decyzji? Powiedziałeś żonie? Przypominam, że masz już malutko czasu.
Przeczytała całą ich 1,5 roczną konwersację. Miała mieszane uczucia. Ból i żal do niego powrócił. Nie mogła jednak tego teraz okazać. Postanowiła napisać.
Parker Rib
(02:11)
Wszystko załatwione. Spotkajmy się za tydzień, tam gdzie ostatnio. W Poznaniu,
Wysłała. Nie wierzyła w to, co robi. Ale chciała poznać dziewczynę, która nosi pod sercem dziecko jej męża. Chciała zapytać ją o powód jej zachowania. Dlaczego niszczy ich małżeństwo. Miała nadzieję, że dziewczyna zadowoli się alimentami.
Wyłączyła komputer. Nie zważając na to, że jest środek nocy, zadzwoniła do Pauliny. Opowiedziała jej o wszystkim i poinformowała ją, że jadą do Poznania.
- Gaja! Nie dość, że jesteś pijana, to jeszcze szalona. - powiedziała na pół przytomnym głosem Paulina. - Dzwonisz do mnie w środku nocy i jeszcze mieszasz mnie w takie sprawy. Kiedyś będę żałowała, że Ciebie słucham, ale jak wiesz, pojadę tam z Tobą. Bo jestem tak samo stuknięta jak Ty, A teraz śpij już i daj spać innym. Dobranoc.
środa, 23 marca 2016
"Czekanie sprawia ból. Zapomnienie sprawia ból. Lecz nie móc podjąć żadnej decyzji jest najdotkliwszym cierpieniem."
24.12.2015 r. - Wrocław
- Napij się kawy i zjedz coś - przyniósł jej śniadanie to łóżka. - Wczoraj prawie nic nie zjadłaś. Nie możesz tak żyć.
Gaja siedziała bez ruchu, naga, z narzuconą na ramiona jego koszulą. Wpatrywała się w widok za oknem. Panorama zimowego Wrocławia. Delikatnie prószył śnieg. Przypomniała sobie czasy swojego dzieciństwa. Kiedy była małą dziewczynką, Wigilijny dzień zawsze zaczynała pijąc kakao z cynamonem, które przygotowywała jej mama. Piła je razem r rodzicami w łóżku. Później wybierali się na długi spacer, często zabierali na niego sanki. Była wtedy taka szczęśliwa. Wolna od problemów dnia codziennego i od odpowiedzialności za podejmowane decyzje.
- Gaja, czy Ty mnie w ogóle słuchasz? - Andreas mocno przytulił ją do siebie. - Martwię się o Ciebie.
- Mój świat się zawalił... - rozpłakała się, a on objął ją jeszcze mocniej. - Nie wiem co mam zrobić. Mam żal do męża, że mnie zdradzał a tej nocy zrobiłam dokładnie to samo z Tobą.
GAJA
Uciekłam z naszego mieszkania. Nie mogłam tam zostać. Ból był zbyt duży. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, wyszłam z sypialni. Nie mogłam na nich patrzeć. Nie chciałam. Cały czas nie potrafię tego zrozumieć. Mój mąż od ponad roku mnie zdradza, będzie ojcem, a moja najlepsza Przyjaciółka o wszystkim wiedziała i nie powiedziała mi o tym. Zawiodłam się na nich. Nie wiem na kim bardziej.
Wsiadłam do samochodu. Nie wiedziałam gdzie mam jechać. Nie mogłam w takim stanie pokazać się tacie. Pewnie bardzo by się zdenerwował na Łukasza. Mógłby nawet do niego pojechać, a wtedy.. nawet nie chcę myśleć co by było. Jest w stanie zrozumieć kłótnie małżeńskie, ale nie zdradę.
Pojechałam do Wrocławia. wszyscy wiedzą, że nie lubię tego miasta, więc nie będą mnie w nim szukać. Zadzwoniłam do Andreasa. Poprosiłam go o to, aby zarezerwował pokój dla mnie. Nie chciałam, żeby widniało tam moje nazwisko. Powiedziałam mu co się wydarzyło. Był u mnie już rano, dnia następnego. wtedy sobie uświadomiłam, że zakochałam się w nim. Poczułam dziwny rodzaj ulgi, kiedy znalazłam się w jego ramionach. Kiedy mnie przytulił, a ja mogłam się wypłakać. Tej nocy zdradziłam mojego męża. Zapomniałam się. Zapomniałam o istniejącym świecie. Byłam rozżalona i szczęśliwa jego obecnością. Te dwa stany jednocześnie ze sobą...
I co ja teraz mam zrobić? Nie mogę mieć aż tak dużego żalu do Łukasza. Zrobiłam to samo. A na dodatek się zakochałam. Mam od niego odejść? Tak po prostu? A może wrócić i zapomnieć o wszystkim. Tylko co wtedy z Andreasem. On też mnie kocha. Nie mogę potraktować go jak zużytą zabawkę i wyrzucić, kiedy przestaje być potrzebna. On nie jest moim chwilowym pocieszeniem. Nie zasługuje na to. Co ja mam zrobić?
Zadzwonił telefon Andreasa. Poszedł go odebrać. Wrócił po kilku minutach.
- Gaju, powinnaś skontaktować się z najbliższymi i wreszcie włączyć telefon. Dzwonił Michael. Paulina go o to poprosiła, bo myśli, że jesteś ze mną. Wszyscy się o Ciebie martwią. A Twój tata szczególnie. Wie o wszystkim. Paulina mu opowiedziała. Była u niego wczoraj wieczorem. On jest w szoku. W głowie ma najgorsze scenariusze. Gaja! - spojrzał jej prosto w oczy. - Musisz do niego zadzwonić i powiedzieć mu, że jesteś bezpieczna i że nic Ci nie jest.
- Nie powiedziałeś mu, że tutaj jestem? Andreas! Nie powiedziałeś mu?
- Nie. - przytulił drżącą dziewczynę do siebie. - Niczego nie powiedziałem. Sama powinnaś to zrobić.
Po godzinie wzięła telefon Andreasa. Zadzwoniła do taty. Powiedziała mu gdzie jest, z kim i dlaczego. Obiecała zadzwonić jutro. Poprosiła, żeby nie mówił nic nikomu. Obiecał jej to. Był szczęśliwy, że jego córeczce nic się nie stało.
Wieczorem, po hotelowej Wigilii, Gaja z Andreasem poszli na spacer, a później do kościoła na pasterkę i zostali, żeby posłuchać kolęd. To nie były jej wymarzone święta. Wolałaby być teraz z najbliższymi. Zawsze spędzała święta w domu, z rodziną i przyjaciółmi. Teraz jest od nich daleko.
Wrócili koło 3 w nocy. Andreas spojrzał na telefon, a tam 5 nieodebranych połączeń od Łukasza Kruczka. Powiedział o tym Gai. Oddzwoniła.
- Kochanie.. - Kruczek nie mógł wydobyć z siebie słowa. Nie wiedział co powiedzieć, żeby zabrzmiało to dobrze.
- Tato, co się stało? - Gaja przeczuwała najgorsze.
- Łukasz miał wypadek w pracy. Podczas pożaru odłączył się od reszty Strażaków. Budynek się pod nim zawalił. Akcja poszukiwawcza trwała godzinę. Był reanimowany. Żyje, ale jest w krytycznym stanie.
Upuściła telefon. Zemdlała.
ŁUKASZ
Jeżeli mam żyć bez niej, to wolę nie żyć wcale. Szkoda, że tak późno uświadomiłem sobie, ile ona dla mnie znaczy. Jak mogłem być tak głupi i lekkomyślny?! Straciłem ją. Straciłem na zawsze. Ona mi nigdy tego nie wybaczy. Powinna ułożyć sobie życie na nowo. Z kimś, kto będzie ją szanował. Kimś, kto jej nie zdradzi. Kto ją doceni, ale nie wtedy, kiedy będzie za późno.
Młodej wdowie będzie łatwiej to zrobić, niż młodej rozwódce.
- Napij się kawy i zjedz coś - przyniósł jej śniadanie to łóżka. - Wczoraj prawie nic nie zjadłaś. Nie możesz tak żyć.
Gaja siedziała bez ruchu, naga, z narzuconą na ramiona jego koszulą. Wpatrywała się w widok za oknem. Panorama zimowego Wrocławia. Delikatnie prószył śnieg. Przypomniała sobie czasy swojego dzieciństwa. Kiedy była małą dziewczynką, Wigilijny dzień zawsze zaczynała pijąc kakao z cynamonem, które przygotowywała jej mama. Piła je razem r rodzicami w łóżku. Później wybierali się na długi spacer, często zabierali na niego sanki. Była wtedy taka szczęśliwa. Wolna od problemów dnia codziennego i od odpowiedzialności za podejmowane decyzje.
- Gaja, czy Ty mnie w ogóle słuchasz? - Andreas mocno przytulił ją do siebie. - Martwię się o Ciebie.
- Mój świat się zawalił... - rozpłakała się, a on objął ją jeszcze mocniej. - Nie wiem co mam zrobić. Mam żal do męża, że mnie zdradzał a tej nocy zrobiłam dokładnie to samo z Tobą.
GAJA
Uciekłam z naszego mieszkania. Nie mogłam tam zostać. Ból był zbyt duży. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, wyszłam z sypialni. Nie mogłam na nich patrzeć. Nie chciałam. Cały czas nie potrafię tego zrozumieć. Mój mąż od ponad roku mnie zdradza, będzie ojcem, a moja najlepsza Przyjaciółka o wszystkim wiedziała i nie powiedziała mi o tym. Zawiodłam się na nich. Nie wiem na kim bardziej.
Wsiadłam do samochodu. Nie wiedziałam gdzie mam jechać. Nie mogłam w takim stanie pokazać się tacie. Pewnie bardzo by się zdenerwował na Łukasza. Mógłby nawet do niego pojechać, a wtedy.. nawet nie chcę myśleć co by było. Jest w stanie zrozumieć kłótnie małżeńskie, ale nie zdradę.
Pojechałam do Wrocławia. wszyscy wiedzą, że nie lubię tego miasta, więc nie będą mnie w nim szukać. Zadzwoniłam do Andreasa. Poprosiłam go o to, aby zarezerwował pokój dla mnie. Nie chciałam, żeby widniało tam moje nazwisko. Powiedziałam mu co się wydarzyło. Był u mnie już rano, dnia następnego. wtedy sobie uświadomiłam, że zakochałam się w nim. Poczułam dziwny rodzaj ulgi, kiedy znalazłam się w jego ramionach. Kiedy mnie przytulił, a ja mogłam się wypłakać. Tej nocy zdradziłam mojego męża. Zapomniałam się. Zapomniałam o istniejącym świecie. Byłam rozżalona i szczęśliwa jego obecnością. Te dwa stany jednocześnie ze sobą...
I co ja teraz mam zrobić? Nie mogę mieć aż tak dużego żalu do Łukasza. Zrobiłam to samo. A na dodatek się zakochałam. Mam od niego odejść? Tak po prostu? A może wrócić i zapomnieć o wszystkim. Tylko co wtedy z Andreasem. On też mnie kocha. Nie mogę potraktować go jak zużytą zabawkę i wyrzucić, kiedy przestaje być potrzebna. On nie jest moim chwilowym pocieszeniem. Nie zasługuje na to. Co ja mam zrobić?
Zadzwonił telefon Andreasa. Poszedł go odebrać. Wrócił po kilku minutach.
- Gaju, powinnaś skontaktować się z najbliższymi i wreszcie włączyć telefon. Dzwonił Michael. Paulina go o to poprosiła, bo myśli, że jesteś ze mną. Wszyscy się o Ciebie martwią. A Twój tata szczególnie. Wie o wszystkim. Paulina mu opowiedziała. Była u niego wczoraj wieczorem. On jest w szoku. W głowie ma najgorsze scenariusze. Gaja! - spojrzał jej prosto w oczy. - Musisz do niego zadzwonić i powiedzieć mu, że jesteś bezpieczna i że nic Ci nie jest.
- Nie powiedziałeś mu, że tutaj jestem? Andreas! Nie powiedziałeś mu?
- Nie. - przytulił drżącą dziewczynę do siebie. - Niczego nie powiedziałem. Sama powinnaś to zrobić.
Po godzinie wzięła telefon Andreasa. Zadzwoniła do taty. Powiedziała mu gdzie jest, z kim i dlaczego. Obiecała zadzwonić jutro. Poprosiła, żeby nie mówił nic nikomu. Obiecał jej to. Był szczęśliwy, że jego córeczce nic się nie stało.
Wieczorem, po hotelowej Wigilii, Gaja z Andreasem poszli na spacer, a później do kościoła na pasterkę i zostali, żeby posłuchać kolęd. To nie były jej wymarzone święta. Wolałaby być teraz z najbliższymi. Zawsze spędzała święta w domu, z rodziną i przyjaciółmi. Teraz jest od nich daleko.
Wrócili koło 3 w nocy. Andreas spojrzał na telefon, a tam 5 nieodebranych połączeń od Łukasza Kruczka. Powiedział o tym Gai. Oddzwoniła.
- Kochanie.. - Kruczek nie mógł wydobyć z siebie słowa. Nie wiedział co powiedzieć, żeby zabrzmiało to dobrze.
- Tato, co się stało? - Gaja przeczuwała najgorsze.
- Łukasz miał wypadek w pracy. Podczas pożaru odłączył się od reszty Strażaków. Budynek się pod nim zawalił. Akcja poszukiwawcza trwała godzinę. Był reanimowany. Żyje, ale jest w krytycznym stanie.
Upuściła telefon. Zemdlała.
ŁUKASZ
Jeżeli mam żyć bez niej, to wolę nie żyć wcale. Szkoda, że tak późno uświadomiłem sobie, ile ona dla mnie znaczy. Jak mogłem być tak głupi i lekkomyślny?! Straciłem ją. Straciłem na zawsze. Ona mi nigdy tego nie wybaczy. Powinna ułożyć sobie życie na nowo. Z kimś, kto będzie ją szanował. Kimś, kto jej nie zdradzi. Kto ją doceni, ale nie wtedy, kiedy będzie za późno.
Młodej wdowie będzie łatwiej to zrobić, niż młodej rozwódce.
wtorek, 22 marca 2016
"Pogoń za marzeniem ma swoją cenę. Być może będziemy musieli zmienić nasze zwyczaje, przejść trudne chwile, przeżyć rozczarowanie. Ale nieważne, jak wysoką cenę przyjdzie nam zapłacić. I tak zawsze będzie niższa od tej, jaką zapłaci człowiek,który nigdy nie zaryzykował. Spojrzy kiedyś wstecz i zrozumie, że zmarnował życie."
21.12.2015 r. - Zakopane
Czasami trzeba odejść. Nie dlatego, że tak jest łatwiej czy lepiej. Czasami trzeba odejść, by uratować to, co było kiedyś. Z szacunku dla tej drugiej osoby, dla uczucia, które połączyło dwoje ludzi i dla siebie, którym się wtedy było. Czasami trzeba odejść, dla uratowania wspomnień, tych pięknych chwil, które połączyło dwojga ludzi. I zrobić wszystko, by nie powstały z nich nieprzyjemne wspomnienia. Czasami po prostu trzeba odejść...
Dziś w Redakcji nie mogła się na niczym skupić. Nie mogła normalnie myśleć. Nie odpisała na maila od Andreasa. Dobrze, że to ostatni dzień w pracy przed świętami.
- Tatusiu, czy mogę do Ciebie przyjechać po pracy? I zostać na całe święta? Spędzilibyśmy je razem. Tak jak kiedyś, kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Tatusiu, mogę? - jej głos drżał, kiedy dzwoniła do taty.
- Kochanie, oczywiście. To był, jest i będzie twój dom. Ale co się stało? Co z Łukaszem?
- Nie chcę teraz o tym mówić. Będę u Ciebie wieczorem. Do zobaczenia.
Wyszła z pracy wcześniej. Powiedziała szefowi, że źle się czuje i że chyba bierze ją grypa. Uwierzył jej od razu, bo faktycznie tak wyglądała.Podpuchnięte oczy i czerwony nos. Życzył jej wesołych świąt. Wesołych? Jak?!
Wchodząc do mieszkania usłyszała jakąś kłótnię. Weszła najciszej jak umiała. To była Paulina?
- Jeżeli Ty jej o tym nie powiesz, to ja to zrobię! - krzyczała. - Nie mogę już tak dłużej żyć. Nie mogę patrzeć jak ją ranisz i oszukujesz.
Gaja weszła do pokoju. Paulina i Łukasz zamarli w bezruchu.
- Co takiego ważnego powinnam wiedzieć? - zapytała patrząc na męża i Przyjaciółkę.
Cisza. Nikt nie był w stanie powiedzieć słowa.
- Łukasz ma Ci coś do powiedzenia. - przerwała tę ciszę Paulina.
- Co takiego masz mi do powiedzenia?
- Nic. Ona sobie coś ubzdurała!
- Ja sobie ubzdurałam?! - krzyczała Paulina. - Przed chwilą sam się do tego przyznałeś.
- Do czego? - zapytała nerwowo Gaja, podchodząc do męża, patrząc mu w oczy.
Cisza. Nawet nie potrafił na nią spojrzeć.
- Paulina, o co chodzi? - podeszła do Przyjaciółki.
Paulina złapała ją za rękę. Nie wiedziała jak ma to powiedzieć. Jak powiedzieć jej tak straszliwą prawdę?
- Łukasz ma kochankę. I jak się teraz okazało, dziecina jest z nim w ciąży. Ma 22 lata.
Gaja nie wierzyła w to, co słyszy. Ze łzami w oczach podeszła do męża.
- Łukasz! To prawda? - zapytała z trudem blokując łzy.
- Tak, to prawda.
PAULINA
Czy postąpiłam właściwie, mówiąc o tym Gai? Czy może dalej powinnam to przed nią ukrywać? Ale ja już tak dalej nie mogłam. Kiedy widziałam jak on ją rani, miałam ochotę od razu o wszystkim jej powiedzieć, a jego udusić. Ponad rok to przed nią ukrywałam.
W tamtym roku, w sierpniu, miałam do napisania skomplikowany artykuł. Nie wiedziałam od czego zacząć i jak właściwie się do tego zabrać. Pojechałam do Gai. Łukasz był wtedy na służbie, więc spokojnie mogłyśmy popracować. Oczywiście nasze spotkanie się przeciągnęło. Miałyśmy do obgadania tyle spraw. Jak zawsze zresztą. My nigdy nie możemy się nagadać. Zawsze pozostaje w nas pewien niedosyt. Na tym chyba polega prawdziwa przyjaźń.
Wyszłam od niej około 24. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do siebie. Po drodze przejeżdżałam obok Jednostki, w której pracuje Łukasz. Nie mogłam uwierzyć, kiedy zobaczyłam go, całującego się z jakąś zawieszoną mu na szyi lalą. Zawróciłam i przejechałam koło nich jeszcze 2 razy. Tak, to był Łukasz! Trudno mi było w to uwierzyć, zrozumieć...
Nie powiedziałam o tym Gai. Liczyłam, że to przelotny romans. Ukrywałam to przed nią aż do tego czasu. Miałam nadzieję, że to zakończył. Ale kiedy widziałam, jak ją traktuje, byłam pewna, że niczego nie zakończył. Dlatego pojechałam do niego. Chciałam z nim spokojnie porozmawiać. Chciałam. Ale emocje wygrały. I jeszcze ta ciąża. Chciał zagłuszyć wyrzuty sumienia? Czy ciążą Gai pozbyć się problemu z tą małolatą?
Nie wiem, co teraz będzie. Czy Gaja wybaczy mi to, że tyle czasu ją okłamywałam. A Łukasz? On chyba też jest na mnie wściekły. Ale na tym mi nie zależy. Teraz liczy się Gaja.
Gaja zamknęła się w ich sypialni.Nie pomogło walenie do drzwi Łukasza ani moje prośby, żeby wyszła.
- Zadowolona?! - krzyczał Łukasz. - To przez Ciebie ten cyrk. Gdybyś trzymała język za zębami, wszystko byłoby dobrze.
Gajuś, kochanie, otwórz te drzwi. Porozmawiamy.
- Przeze mnie?! - Paulina zdenerwowała się na poważnie. - Czy Ty siebie słyszysz? To nie ja ją zdradzałam i nie ja zrobiłam dziecko jakiejś pustej panience. Gdybyś wtedy używał mózgu, teraz nie byłoby problemu. Ale Ty oczywiście myślałeś inną częścią ciała.
W tym momencie Gaja wyszła z pokoju. Była blada. Miała czerwone oczy. Miała ze sobą dużą walizkę. Oboje podeszliśmy do niej.
- Dajcie mi święty spokój! Odczepcie się ode mnie! Nie chcę Was znać! - krzyczała przez łzy. - Nie próbujcie mnie szukać!
Szła w kierunku drzwi. Łukasz złapał ją za rękę.
- Nie dotykaj mnie! Jeżeli w tej chwili mnie nie puścisz, zrobię coś, czego będziesz żałował do końca życia.
Wyszła. Nie wiadomo dokąd. Nie wiadomo co się z nią dzieje. Czy jest bezpieczna. Wzięła samochód. Odjechała. Nie pojechała do ojca. Jej telefon jest wyłączony. Nikt nie wie gdzie jest i co się z nią dzieje. Wszyscy się o nią martwią. Nie daje znaku życia. Ze względu na charakter sprawy, policja nie chce przyjąć zgłoszenia. Gaja jest dorosła. Nie zaginęła. Uciekła. Z własnej nieprzymuszonej woli. Pozostaje tylko czekać.
Czasami trzeba odejść. Nie dlatego, że tak jest łatwiej czy lepiej. Czasami trzeba odejść, by uratować to, co było kiedyś. Z szacunku dla tej drugiej osoby, dla uczucia, które połączyło dwoje ludzi i dla siebie, którym się wtedy było. Czasami trzeba odejść, dla uratowania wspomnień, tych pięknych chwil, które połączyło dwojga ludzi. I zrobić wszystko, by nie powstały z nich nieprzyjemne wspomnienia. Czasami po prostu trzeba odejść...
Dziś w Redakcji nie mogła się na niczym skupić. Nie mogła normalnie myśleć. Nie odpisała na maila od Andreasa. Dobrze, że to ostatni dzień w pracy przed świętami.
- Tatusiu, czy mogę do Ciebie przyjechać po pracy? I zostać na całe święta? Spędzilibyśmy je razem. Tak jak kiedyś, kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Tatusiu, mogę? - jej głos drżał, kiedy dzwoniła do taty.
- Kochanie, oczywiście. To był, jest i będzie twój dom. Ale co się stało? Co z Łukaszem?
- Nie chcę teraz o tym mówić. Będę u Ciebie wieczorem. Do zobaczenia.
Wyszła z pracy wcześniej. Powiedziała szefowi, że źle się czuje i że chyba bierze ją grypa. Uwierzył jej od razu, bo faktycznie tak wyglądała.Podpuchnięte oczy i czerwony nos. Życzył jej wesołych świąt. Wesołych? Jak?!
Wchodząc do mieszkania usłyszała jakąś kłótnię. Weszła najciszej jak umiała. To była Paulina?
- Jeżeli Ty jej o tym nie powiesz, to ja to zrobię! - krzyczała. - Nie mogę już tak dłużej żyć. Nie mogę patrzeć jak ją ranisz i oszukujesz.
Gaja weszła do pokoju. Paulina i Łukasz zamarli w bezruchu.
- Co takiego ważnego powinnam wiedzieć? - zapytała patrząc na męża i Przyjaciółkę.
Cisza. Nikt nie był w stanie powiedzieć słowa.
- Łukasz ma Ci coś do powiedzenia. - przerwała tę ciszę Paulina.
- Co takiego masz mi do powiedzenia?
- Nic. Ona sobie coś ubzdurała!
- Ja sobie ubzdurałam?! - krzyczała Paulina. - Przed chwilą sam się do tego przyznałeś.
- Do czego? - zapytała nerwowo Gaja, podchodząc do męża, patrząc mu w oczy.
Cisza. Nawet nie potrafił na nią spojrzeć.
- Paulina, o co chodzi? - podeszła do Przyjaciółki.
Paulina złapała ją za rękę. Nie wiedziała jak ma to powiedzieć. Jak powiedzieć jej tak straszliwą prawdę?
- Łukasz ma kochankę. I jak się teraz okazało, dziecina jest z nim w ciąży. Ma 22 lata.
Gaja nie wierzyła w to, co słyszy. Ze łzami w oczach podeszła do męża.
- Łukasz! To prawda? - zapytała z trudem blokując łzy.
- Tak, to prawda.
PAULINA
Czy postąpiłam właściwie, mówiąc o tym Gai? Czy może dalej powinnam to przed nią ukrywać? Ale ja już tak dalej nie mogłam. Kiedy widziałam jak on ją rani, miałam ochotę od razu o wszystkim jej powiedzieć, a jego udusić. Ponad rok to przed nią ukrywałam.
W tamtym roku, w sierpniu, miałam do napisania skomplikowany artykuł. Nie wiedziałam od czego zacząć i jak właściwie się do tego zabrać. Pojechałam do Gai. Łukasz był wtedy na służbie, więc spokojnie mogłyśmy popracować. Oczywiście nasze spotkanie się przeciągnęło. Miałyśmy do obgadania tyle spraw. Jak zawsze zresztą. My nigdy nie możemy się nagadać. Zawsze pozostaje w nas pewien niedosyt. Na tym chyba polega prawdziwa przyjaźń.
Wyszłam od niej około 24. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do siebie. Po drodze przejeżdżałam obok Jednostki, w której pracuje Łukasz. Nie mogłam uwierzyć, kiedy zobaczyłam go, całującego się z jakąś zawieszoną mu na szyi lalą. Zawróciłam i przejechałam koło nich jeszcze 2 razy. Tak, to był Łukasz! Trudno mi było w to uwierzyć, zrozumieć...
Nie powiedziałam o tym Gai. Liczyłam, że to przelotny romans. Ukrywałam to przed nią aż do tego czasu. Miałam nadzieję, że to zakończył. Ale kiedy widziałam, jak ją traktuje, byłam pewna, że niczego nie zakończył. Dlatego pojechałam do niego. Chciałam z nim spokojnie porozmawiać. Chciałam. Ale emocje wygrały. I jeszcze ta ciąża. Chciał zagłuszyć wyrzuty sumienia? Czy ciążą Gai pozbyć się problemu z tą małolatą?
Nie wiem, co teraz będzie. Czy Gaja wybaczy mi to, że tyle czasu ją okłamywałam. A Łukasz? On chyba też jest na mnie wściekły. Ale na tym mi nie zależy. Teraz liczy się Gaja.
Gaja zamknęła się w ich sypialni.Nie pomogło walenie do drzwi Łukasza ani moje prośby, żeby wyszła.
- Zadowolona?! - krzyczał Łukasz. - To przez Ciebie ten cyrk. Gdybyś trzymała język za zębami, wszystko byłoby dobrze.
Gajuś, kochanie, otwórz te drzwi. Porozmawiamy.
- Przeze mnie?! - Paulina zdenerwowała się na poważnie. - Czy Ty siebie słyszysz? To nie ja ją zdradzałam i nie ja zrobiłam dziecko jakiejś pustej panience. Gdybyś wtedy używał mózgu, teraz nie byłoby problemu. Ale Ty oczywiście myślałeś inną częścią ciała.
W tym momencie Gaja wyszła z pokoju. Była blada. Miała czerwone oczy. Miała ze sobą dużą walizkę. Oboje podeszliśmy do niej.
- Dajcie mi święty spokój! Odczepcie się ode mnie! Nie chcę Was znać! - krzyczała przez łzy. - Nie próbujcie mnie szukać!
Szła w kierunku drzwi. Łukasz złapał ją za rękę.
- Nie dotykaj mnie! Jeżeli w tej chwili mnie nie puścisz, zrobię coś, czego będziesz żałował do końca życia.
Wyszła. Nie wiadomo dokąd. Nie wiadomo co się z nią dzieje. Czy jest bezpieczna. Wzięła samochód. Odjechała. Nie pojechała do ojca. Jej telefon jest wyłączony. Nikt nie wie gdzie jest i co się z nią dzieje. Wszyscy się o nią martwią. Nie daje znaku życia. Ze względu na charakter sprawy, policja nie chce przyjąć zgłoszenia. Gaja jest dorosła. Nie zaginęła. Uciekła. Z własnej nieprzymuszonej woli. Pozostaje tylko czekać.
poniedziałek, 21 marca 2016
"I że Cię nie opuszczę. Aż do śmierci."
19.12.2015 r. - Engelberg
Nasza kadra nie jest w najlepszej formie. Sezon trwa od miesiąca, a oni zajmują miejsca, w najlepszym przypadku, pod koniec trzeciej dziesiątki lub wcale się nie kwalifikują. Nie jest dobrze. Cały sztab szkoleniowy intensywnie pracuje. Kadra A pogubiła się i nie potrafi sprostać narzuconym im oczekiwaniom. Gaja dużo czasu spędza na rozmowach z nimi. Nikt nie potrafi znaleźć źródła problemu. Wiadomo jednak, że nie tkwi on w głowie.
Dla Andreasa jest to również słaby sezon. Kolejny.
Siedzieli w restauracji, jedli kolację, pili wino.
- Wiesz, mój mąż chce, żebyśmy mieli dziecko... - powiedziała niepewnie, przytulając się do Andreasa.
- A Ty tego chcesz?
- Nie wiem. Ja już nic nie wiem. Ja nawet nie wiem czy jeszcze go kocham. Od 1,5 roku traktuje mnie przedmiotowo. Nie dostrzega moich potrzeb. Nie dostrzega moich emocji. On kocha tylko tą swoją Straż. Ja już kompletnie się nie liczę. Jestem tylko dodatkiem. - zawiesiła głos. Łzy napłynęły jej do oczu. - Kiedyś chciałam mieć z nim dziecko. A teraz? A teraz boję się przyznać przed samą sobą, że nie chcę. Zawsze chciałam urodzić synka, a później córeczkę. Urodzić mężczyźnie, którego kocham i który kocha mnie. A ja się chyba wypalam. Ile czasu można kochać za dwoje?
Andreas nic nie powiedział. Przytulił ją mocniej. Pocałował w czoło. Płakała.
GAJA
Ponad 4 lata temu obiecałam pewnemu mężczyźnie, że nigdy go nie opuszczę, że będę mu wierna, że będę z nim na zawsze - w zdrowiu i w chorobie. Piękne są te słowa. Obietnica zobowiązująca, ale...
Kiedy poznajesz człowieka i zaczynasz się w nim zakochiwać, wszystko wydaje się być idealne. Miłość jest ślepa. Nawet wady drugiej osoby przestają być wadami. Nasz mózg przerabia je na zalety. I nie mam nic przeciwko temu. Kocham ten stan. Poniekąd dlatego wyszłam za Łukasza. Ale coś nie wyszło. Może podjęliśmy decyzję za szybko. Może jej nie przemyśleliśmy. Może nasza reakcja chemiczna po prostu minęła. Zabrakło czegoś, co mogło ją podtrzymać. Więc się wypaliła. Miłość jest jak tango - zmienna, niestabilna, angażująca wiele emocji. I co najważniejsze - "potrzeba do niej dwojga".
I co powinnam zrobić teraz? Pozostałam z "resztkami bezsensownej miłości" do człowieka, któremu obiecałam, że go nie opuszczę. Zostałam z potłuczoną duszą, dziurą w sercu i fragmentem tej miłości, która istniała. Mam z nią zostać i być nieszczęśliwa z Łukaszem? Mam godzić się na takie traktowanie? Czy mam odejść, wybierając szczęście, niszcząc obietnicę? Co jest ważniejsze - szczęście czy obietnica?
20.12.2015. - Engelberg
Paulina obudziła się wtulona w Michaela. Spojrzała na niego. Spał słodko jak dziecko. Uśmiechnęła się. Obudziła go pocałunkiem.
- Dzień dobry Księżniczko. - powiedział całując jej usta. - Jak się spało?
- Z Tobą, Książe, wspaniale.
- Mam nadzieję, że nie będziesz bawiła się w Kopciuszka i nie uciekniesz?
- Nigdzie się nie wybieram. Nigdy. Chcę zostać na dłużej. Być może na zawsze. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. Nawet nie wiesz jak bardzo. - szepnął jej do ucha, ściągając z niej koszulkę.
I znów zatonęła w nim. W jego objęciu. Ona naprawdę się zakochała.
Po śniadaniu wróciła do pokoju, żeby przygotować się do powrotu do Polski. Podeszła do niej Gaja:
- Tak bardzo się cieszę, że w końcu jesteś szczęśliwa. - przytuliła Przyjaciółkę.
- Ty też jeszcze będziesz. Zobaczysz. Prędzej niż Ci się wydaje.
- Ale widać, że pomimo szczęścia, coś nie daje Ci spokoju, Paulinko.
- Muszę to przemyśleć, upewnić się. Później Ci opowiem.
Zabrały swoje torby i poszły do autobusu. Były zmęczone i pełne wrażeń. To był dobry weekend.
Gaja weszła do mieszkania. Starała się być bardzo cicho, żeby nie obudzić Łukasza. Zdjęła kurtkę i buty. Poczuła jego ręce na swoim brzuchu, jego oddech na swojej szyi. Zaczął ją całować i rozbierać.
- Łukasz, jestem zmęczona. Proszę Cię, przestań.
On jednak nie zwracał uwagi na jej słowa. Chciała się wyrwać, uciec z jego objęcia. Nie miała jednak tylu sił, ani szans przy nim. Nie pomogły jej prośby, ani groźby. Zaciągnął ją siłą do łóżka. I bez jej zgody zrobił to, co zaplanował.
Co miała zrobić? Krzyczeć? Ktoś uznałby ją za histeryczkę. Przecież wielu ludzi uważa, że żona powinna być posłuszna mężowi. A to był przecież jej obowiązek. Obowiązek?! Nie. Ona uważa inaczej.Zawsze chciała partnerstwa w związku, a później w małżeństwie. Chciała dostawać szacunek i go dawać. Nie chciała żyć pod jakąkolwiek presją, ani też presji tworzyć. Nigdy też nie kontrolowała Łukasza, ani on nie kontrolował jej. Ufali sobie bezgranicznie. Więc co się z nim stało? Co się z nim dzieje? Czy w nocy doszło do gwałtu? Nie! Przecież gwałt w małżeństwie nie istnieje. Przecież godząc się na ślub, przyjęła zgodę na wszystko i zaakceptowała każdą sferę wspólnego życia. Tylko dlaczego ona uważa inaczej? Płacz wtulona w swojego ulubionego dużego białego misia, którego dostała od taty na 18-te urodziny. Czuje się jak wtedy w szatni. Tylko wtedy chłopa był obcy. Teraz był jej mąż.
Nasza kadra nie jest w najlepszej formie. Sezon trwa od miesiąca, a oni zajmują miejsca, w najlepszym przypadku, pod koniec trzeciej dziesiątki lub wcale się nie kwalifikują. Nie jest dobrze. Cały sztab szkoleniowy intensywnie pracuje. Kadra A pogubiła się i nie potrafi sprostać narzuconym im oczekiwaniom. Gaja dużo czasu spędza na rozmowach z nimi. Nikt nie potrafi znaleźć źródła problemu. Wiadomo jednak, że nie tkwi on w głowie.
Dla Andreasa jest to również słaby sezon. Kolejny.
Siedzieli w restauracji, jedli kolację, pili wino.
- Wiesz, mój mąż chce, żebyśmy mieli dziecko... - powiedziała niepewnie, przytulając się do Andreasa.
- A Ty tego chcesz?
- Nie wiem. Ja już nic nie wiem. Ja nawet nie wiem czy jeszcze go kocham. Od 1,5 roku traktuje mnie przedmiotowo. Nie dostrzega moich potrzeb. Nie dostrzega moich emocji. On kocha tylko tą swoją Straż. Ja już kompletnie się nie liczę. Jestem tylko dodatkiem. - zawiesiła głos. Łzy napłynęły jej do oczu. - Kiedyś chciałam mieć z nim dziecko. A teraz? A teraz boję się przyznać przed samą sobą, że nie chcę. Zawsze chciałam urodzić synka, a później córeczkę. Urodzić mężczyźnie, którego kocham i który kocha mnie. A ja się chyba wypalam. Ile czasu można kochać za dwoje?
Andreas nic nie powiedział. Przytulił ją mocniej. Pocałował w czoło. Płakała.
GAJA
Ponad 4 lata temu obiecałam pewnemu mężczyźnie, że nigdy go nie opuszczę, że będę mu wierna, że będę z nim na zawsze - w zdrowiu i w chorobie. Piękne są te słowa. Obietnica zobowiązująca, ale...
Kiedy poznajesz człowieka i zaczynasz się w nim zakochiwać, wszystko wydaje się być idealne. Miłość jest ślepa. Nawet wady drugiej osoby przestają być wadami. Nasz mózg przerabia je na zalety. I nie mam nic przeciwko temu. Kocham ten stan. Poniekąd dlatego wyszłam za Łukasza. Ale coś nie wyszło. Może podjęliśmy decyzję za szybko. Może jej nie przemyśleliśmy. Może nasza reakcja chemiczna po prostu minęła. Zabrakło czegoś, co mogło ją podtrzymać. Więc się wypaliła. Miłość jest jak tango - zmienna, niestabilna, angażująca wiele emocji. I co najważniejsze - "potrzeba do niej dwojga".
I co powinnam zrobić teraz? Pozostałam z "resztkami bezsensownej miłości" do człowieka, któremu obiecałam, że go nie opuszczę. Zostałam z potłuczoną duszą, dziurą w sercu i fragmentem tej miłości, która istniała. Mam z nią zostać i być nieszczęśliwa z Łukaszem? Mam godzić się na takie traktowanie? Czy mam odejść, wybierając szczęście, niszcząc obietnicę? Co jest ważniejsze - szczęście czy obietnica?
20.12.2015. - Engelberg
Paulina obudziła się wtulona w Michaela. Spojrzała na niego. Spał słodko jak dziecko. Uśmiechnęła się. Obudziła go pocałunkiem.
- Dzień dobry Księżniczko. - powiedział całując jej usta. - Jak się spało?
- Z Tobą, Książe, wspaniale.
- Mam nadzieję, że nie będziesz bawiła się w Kopciuszka i nie uciekniesz?
- Nigdzie się nie wybieram. Nigdy. Chcę zostać na dłużej. Być może na zawsze. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. Nawet nie wiesz jak bardzo. - szepnął jej do ucha, ściągając z niej koszulkę.
I znów zatonęła w nim. W jego objęciu. Ona naprawdę się zakochała.
Po śniadaniu wróciła do pokoju, żeby przygotować się do powrotu do Polski. Podeszła do niej Gaja:
- Tak bardzo się cieszę, że w końcu jesteś szczęśliwa. - przytuliła Przyjaciółkę.
- Ty też jeszcze będziesz. Zobaczysz. Prędzej niż Ci się wydaje.
- Ale widać, że pomimo szczęścia, coś nie daje Ci spokoju, Paulinko.
- Muszę to przemyśleć, upewnić się. Później Ci opowiem.
Zabrały swoje torby i poszły do autobusu. Były zmęczone i pełne wrażeń. To był dobry weekend.
Gaja weszła do mieszkania. Starała się być bardzo cicho, żeby nie obudzić Łukasza. Zdjęła kurtkę i buty. Poczuła jego ręce na swoim brzuchu, jego oddech na swojej szyi. Zaczął ją całować i rozbierać.
- Łukasz, jestem zmęczona. Proszę Cię, przestań.
On jednak nie zwracał uwagi na jej słowa. Chciała się wyrwać, uciec z jego objęcia. Nie miała jednak tylu sił, ani szans przy nim. Nie pomogły jej prośby, ani groźby. Zaciągnął ją siłą do łóżka. I bez jej zgody zrobił to, co zaplanował.
Co miała zrobić? Krzyczeć? Ktoś uznałby ją za histeryczkę. Przecież wielu ludzi uważa, że żona powinna być posłuszna mężowi. A to był przecież jej obowiązek. Obowiązek?! Nie. Ona uważa inaczej.Zawsze chciała partnerstwa w związku, a później w małżeństwie. Chciała dostawać szacunek i go dawać. Nie chciała żyć pod jakąkolwiek presją, ani też presji tworzyć. Nigdy też nie kontrolowała Łukasza, ani on nie kontrolował jej. Ufali sobie bezgranicznie. Więc co się z nim stało? Co się z nim dzieje? Czy w nocy doszło do gwałtu? Nie! Przecież gwałt w małżeństwie nie istnieje. Przecież godząc się na ślub, przyjęła zgodę na wszystko i zaakceptowała każdą sferę wspólnego życia. Tylko dlaczego ona uważa inaczej? Płacz wtulona w swojego ulubionego dużego białego misia, którego dostała od taty na 18-te urodziny. Czuje się jak wtedy w szatni. Tylko wtedy chłopa był obcy. Teraz był jej mąż.
niedziela, 20 marca 2016
Daj mi czas. Pozwól mi podjąć właściwą decyzję. Nie niszcz mojego świata swoją obecnością.
24.11.2015 r. - Zakopane
Insbruck, Austria, 23.11.2015
Droga Gaju,
sam nie wiem co się ze mną dzieje. Co ze mną zrobiłaś. Kompletnie gubię się sam w sobie. I we własnych myślach. Ciągle jesteś w nich Ty. Twoje wielkie czarne oczy, malinowe usta i te dołki w policzkach, kiedy się uśmiechasz. Ciągle czuję zapach Twoich perfum, mimo, że Ciebie od kilku dni nie ma przy mnie. Oszalałem? Tak, chyba tak. Przez Ciebie.
Wiem, że już za późno. O jedną obietnicę za późno.
Dlaczego nie poznaliśmy się wcześniej?
Ale chcę, żebyś wiedziała, że jestem i czekam na Ciebie. Jeżeli będziesz potrzebowała jakiejkolwiek pomocy to możesz na mnie liczyć. Zawsze.
Całuję,
Andreas.
Czytała tego maila kolejny raz z rzędu. Po raz pierwszy w życiu żałowała swoje decyzji. Żałowała, że nie poczekała z decyzją o ślubie. Łukasz już przestał widzieć w niej tą wyjątkowość. A Andreas... Andreas po prostu doskonale wie, czego potrzebują kobiety. I rozumie je lepiej, niż one same siebie.
Gaja! Ty masz męża. Nie zapominaj o tym! - rozum nie daje spokoju.
Łukasza i tak już nie obchodzisz. Wypaliło się. Kochaniutka, Ty więdniesz przy nim. - krzyczało serce.
Wróciła do domu. Poczuła zapach z kuchni. Łukasz gotuje?! Nie zdążyła zdjąć kurtki, a on już był przy niej. Wręczył jej bukiet czerwonych róż. Pocałował ją. I przeprosił za swoje zachowanie. Kazał się jej przygotować do kolacji.
Jedli. Rozmawiali. Głównie o pracy. W pewnej chwili Łukasz powiedział:
- Kochanie, chcę, żebyś urodziła nam dziecko. Jestem na to gotowy. Przepraszam, że ostatnio tak zareagowałem. Chyba sam nie wierzyłem, że tego naprawdę chcesz. Zaskoczyłaś mnie.
Nie wierzyła w to, co słyszy. I nie wiedziała czy nadal tego chce. Czy nadal zależy jej na Łukaszu. Kochała go. Ale to już była inna miłość. Niepełna miłość. Taka jakby zabita i reanimowana, żeby znów miała zostać zabita. Ich małżeństwo pełne było przypływów i odpływów. Brak jakiejkolwiek stabilności. Brak pewności jutra. Czy to dobry czas na dziecko.
- Łukasz, ja... - nie zdążyła dokończyć, bo Łukasz zamknął jej usta swoim pocałunkiem. Później zaniósł ją do ich sypialni, Tej nocy wszystko było inne. Czuła się jak podczas wypełniania małżeńskiego przykrego obowiązku. Żadnych głębszych doznań. Żadnych emocji. Czysta fizyczność.
25.11.2015 r. - Wisła
- Cóż to za ważna sprawa, która nie mogła czekać? - zapytała Paulina, popijając swoją ulubioną Latte w Starbucks'ie.
- Tęsknię za Tobą. - Michał złapał ją za rękę. - Pogubiłem się. Poszedłem nie w tym kierunku. Emilka to nie jest to. Nie kocham jej.
- I co w związku z tym?
- Chciałbym, żebyś do mnie wróciła. Żebyśmy mogli coś zbudować razem. Coś, czego nigdy nie udało nam się zbudować."
- Czy Ty oszalałeś?! - krzyknęła Paulina. - Przecież Ty masz żonę i córkę. Co Ty w ogóle sobie wyobrażasz?! - wzięła swoje rzeczy, wybiegła. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Nie wierzyła.
PAULINA
Michała poznałam ponad 4 lata temu. Był moim trenerem personalnym na siłowni. Był także wielkim kobieciarzem i obiektem westchnień wszystkich kobiet. Blondyn, nieziemskie spojrzenie, czarujący uśmiech i to wypracowane ciało. Już podczas pierwszego spotkania poprosił o mój numer. Poza treningami, zaczęliśmy spotykać się w życiu prywatnym. Byliśmy przyjaciółmi? Mieliśmy układ? Stworzyliśmy relację? Nie wiem. Ale nigdy nie byliśmy parą. Kochałam go. Od samego początku. Już przy pierwszym spotkaniu przeszedł mnie dziwny dreszcz. Już pierwszej nocy, po naszym poznaniu, śniłam o nim. Byłam w stanie oddać mu wszystko i wszystko dla niego zrobić. Pewnie dlatego czasami brał moje ciało, zapominając o duszy.
Potrafiliśmy rozmawiać godzinami, o wszystkim i o niczym. Rozumiał mnie jak nikt inny. A ja czekałam. Często przegrywałam z jego obowiązkami. Z jego brakiem czasu dla mnie. Udawałam, że nie widzę dziesiątek panienek przewijających się przez jego łóżko. Ja byłam zawsze. Na każde jego zawołanie. Czasami znikał i nie miałam z nim kontaktu nawet kilka tygodni. Później wracał. Jakby nigdy nic. I znowu byłam ja. Byłam głupia. Zaślepiona miłością.
Pewnego dnia dowiedziałam się, że Emilka, instruktorka fitnessu jest w ciąży. W ciąży z Michałem. Byli parą od pól roku. Oczywiście mi nie powiedział o tym. I w tym czasie również ze mną sypiał. Poszłam do niego do pracy. Ze łzami w oczach wykrzyczałam mu co o nim myślę. Powiedziałam mu, że ma zniknąć z mojego życia. Że go nienawidzę. Później sobie to wmawiałam. Ale kochałam go nadal. Kochałam i nienawidziłam.
Później pojawił się Maciek. Myślałam, że przy nim zapomnę. Nie zapomniałam.
Teraz jest Michael...
Wsiadła do samochodu. Wyjęła telefon z torebki.
"Kocham kogoś innego. Nie wrócę do Ciebie nigdy. Powodzenia w życiu! Znajdź inną naiwną."
Wysłała.
Podjęła decyzję.
Być może najtrudniejszą w życiu.
Wreszcie wychodzi z toksycznej relacji, która ją niszczy i zabija jej emocje.
Czas się zakochać, Paulino!
Insbruck, Austria, 23.11.2015
Droga Gaju,
sam nie wiem co się ze mną dzieje. Co ze mną zrobiłaś. Kompletnie gubię się sam w sobie. I we własnych myślach. Ciągle jesteś w nich Ty. Twoje wielkie czarne oczy, malinowe usta i te dołki w policzkach, kiedy się uśmiechasz. Ciągle czuję zapach Twoich perfum, mimo, że Ciebie od kilku dni nie ma przy mnie. Oszalałem? Tak, chyba tak. Przez Ciebie.
Wiem, że już za późno. O jedną obietnicę za późno.
Dlaczego nie poznaliśmy się wcześniej?
Ale chcę, żebyś wiedziała, że jestem i czekam na Ciebie. Jeżeli będziesz potrzebowała jakiejkolwiek pomocy to możesz na mnie liczyć. Zawsze.
Całuję,
Andreas.
Czytała tego maila kolejny raz z rzędu. Po raz pierwszy w życiu żałowała swoje decyzji. Żałowała, że nie poczekała z decyzją o ślubie. Łukasz już przestał widzieć w niej tą wyjątkowość. A Andreas... Andreas po prostu doskonale wie, czego potrzebują kobiety. I rozumie je lepiej, niż one same siebie.
Gaja! Ty masz męża. Nie zapominaj o tym! - rozum nie daje spokoju.
Łukasza i tak już nie obchodzisz. Wypaliło się. Kochaniutka, Ty więdniesz przy nim. - krzyczało serce.
Wróciła do domu. Poczuła zapach z kuchni. Łukasz gotuje?! Nie zdążyła zdjąć kurtki, a on już był przy niej. Wręczył jej bukiet czerwonych róż. Pocałował ją. I przeprosił za swoje zachowanie. Kazał się jej przygotować do kolacji.
Jedli. Rozmawiali. Głównie o pracy. W pewnej chwili Łukasz powiedział:
- Kochanie, chcę, żebyś urodziła nam dziecko. Jestem na to gotowy. Przepraszam, że ostatnio tak zareagowałem. Chyba sam nie wierzyłem, że tego naprawdę chcesz. Zaskoczyłaś mnie.
Nie wierzyła w to, co słyszy. I nie wiedziała czy nadal tego chce. Czy nadal zależy jej na Łukaszu. Kochała go. Ale to już była inna miłość. Niepełna miłość. Taka jakby zabita i reanimowana, żeby znów miała zostać zabita. Ich małżeństwo pełne było przypływów i odpływów. Brak jakiejkolwiek stabilności. Brak pewności jutra. Czy to dobry czas na dziecko.
- Łukasz, ja... - nie zdążyła dokończyć, bo Łukasz zamknął jej usta swoim pocałunkiem. Później zaniósł ją do ich sypialni, Tej nocy wszystko było inne. Czuła się jak podczas wypełniania małżeńskiego przykrego obowiązku. Żadnych głębszych doznań. Żadnych emocji. Czysta fizyczność.
25.11.2015 r. - Wisła
- Cóż to za ważna sprawa, która nie mogła czekać? - zapytała Paulina, popijając swoją ulubioną Latte w Starbucks'ie.
- Tęsknię za Tobą. - Michał złapał ją za rękę. - Pogubiłem się. Poszedłem nie w tym kierunku. Emilka to nie jest to. Nie kocham jej.
- I co w związku z tym?
- Chciałbym, żebyś do mnie wróciła. Żebyśmy mogli coś zbudować razem. Coś, czego nigdy nie udało nam się zbudować."
- Czy Ty oszalałeś?! - krzyknęła Paulina. - Przecież Ty masz żonę i córkę. Co Ty w ogóle sobie wyobrażasz?! - wzięła swoje rzeczy, wybiegła. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Nie wierzyła.
PAULINA
Michała poznałam ponad 4 lata temu. Był moim trenerem personalnym na siłowni. Był także wielkim kobieciarzem i obiektem westchnień wszystkich kobiet. Blondyn, nieziemskie spojrzenie, czarujący uśmiech i to wypracowane ciało. Już podczas pierwszego spotkania poprosił o mój numer. Poza treningami, zaczęliśmy spotykać się w życiu prywatnym. Byliśmy przyjaciółmi? Mieliśmy układ? Stworzyliśmy relację? Nie wiem. Ale nigdy nie byliśmy parą. Kochałam go. Od samego początku. Już przy pierwszym spotkaniu przeszedł mnie dziwny dreszcz. Już pierwszej nocy, po naszym poznaniu, śniłam o nim. Byłam w stanie oddać mu wszystko i wszystko dla niego zrobić. Pewnie dlatego czasami brał moje ciało, zapominając o duszy.
Potrafiliśmy rozmawiać godzinami, o wszystkim i o niczym. Rozumiał mnie jak nikt inny. A ja czekałam. Często przegrywałam z jego obowiązkami. Z jego brakiem czasu dla mnie. Udawałam, że nie widzę dziesiątek panienek przewijających się przez jego łóżko. Ja byłam zawsze. Na każde jego zawołanie. Czasami znikał i nie miałam z nim kontaktu nawet kilka tygodni. Później wracał. Jakby nigdy nic. I znowu byłam ja. Byłam głupia. Zaślepiona miłością.
Pewnego dnia dowiedziałam się, że Emilka, instruktorka fitnessu jest w ciąży. W ciąży z Michałem. Byli parą od pól roku. Oczywiście mi nie powiedział o tym. I w tym czasie również ze mną sypiał. Poszłam do niego do pracy. Ze łzami w oczach wykrzyczałam mu co o nim myślę. Powiedziałam mu, że ma zniknąć z mojego życia. Że go nienawidzę. Później sobie to wmawiałam. Ale kochałam go nadal. Kochałam i nienawidziłam.
Później pojawił się Maciek. Myślałam, że przy nim zapomnę. Nie zapomniałam.
Teraz jest Michael...
Wsiadła do samochodu. Wyjęła telefon z torebki.
"Kocham kogoś innego. Nie wrócę do Ciebie nigdy. Powodzenia w życiu! Znajdź inną naiwną."
Wysłała.
Podjęła decyzję.
Być może najtrudniejszą w życiu.
Wreszcie wychodzi z toksycznej relacji, która ją niszczy i zabija jej emocje.
Czas się zakochać, Paulino!
piątek, 18 marca 2016
"Marzę o cofnięciu czasu. Chciałbym wrócić na pewne rozstaje dróg w swoim życiu, jeszcze raz przeczytać uważnie napisy na drogowskazach i pójść w innym kierunku. "
10.10.2015 r. - Poznań
- Możesz mi wytłumaczyć jakim cudem zaszłaś w ciążę? I jaką mam gwarancję, że to jest moje dziecko? - Łukasz starał się zachować spokój, pijąc kolejne espresso.
- Nie wiesz skąd się biorą dzieci? - krzyknęła Natalia tak głośno, że wzrok ludzi siedzących w kawiarni spoczął na niej. - Mieliśmy kilka upojnych nocy i jest. - tym razem jednak powiedziała to ciszej. - Antykoncepcja czasem zawodzi. Nie wiedziałeś?
Łukasz zbladł. Trzęsły mu się ręce.
- Ale jaką masz pewność, że to dziecko jest moje?
Natalia wyjęła z torebki ostatnie zdjęcie USG z opisem badania i podała je Łukaszowi.
- Zobacz... badanie było wykonane wczoraj. Jestem w 8. tygodniu ciąży. Łatwo policzyć, że byłam wtedy na koloniach i wtedy się spotykaliśmy. Poza Tobą nie miałam innego partnera. Więc będziesz ojcem.
Łukasz nie wierzył w to, co widzi. Dlaczego go to spotkało? Nie tak dawno powiedział Gai, że nie chce mieć dziecka. A teraz dowiaduje się, że zostanie ojcem. Co ma zrobić? Przecież to nie może się wydać. Nie może zepsuć sobie reputacji.
- I co teraz?! - spojrzał na nią wzrokiem dziecka, które potłukło ulubiony wazon swojej mamy.
- Jak to co? - oburzyła się Natalia. - Powinieneś wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i zaopiekować się nami. Ja, z powodu ciąży, muszę zrezygnować ze szkoły, a co za tym idzie, ze swoich marzeń. Nie mogę być przecież Panią Strażak z dużym brzuchem. Więc skoro ja z czegoś rezygnuję, to Ty możesz zrezygnować ze swojej żony. I tak nic nie tracisz.
- Przecież wiesz, że to niemożliwe! - tym razem Łukasz stanowczo za głośno się odezwał.
- Nie możliwe?! Daję Ci czas do końca grudnia na podjęcie decyzji. Właściwej decyzji. Jak tego nie zrobisz, to zrobię to ja. A wtedy możesz tego żałować. - po tych słowach wstała, zabrała swoje rzeczy i wyszła, zostawiając Łukasza samego ze swoimi myślami i wyrzutami sumienia. Co ma zrobić? Nie chce odchodzić od żony. Nie kocha Natalii.Ona miała być tylko szaloną przygodą, realizacją ukrytych fantazji. Nigdy nie miała być nikim więcej. Nie miała zostać w jego życiu. A już na pewno nie miała nosić pod sercem jego dziecka. Miała je nosić Gaja.
22.10.2015 r. - Klingentahl
Obudziła się 0 12. Nie miała na nic sił. Prawie do 4 rozmawiała z Gają o tym, co się wczoraj wydarzyło. A właściwie to gdzie jest jej Przyjaciółka? Głowa ją boli. Chyba za dużo wina wypiła wczoraj. "Przez tych facetów wpadnę w alkoholizm." - pomyślała wstając z łóżka. W lustrze zobaczyła obraz nędzy i rozpaczy. Jak można być tak bladym? A te oczy? Trzeba zrobić z tym porządek. Poszła napić się wody. Na stoliku znalazła karteczkę: "Jestem na treningu. A później na kwalifikacjach. Wpadnę na obiad, to wtedy pogadamy. Przemyśl sprawę z Michaelem. Może warto? Całuję! Gaja"
Czego ona od niej wymaga? Myślenia?
Po konkursie poszła do pokoju Michaela. Nie wie dlaczego. Kobiety już tak mają. Najpierw nie wiedzą, czego chcą, a później wiedzą czego nie chcą.
Stanął w miejscu. Nie spodziewał się jej tutaj. Nie po tym, co się wczoraj wydarzyło. Paulina wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić, bez zatrzymania:
- Nie wiem jeszcze czego chcę, ale wiem, że nie chcę żebyś zniknął z mojego życia. Nie wyobrażam go sobie bez Ciebie. Chyba chce, żebyś jednak w nim został. Tobie na mnie zależy. Nie odpuszczasz. Nie pozwalasz mi odejść. Więc ja zrobię wszystko, żeby pomóc Tobie w tym. Chcę stać się częścią Twojego życia. Nie pozwól mi uciec. - sama nie wierzyła w to, co mówi. Michael podszedł do niej, przytulił ją mocno do siebie. Nic nie mówił.
- Nie wiem o się ze mną dzieje. To Ty na mnie tak działasz. No i to wino od Gai. No i jeszcze to jej nocne "pranie mózgu".
Zaczęli się całować. Tą noc spędziła z nim. Już nie uciekła. Nie chciała uciec. Chciała wreszcie oderwać się od przeszłości. Pójść o kok dalej. Sama. Bez wspomnień.
Rano, kiedy się obudziła, spojrzała na telefon. Był tam sms od Michała: "Musimy się spotkać.". Boże! Czy ten człowiek musi mieć takie wyczucie czasu? Teraz? Teraz, kiedy podjęła właściwą decyzję? I co ona ma zrobić?
Pożegnała się z Michaelem i wróciła do swojego pokoju. Spakowała swoje rzeczy. Dziś powrót do Polski. Musi porozmawiać z Gają o Michale.
- Możesz mi wytłumaczyć jakim cudem zaszłaś w ciążę? I jaką mam gwarancję, że to jest moje dziecko? - Łukasz starał się zachować spokój, pijąc kolejne espresso.
- Nie wiesz skąd się biorą dzieci? - krzyknęła Natalia tak głośno, że wzrok ludzi siedzących w kawiarni spoczął na niej. - Mieliśmy kilka upojnych nocy i jest. - tym razem jednak powiedziała to ciszej. - Antykoncepcja czasem zawodzi. Nie wiedziałeś?
Łukasz zbladł. Trzęsły mu się ręce.
- Ale jaką masz pewność, że to dziecko jest moje?
Natalia wyjęła z torebki ostatnie zdjęcie USG z opisem badania i podała je Łukaszowi.
- Zobacz... badanie było wykonane wczoraj. Jestem w 8. tygodniu ciąży. Łatwo policzyć, że byłam wtedy na koloniach i wtedy się spotykaliśmy. Poza Tobą nie miałam innego partnera. Więc będziesz ojcem.
Łukasz nie wierzył w to, co widzi. Dlaczego go to spotkało? Nie tak dawno powiedział Gai, że nie chce mieć dziecka. A teraz dowiaduje się, że zostanie ojcem. Co ma zrobić? Przecież to nie może się wydać. Nie może zepsuć sobie reputacji.
- I co teraz?! - spojrzał na nią wzrokiem dziecka, które potłukło ulubiony wazon swojej mamy.
- Jak to co? - oburzyła się Natalia. - Powinieneś wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i zaopiekować się nami. Ja, z powodu ciąży, muszę zrezygnować ze szkoły, a co za tym idzie, ze swoich marzeń. Nie mogę być przecież Panią Strażak z dużym brzuchem. Więc skoro ja z czegoś rezygnuję, to Ty możesz zrezygnować ze swojej żony. I tak nic nie tracisz.
- Przecież wiesz, że to niemożliwe! - tym razem Łukasz stanowczo za głośno się odezwał.
- Nie możliwe?! Daję Ci czas do końca grudnia na podjęcie decyzji. Właściwej decyzji. Jak tego nie zrobisz, to zrobię to ja. A wtedy możesz tego żałować. - po tych słowach wstała, zabrała swoje rzeczy i wyszła, zostawiając Łukasza samego ze swoimi myślami i wyrzutami sumienia. Co ma zrobić? Nie chce odchodzić od żony. Nie kocha Natalii.Ona miała być tylko szaloną przygodą, realizacją ukrytych fantazji. Nigdy nie miała być nikim więcej. Nie miała zostać w jego życiu. A już na pewno nie miała nosić pod sercem jego dziecka. Miała je nosić Gaja.
22.10.2015 r. - Klingentahl
Obudziła się 0 12. Nie miała na nic sił. Prawie do 4 rozmawiała z Gają o tym, co się wczoraj wydarzyło. A właściwie to gdzie jest jej Przyjaciółka? Głowa ją boli. Chyba za dużo wina wypiła wczoraj. "Przez tych facetów wpadnę w alkoholizm." - pomyślała wstając z łóżka. W lustrze zobaczyła obraz nędzy i rozpaczy. Jak można być tak bladym? A te oczy? Trzeba zrobić z tym porządek. Poszła napić się wody. Na stoliku znalazła karteczkę: "Jestem na treningu. A później na kwalifikacjach. Wpadnę na obiad, to wtedy pogadamy. Przemyśl sprawę z Michaelem. Może warto? Całuję! Gaja"
Czego ona od niej wymaga? Myślenia?
Po konkursie poszła do pokoju Michaela. Nie wie dlaczego. Kobiety już tak mają. Najpierw nie wiedzą, czego chcą, a później wiedzą czego nie chcą.
Stanął w miejscu. Nie spodziewał się jej tutaj. Nie po tym, co się wczoraj wydarzyło. Paulina wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić, bez zatrzymania:
- Nie wiem jeszcze czego chcę, ale wiem, że nie chcę żebyś zniknął z mojego życia. Nie wyobrażam go sobie bez Ciebie. Chyba chce, żebyś jednak w nim został. Tobie na mnie zależy. Nie odpuszczasz. Nie pozwalasz mi odejść. Więc ja zrobię wszystko, żeby pomóc Tobie w tym. Chcę stać się częścią Twojego życia. Nie pozwól mi uciec. - sama nie wierzyła w to, co mówi. Michael podszedł do niej, przytulił ją mocno do siebie. Nic nie mówił.
- Nie wiem o się ze mną dzieje. To Ty na mnie tak działasz. No i to wino od Gai. No i jeszcze to jej nocne "pranie mózgu".
Zaczęli się całować. Tą noc spędziła z nim. Już nie uciekła. Nie chciała uciec. Chciała wreszcie oderwać się od przeszłości. Pójść o kok dalej. Sama. Bez wspomnień.
Rano, kiedy się obudziła, spojrzała na telefon. Był tam sms od Michała: "Musimy się spotkać.". Boże! Czy ten człowiek musi mieć takie wyczucie czasu? Teraz? Teraz, kiedy podjęła właściwą decyzję? I co ona ma zrobić?
Pożegnała się z Michaelem i wróciła do swojego pokoju. Spakowała swoje rzeczy. Dziś powrót do Polski. Musi porozmawiać z Gają o Michale.
czwartek, 17 marca 2016
"Nigdy nie zapominaj, że wystarczy jeden człowiek, albo jedna myśl, żeby zmienić swoje życie raz na zawsze."
PAULINA
Wiesz, istnieje taka miłość, która czeka mimo szczelnie zamkniętych drzwi. Miłość, która karmi się złudną nadzieją. Ta miłość często upada. Ale zawsze wstaje. Zamiast słabnąć, ona jest silniejsza. Z każdym upadkiem staje się silniejsza. Istnieje miłość, której nie można zabić brakiem Tlenu. Owszem, a początku się dusi, ale później uczy się żyć bez oddychania. Jest sprytna i przebiegła. Nie pozwala Ci normalnie żyć, ani o sobie zapomnieć. Budzi Cię w środku nocy, kradnie Twoje myśli w ciągu dnia. I co najgorsze - nie ustępuje miejsca innej. Kiedy pojawia się inna miłość, ona się z nią zaprzyjaźnia, a później buntuje każdą cząstkę mnie przeciwko niej. zmuszając do usunięcia nowego obiektu. I jak się pozbyć takiej miłości? Jak się pozbyć, zanim całkiem mnie zniszczy? No powiedz, jak?
21.11.2015 r. - Klingentahl (Niemcy)
Klingentahl... Czyż nie jest to jedno z najwspanialszych miejsc, umożliwiających rozpoczęcie sezonu 2015/2016 w skokach narciarskich? Warunki wprost idealne. Bak wiatru. Konkurs inauguracyjny nie zostanie odwołany. Nie powinno być też przesunięć czasowych czy zmian w długości rozbiegu. Walter Hofer może być spokojny.
Właśnie trwają kwalifikacje. Nasza kadra nie wypadła najlepiej podczas treningu, ale to dopiero początek i na pewno doczekamy się wspaniałych skoków biało - czerwonych. W szczególności liczymy na naszego mistrza - Kamila.
- Gaja, chyba oszalałam. Co ja tu robię? - Paulina zaczęła panikować. - Powinnam teraz leżeć w łóżku w różowym dresie, jeść lody czekoladowe i oglądać "Casablancę". A co robię? Stoję z Tobą pod skocznią. Że ja zawsze dam się Tobie namówić na jakieś szaleństwo.
- I nigdy jakoś nie żałujesz. - uśmiechnęła się do Przyjaciółki.
Po konkursie poszły do chłopaków, aby pogratulować im pierwszego występu w sezonie. Kiedy wracały do hotelu zaczepili ich Andreas z Michaelem. Paulina cała zbladła. Jej serce zaczęło walić jak oszalałe.
- Tęskniłem za Tobą. - Michael przycisnął Paulinę do ściany w swoim pokoju. Wplątał swoje dłonie w jej włosy i bardzo namiętnie całował jej usta, szyję, uszy. - Tak bardzo za Tobą tęskniłem.
Paulina nie wiedziała co ma robić. Odwzajemniała pocałunki, coraz bardziej przyciągała go do siebie, ale w jej głowie szalały myśli o Maćku i o tym, co powiedział jej o Michale. Przecież on jest już ojcem, czas o nim zapomnieć.
Michael zaczął ją rozbierać. A ona jego. Znowu, tak jak wtedy, całował każdy milimetr jej ciała. Ale kiedy schodził niżej, ona mocno zacisnęła uda. Nie wiedziała dlaczego to robi. Była pewna, że nie może drugi raz popełnić tego samego błędu. Musiała uporać się z przeszłością.
- Michi, ja muszę sobie wszystko uporządkować. Przepraszam.
Wieczór Gai przebiegł dokładnie tak, jak tego chciała. Dużo rozmawiali, coraz bardziej się przed sobą otwierali. Czasem mieli wrażenie, że znają się od zawsze. Potrzebowała tego. Oboje tego potrzebowali. Po kolacji odprowadził ją do hotelu.
- Twój mąż jest kompletnym idiotą. - powiedział Andreas, delikatnie całując jej usta. - Nie docenia skarbu, jaki posiada.
Odszedł. A słowa te wciąż brzmiały w uszach Gai.
Czy tak zaczyna się miłość? Czy w takich okolicznościach miałaby ona szansę zaistnienia i przetrwania? Tak. Właśnie tak. Bo miłość to coś znacznie więcej niż fizyczna fascynacja drugą osobą. Miłość to drobne gesty, proste słowa, niekończące się rozmowy - o wszystkim, a zarazem o niczym. Miłość to oczy, które na Ciebie patrzą, a nie przed Tobą uciekają. Ale co zrobić kiedy jest na nią za późno? O jedną obietnicę za późno.
Wiesz, istnieje taka miłość, która czeka mimo szczelnie zamkniętych drzwi. Miłość, która karmi się złudną nadzieją. Ta miłość często upada. Ale zawsze wstaje. Zamiast słabnąć, ona jest silniejsza. Z każdym upadkiem staje się silniejsza. Istnieje miłość, której nie można zabić brakiem Tlenu. Owszem, a początku się dusi, ale później uczy się żyć bez oddychania. Jest sprytna i przebiegła. Nie pozwala Ci normalnie żyć, ani o sobie zapomnieć. Budzi Cię w środku nocy, kradnie Twoje myśli w ciągu dnia. I co najgorsze - nie ustępuje miejsca innej. Kiedy pojawia się inna miłość, ona się z nią zaprzyjaźnia, a później buntuje każdą cząstkę mnie przeciwko niej. zmuszając do usunięcia nowego obiektu. I jak się pozbyć takiej miłości? Jak się pozbyć, zanim całkiem mnie zniszczy? No powiedz, jak?
21.11.2015 r. - Klingentahl (Niemcy)
Klingentahl... Czyż nie jest to jedno z najwspanialszych miejsc, umożliwiających rozpoczęcie sezonu 2015/2016 w skokach narciarskich? Warunki wprost idealne. Bak wiatru. Konkurs inauguracyjny nie zostanie odwołany. Nie powinno być też przesunięć czasowych czy zmian w długości rozbiegu. Walter Hofer może być spokojny.
Właśnie trwają kwalifikacje. Nasza kadra nie wypadła najlepiej podczas treningu, ale to dopiero początek i na pewno doczekamy się wspaniałych skoków biało - czerwonych. W szczególności liczymy na naszego mistrza - Kamila.
- Gaja, chyba oszalałam. Co ja tu robię? - Paulina zaczęła panikować. - Powinnam teraz leżeć w łóżku w różowym dresie, jeść lody czekoladowe i oglądać "Casablancę". A co robię? Stoję z Tobą pod skocznią. Że ja zawsze dam się Tobie namówić na jakieś szaleństwo.
- I nigdy jakoś nie żałujesz. - uśmiechnęła się do Przyjaciółki.
Po konkursie poszły do chłopaków, aby pogratulować im pierwszego występu w sezonie. Kiedy wracały do hotelu zaczepili ich Andreas z Michaelem. Paulina cała zbladła. Jej serce zaczęło walić jak oszalałe.
- Tęskniłem za Tobą. - Michael przycisnął Paulinę do ściany w swoim pokoju. Wplątał swoje dłonie w jej włosy i bardzo namiętnie całował jej usta, szyję, uszy. - Tak bardzo za Tobą tęskniłem.
Paulina nie wiedziała co ma robić. Odwzajemniała pocałunki, coraz bardziej przyciągała go do siebie, ale w jej głowie szalały myśli o Maćku i o tym, co powiedział jej o Michale. Przecież on jest już ojcem, czas o nim zapomnieć.
Michael zaczął ją rozbierać. A ona jego. Znowu, tak jak wtedy, całował każdy milimetr jej ciała. Ale kiedy schodził niżej, ona mocno zacisnęła uda. Nie wiedziała dlaczego to robi. Była pewna, że nie może drugi raz popełnić tego samego błędu. Musiała uporać się z przeszłością.
- Michi, ja muszę sobie wszystko uporządkować. Przepraszam.
Wieczór Gai przebiegł dokładnie tak, jak tego chciała. Dużo rozmawiali, coraz bardziej się przed sobą otwierali. Czasem mieli wrażenie, że znają się od zawsze. Potrzebowała tego. Oboje tego potrzebowali. Po kolacji odprowadził ją do hotelu.
- Twój mąż jest kompletnym idiotą. - powiedział Andreas, delikatnie całując jej usta. - Nie docenia skarbu, jaki posiada.
Odszedł. A słowa te wciąż brzmiały w uszach Gai.
Czy tak zaczyna się miłość? Czy w takich okolicznościach miałaby ona szansę zaistnienia i przetrwania? Tak. Właśnie tak. Bo miłość to coś znacznie więcej niż fizyczna fascynacja drugą osobą. Miłość to drobne gesty, proste słowa, niekończące się rozmowy - o wszystkim, a zarazem o niczym. Miłość to oczy, które na Ciebie patrzą, a nie przed Tobą uciekają. Ale co zrobić kiedy jest na nią za późno? O jedną obietnicę za późno.
środa, 16 marca 2016
"Pełne strachu będą Twoje oczy, kiedy w końcu zrozumiesz jak ta urojona miłość się potoczy."
30.10.2015 r. - Zakopane
I znów wszystko zaczyna mieć sens. Nowy sens. Pustka emocjonalna zostaje stopniowo wypełniona. Znowu ktoś ją rozumie. Ktoś wspiera. Ktoś chce jej pomóc. Znów ma w kimś oparcie. Stopniowo przestaje się czuć samotna. Czy taka była? Teoretycznie nie. Czasem jednak, kiedy zabraknie jednego elementu w naszym życiu, cały tłum otaczających nas przyjaciół przestaje mieć znaczenie. Bo brakuje tego jednego pierwiastka szczęścia. Mężczyzny, któremu oddała siebie. A bez duszy nie można żyć. Człowiek, choćby nie wiadomo jak się bronił i jakby przed samym sobą uciekał, potrzebuje do pełni szczęścia drugiego człowieka. Można temu zaprzeczyć, ale nie można przed tym uciec. To w końcu dopadnie. To jest silniejsze.
Relacja Gai i Łukasza uległa diametralnej zmianie. Po tamtej kłótni wszystko było inne. Ich małżeństwo funkcjonowało na zasadzie tolerancji, wzajemnej akceptacji i wymiany informacji. Łukasz większość czasu spędzał poza domem. A Gaja? Powoli stawało się to dla niej obojętne. Żyła w wirtualnym świecie, który tworzyła z Andreasem. On ją rozumiał. Potrafił wysłuchać. Niewidzialną dłonią dotykał jej duszy. Oboje nie mogli się doczekać listopada i rozpoczęcia sezonu, konkursów. Wtedy wreszcie będą mogli się spotkać.
Wiesz, ludzie mówią, że anioły nie istnieją. Ale ja w to nie wierzę. Muszą istnieć. Bo jak inaczej zdefiniować sens pojawienia się Ciebie w moim życiu? Uratowałeś mnie. Przed samą sobą mnie uratowałeś. Wyciągnąłeś mnie z gruzów mojego świata i pomagasz mi go odbudować. Dziękuję Ci za to.
Bez chwili zastanowienia kliknęła 'Wyślij".
Gaja! Co Ty robisz?! Ty masz męża! To on powinien, razem z Tobą, budowa Twój świat. Wasz świat. No właśnie. Powinien. - odwieczna kłótnia serca z rozumem trwa.
31.10.2015 r. - Wisła
- Kochanie, musimy porozmawiać. - Maciek usiadł obok piszącej kolejny artykuł o siatkarzach, Pauliny.
- Coś się stało? - odłożyła komputer. Domyślała się, co jej chłopak chce powiedzieć. Przeczuwała to od dnia, kiedy postanowili dać sobie drugą szansę.
- Posłuchaj...- nie potrafił zebrać myśli i ubrać ich w odpowiednie słowa. - ... my chyba musimy odpuścić. To wszystko nie ma sensu. Ja wiem, że jestem dla Ciebie zapomnieniem, chwilową terapią. Ty mnie nie kochasz. Ty cały czas kochasz Michała. Dlatego nie potrafisz w pełni zaangażować się w nasz związek. - mówiąc to był bardzo spokojny i opanowany. - Ja nie mam do Ciebie o to żalu. Nie mam o nic żalu do Ciebie. Ale zrozum, że Michał odszedł z nią. Od 4 miesięcy jest jej mężem. Na dniach ma przyjść na świat ich córeczka. On chyba nie potrafił Ciebie kochać. Albo uciekł przed tą miłością i wtedy na jego drodze pojawiła się Emilka. Na pewno nie planował ślubu i dziecka, ale tak wyszło. A Ty musisz to zaakceptować. Nie płacz Paulinko. - przytulił ją. - Musisz wreszcie o nim zapomnieć i wyjść ze sfery marzeń. Wspomnienie Michała nie może zniszczyć Tobie życia. A ja... nie mogę być Twoim chłopakiem, ale chcę być Twoim przyjacielem. I na zawsze nim będę.
Paulina zaakceptowała to. Wiedziała, że ma rację. Wiedziała, że musi wreszcie uwolnić się od ciążącego balastu, jakim był Michał. On już nie jest jej. A może nigdy nie był? A kim był Michael? Kolejnym zapomnieniem? Chwilowym napadem szczęścia? No tak - Michał = Michael. Po prostu znalazła imienną rekompensatę. Oboje są blondynami o czarującym spojrzeniu. Chciała sobie wynagrodzić stratę jednego, przygodą z drugim. I stąd ta euforia, endorfiny, szybsze bicie serca.
Nie potrafi jednak zaakceptować tego, że jej Michał wybrał Emilkę. Uraziła go brakiem akceptacji i pewnie dlatego teraz nie potrafią ze sobą nawet normalnie porozmawiać. Przecież to ona chciała urodzić mu dziecko. W czym jest gorsza od niej? Czego jej brakuje?
On. Mój największy bład, a zarazem największe zbawienie. Kac moralny, po kilku pięknych latach, które tak naprawdę nigdy nie należały do nas.
I znów wszystko zaczyna mieć sens. Nowy sens. Pustka emocjonalna zostaje stopniowo wypełniona. Znowu ktoś ją rozumie. Ktoś wspiera. Ktoś chce jej pomóc. Znów ma w kimś oparcie. Stopniowo przestaje się czuć samotna. Czy taka była? Teoretycznie nie. Czasem jednak, kiedy zabraknie jednego elementu w naszym życiu, cały tłum otaczających nas przyjaciół przestaje mieć znaczenie. Bo brakuje tego jednego pierwiastka szczęścia. Mężczyzny, któremu oddała siebie. A bez duszy nie można żyć. Człowiek, choćby nie wiadomo jak się bronił i jakby przed samym sobą uciekał, potrzebuje do pełni szczęścia drugiego człowieka. Można temu zaprzeczyć, ale nie można przed tym uciec. To w końcu dopadnie. To jest silniejsze.
Relacja Gai i Łukasza uległa diametralnej zmianie. Po tamtej kłótni wszystko było inne. Ich małżeństwo funkcjonowało na zasadzie tolerancji, wzajemnej akceptacji i wymiany informacji. Łukasz większość czasu spędzał poza domem. A Gaja? Powoli stawało się to dla niej obojętne. Żyła w wirtualnym świecie, który tworzyła z Andreasem. On ją rozumiał. Potrafił wysłuchać. Niewidzialną dłonią dotykał jej duszy. Oboje nie mogli się doczekać listopada i rozpoczęcia sezonu, konkursów. Wtedy wreszcie będą mogli się spotkać.
Wiesz, ludzie mówią, że anioły nie istnieją. Ale ja w to nie wierzę. Muszą istnieć. Bo jak inaczej zdefiniować sens pojawienia się Ciebie w moim życiu? Uratowałeś mnie. Przed samą sobą mnie uratowałeś. Wyciągnąłeś mnie z gruzów mojego świata i pomagasz mi go odbudować. Dziękuję Ci za to.
Bez chwili zastanowienia kliknęła 'Wyślij".
Gaja! Co Ty robisz?! Ty masz męża! To on powinien, razem z Tobą, budowa Twój świat. Wasz świat. No właśnie. Powinien. - odwieczna kłótnia serca z rozumem trwa.
31.10.2015 r. - Wisła
- Kochanie, musimy porozmawiać. - Maciek usiadł obok piszącej kolejny artykuł o siatkarzach, Pauliny.
- Coś się stało? - odłożyła komputer. Domyślała się, co jej chłopak chce powiedzieć. Przeczuwała to od dnia, kiedy postanowili dać sobie drugą szansę.
- Posłuchaj...- nie potrafił zebrać myśli i ubrać ich w odpowiednie słowa. - ... my chyba musimy odpuścić. To wszystko nie ma sensu. Ja wiem, że jestem dla Ciebie zapomnieniem, chwilową terapią. Ty mnie nie kochasz. Ty cały czas kochasz Michała. Dlatego nie potrafisz w pełni zaangażować się w nasz związek. - mówiąc to był bardzo spokojny i opanowany. - Ja nie mam do Ciebie o to żalu. Nie mam o nic żalu do Ciebie. Ale zrozum, że Michał odszedł z nią. Od 4 miesięcy jest jej mężem. Na dniach ma przyjść na świat ich córeczka. On chyba nie potrafił Ciebie kochać. Albo uciekł przed tą miłością i wtedy na jego drodze pojawiła się Emilka. Na pewno nie planował ślubu i dziecka, ale tak wyszło. A Ty musisz to zaakceptować. Nie płacz Paulinko. - przytulił ją. - Musisz wreszcie o nim zapomnieć i wyjść ze sfery marzeń. Wspomnienie Michała nie może zniszczyć Tobie życia. A ja... nie mogę być Twoim chłopakiem, ale chcę być Twoim przyjacielem. I na zawsze nim będę.
Paulina zaakceptowała to. Wiedziała, że ma rację. Wiedziała, że musi wreszcie uwolnić się od ciążącego balastu, jakim był Michał. On już nie jest jej. A może nigdy nie był? A kim był Michael? Kolejnym zapomnieniem? Chwilowym napadem szczęścia? No tak - Michał = Michael. Po prostu znalazła imienną rekompensatę. Oboje są blondynami o czarującym spojrzeniu. Chciała sobie wynagrodzić stratę jednego, przygodą z drugim. I stąd ta euforia, endorfiny, szybsze bicie serca.
Nie potrafi jednak zaakceptować tego, że jej Michał wybrał Emilkę. Uraziła go brakiem akceptacji i pewnie dlatego teraz nie potrafią ze sobą nawet normalnie porozmawiać. Przecież to ona chciała urodzić mu dziecko. W czym jest gorsza od niej? Czego jej brakuje?
On. Mój największy bład, a zarazem największe zbawienie. Kac moralny, po kilku pięknych latach, które tak naprawdę nigdy nie należały do nas.
poniedziałek, 14 marca 2016
"Było warto oszaleć dla tych uszytych z pozłacanej waty sekund."
2.07.2011 r. - Zakopane
- Kochanie, prześlicznie wyglądasz. Jesteś najpiękniejszą panną młodą na świecie. - Łukasz Kruczek przytulił córkę. - Szkoda, że Twoja mama nie może teraz być razem z Tobą. Byłaby taka dumna.
- Ale ja wierzę, że ona tutaj jest. Że jest tutaj dziś ze mną. I że to ona postawiła na mojej drodze tak wspaniałego człowieka, jakim jest Łukasz.
GAJA
Nigdy nie zapomnę dnia, w którym poznałam Łukasza. Miałam wtedy 18 lat. Łukasz jest kuzynem jednej z moich licealnych koleżanek. Poznałam go na imprezie z okazji jej 18-tych urodzin. Dużo rozmawialiśmy, tańczyliśmy. Czułam się przy nim bardzo swobodnie, mimo tego, że nie ufałam mężczyznom. Po tym, jak Artur zaczął się do mnie dobierać w szatni, po treningu, po prostu nie potrafiłam im ufać. Musieli na to pracować, nie dostawali go na wstępie. Bałam się ich spojrzeń, dotyku... Łukasza też się bałam. Ale przy nim, po raz pierwszy od tamtego momentu, poczułam potrzebę pokonania lęku.
Następnego dnia, po imprezie, pojawił się u mnie w domu. Przyniósł moją torebkę, bo zostawiłam ją u koleżanki. Został na kawie. A później w życiu.
- Nie wierzę Maleńka, że jesteś już mężatką. - Paulina prawie płakała ze wzruszenia. - Tak bardzo cieszę się Twoim szczęściem. Łukasz świata poza Tobą nie widzi. Też bym chciała kiedyś spotkać taką miłość.
- Pinko, przecież spotkałaś Michała. I mam nadzieję, że następny ślub będzie Wasz.
- Gaja, dobrze wiesz, że tak nie będzie. Michał jest dla mnie jak starszy brat. Tylko ja go kocham... On nawet nie wie, ile dla mnie znaczy. Owszem, dba o mnie, troszczy się... Ale to nie jest miłość. Mówię Ci, to się kiedyś źle skończy.
I wtedy podszedł Łukasz, zabierając Gaję.
- Wybacz Paulino, ale teraz ja porywam moją żonę. Muszę się nią trochę nacieszyć. Jesteśmy małżeństwem od godzin, a póki co spędza czas z każdym, tylko nie ze mną.
Był piękny, słoneczny dzień, kiedy stała się jego żoną, a on jej mężem. Byli tak szczęśliwi, że wydawać by się mogło, że nic, ani nikt nie jest w stanie im tego szczęścia odebrać. Mieli tak wiele planów. Tyle wspólnych marzeń. Ich miłość była tak wielka, że mogłaby góry przenosić.
Fenyloetyloamina. Dopamina. Arytmia. Arytmia uczuć?
1.10.2015 r. - Zakopane
Jadąc do pracy zastanawiała się co ma napisać Andreasowi. Prawdę?
Stojąc na światłach zobaczyła przechodzącą przez ulicę młodą kobietę z małym dzieckiem na rękach. Coś w niej pękło.
Weszła do Redakcji. Usiadła przed komputerem. Zalogowała się na swoją pocztę. Napisała.
Andreasie...
Historia Twojego małżeństwa wstrząsnęła mną. Jak ktoś tak bliski, mógł wyrządzić Tobie taką krzywdę?
Długo zastanawiałam się co mam napisać w odpowiedzi na Twoje pytanie. I jedyne, co przychodzi mi do głowy to cytat, pochodzący z mojej ulubionej książki: "Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości...". Moje małżeństwo jest już chyba fikcją i istnieje tylko formalnie, na papierze. Od ponad roku nie poznaję mojego męża. Z każdym dniem oddalamy się od siebie. Nie wiem co się z nami stało. Nie wiem dlaczego. Nie wiem, w którym miejscu popełniłam błąd.
1.10.2015 r. - JRG PSP Zakopane
Parker Rib
(19:35)
Czy Ty próbujesz mnie szantażować?
Na Talia
(21:49)
Nie. To nie jest szantaż. Chcę Tobie uzmysłowić, że nie jestem zabawką, którą po kilku przyjemnych razach można wyrzucić. A poza tym... chyba jestem z Tobą w ciąży.
- Kochanie, prześlicznie wyglądasz. Jesteś najpiękniejszą panną młodą na świecie. - Łukasz Kruczek przytulił córkę. - Szkoda, że Twoja mama nie może teraz być razem z Tobą. Byłaby taka dumna.
- Ale ja wierzę, że ona tutaj jest. Że jest tutaj dziś ze mną. I że to ona postawiła na mojej drodze tak wspaniałego człowieka, jakim jest Łukasz.
GAJA
Nigdy nie zapomnę dnia, w którym poznałam Łukasza. Miałam wtedy 18 lat. Łukasz jest kuzynem jednej z moich licealnych koleżanek. Poznałam go na imprezie z okazji jej 18-tych urodzin. Dużo rozmawialiśmy, tańczyliśmy. Czułam się przy nim bardzo swobodnie, mimo tego, że nie ufałam mężczyznom. Po tym, jak Artur zaczął się do mnie dobierać w szatni, po treningu, po prostu nie potrafiłam im ufać. Musieli na to pracować, nie dostawali go na wstępie. Bałam się ich spojrzeń, dotyku... Łukasza też się bałam. Ale przy nim, po raz pierwszy od tamtego momentu, poczułam potrzebę pokonania lęku.
Następnego dnia, po imprezie, pojawił się u mnie w domu. Przyniósł moją torebkę, bo zostawiłam ją u koleżanki. Został na kawie. A później w życiu.
- Nie wierzę Maleńka, że jesteś już mężatką. - Paulina prawie płakała ze wzruszenia. - Tak bardzo cieszę się Twoim szczęściem. Łukasz świata poza Tobą nie widzi. Też bym chciała kiedyś spotkać taką miłość.
- Pinko, przecież spotkałaś Michała. I mam nadzieję, że następny ślub będzie Wasz.
- Gaja, dobrze wiesz, że tak nie będzie. Michał jest dla mnie jak starszy brat. Tylko ja go kocham... On nawet nie wie, ile dla mnie znaczy. Owszem, dba o mnie, troszczy się... Ale to nie jest miłość. Mówię Ci, to się kiedyś źle skończy.
I wtedy podszedł Łukasz, zabierając Gaję.
- Wybacz Paulino, ale teraz ja porywam moją żonę. Muszę się nią trochę nacieszyć. Jesteśmy małżeństwem od godzin, a póki co spędza czas z każdym, tylko nie ze mną.
Był piękny, słoneczny dzień, kiedy stała się jego żoną, a on jej mężem. Byli tak szczęśliwi, że wydawać by się mogło, że nic, ani nikt nie jest w stanie im tego szczęścia odebrać. Mieli tak wiele planów. Tyle wspólnych marzeń. Ich miłość była tak wielka, że mogłaby góry przenosić.
Fenyloetyloamina. Dopamina. Arytmia. Arytmia uczuć?
1.10.2015 r. - Zakopane
Jadąc do pracy zastanawiała się co ma napisać Andreasowi. Prawdę?
Stojąc na światłach zobaczyła przechodzącą przez ulicę młodą kobietę z małym dzieckiem na rękach. Coś w niej pękło.
Weszła do Redakcji. Usiadła przed komputerem. Zalogowała się na swoją pocztę. Napisała.
Andreasie...
Historia Twojego małżeństwa wstrząsnęła mną. Jak ktoś tak bliski, mógł wyrządzić Tobie taką krzywdę?
Długo zastanawiałam się co mam napisać w odpowiedzi na Twoje pytanie. I jedyne, co przychodzi mi do głowy to cytat, pochodzący z mojej ulubionej książki: "Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości...". Moje małżeństwo jest już chyba fikcją i istnieje tylko formalnie, na papierze. Od ponad roku nie poznaję mojego męża. Z każdym dniem oddalamy się od siebie. Nie wiem co się z nami stało. Nie wiem dlaczego. Nie wiem, w którym miejscu popełniłam błąd.
1.10.2015 r. - JRG PSP Zakopane
Parker Rib
(19:35)
Czy Ty próbujesz mnie szantażować?
Na Talia
(21:49)
Nie. To nie jest szantaż. Chcę Tobie uzmysłowić, że nie jestem zabawką, którą po kilku przyjemnych razach można wyrzucić. A poza tym... chyba jestem z Tobą w ciąży.
Subskrybuj:
Posty (Atom)