12.06.2016 r. - Wisła
Kiedy weszła do sali szpitalnej zobaczyła Paulinę, trzymającą jedną ze swoich córeczek i Michaela, trzymającego drugą. Bardzo wzruszył ją ten widok i jednocześnie trochę zasmucił. Wiedziała, że ona po swoim porodzie będzie sama, a jej dziecko w pierwszych momentach swojego życia nie zazna ojcowskiej czułości. Być może nigdy nie pozna swojego biologicznego ojca. Cóż, to była jej świadoma decyzja i nikogo nie może obwiniać za obecny stan rzeczy.
- Cześć Kochani. - podeszła po cichu do młodych rodziców i uściskała ich. - Gratuluję Wam ślicznych córeczek.
- Gaju, poznaj Misię. - powiedział Michael wskazując na maleństwo śpiące na jego ręce. - I Gabrysia. - Paulina uśmiechnęła się znacząco, podając jej maleństwo.
- Są śliczne. I takie podobne do Ciebie. - zauważyła Gaja, zwracając się do Pauliny.
- Oby nie były takie szalone jak ich mamusia. - dodał ze śmiechem Michael.
- Ani takie uparte jak tatuś. - odpowiedziała na zaczepkę Paulina.
Dumni rodzice cały czas wpatrywali się w swoje malutkie pociechy. Nagle to pokoju wszedł kolejny gość.
- O, jednak dotarłeś wcześniej? - powiedział Michael do zbliżającego się do nich młodego, przystojnego chłopaka, którego Gaja znała tylko z wpisów na stronach Internetowych. - Poznaj Gaję, przyjaciółkę Pauliny. Gaju, to jest mój starszy, brzydszy brat Stefan. - cała czwórka zaczęła się śmiać. Nawet na twarzyczce malutkiej Michalinki pojawił się malutki uśmiech.
Siedzieli, rozmawiali. Uwaga wszystkich skupiona była na kruszynkach, które tej nocy przyszły na świat. Chociaż nie wszyscy skupiali się tylko na dziewczynkach. Stefan często swoje spojrzenia kierował w kierunku Gai. Znał ją z opowiadań młodszego brata. Bardzo chciał ją poznać, dlatego wcześniej niż planował pojawił się w szpitalu.
- Na mnie już czas. - powiedziała Gaja żegnając się z dumnym rodzicami i maluszkami.
- Gaju! Mamy do Ciebie ogromną prośbę. - zaczęła Paulina.
- Przed porodem kompletnie o tym zapomnieliśmy. - jej wypowiedź uzupełnił Michael.
- Czy zostałabyś matką chrzestną Misi? - skończyła Paulina.
- Ależ oczywiście kochani. Z wielką przyjemnością będę chrzestną Waszej córeczki. - podsumowała Gaja, jeszcze raz żegnając się z przyjaciółmi.
- A może Cię odwiozę? - odezwał się siedzący i nic nie mówiący przez dłuższy czas Stefan. - Chyba nie chcesz powiedzieć, że w takim stanie prowadzisz samochód?
- Nie. - uśmiechnęła się Gaja. - Przywiózł mnie tata. Musiał jednak załatwić kilka spraw i.. Za pół godzinki mam autobus. Nie rób sobie problemów.
- Żaden problem. Z chęcią odwiedzę Zakopane.
Wyszli ze szpitala. Stefan zaprowadził ją do swojego samochodu. Jechali głównie w milczeniu. Nie wiedzieli co mówić. Oboje byli bardzo przejęci tą sytuacją. Zamienili ze sobą kilka zdań. Rozmawiali głównie o skokach narciarskich i o pracy. Gdy podjechali pod jej dom, Gaja bardzo się wystraszyła. Zauważyła samochód Łukasza i stojącego obok niego jej byłego męża. Wyszła z samochodu, a on od razu do niej podszedł. Złapał ją za ręce .
- Musisz do mnie wrócić, musisz. Nie możesz mnie tak zostawić. - był kompletnie pijany. Nie chciał jej puścić, mimo jej próśb.
- Ona chyba coś powiedziała. - Podszedł do nich Stefan. - Puść ją!
- A to kto? Twój nowy kochanek? - Łukasz nawet za niego nie spojrzał i zignorował jego słowa.
- Puść ją, albo w tej chwili dzwonię po policję. - krzyknął stanowczo Stefan, odciągając Łukasza od Gai tak, że aż się przewrócił. Wstał i odszedł bez słowa. Wsiadł do samochodu i odjechał.
- Nic Ci nie jest?
- Nie, wszystko jest dobrze, dziękuję.
- Nie powinnaś być teraz sama. - zaniepokoił się Stefan.
- Nie będę. Niedługo wróci tata. A poza tym jestem już dużą dziewczynką. - Gaja zmierzała w kierunku domu. - Ale dziękuję Ci za wszystko.
- Może się kiedyś spotkamy? - zagadnął Stefan.
- Może... - odpowiedziała tajemniczo Gaja.
Weszła do domu i od razu pobiegła do swojego pokoju. Była cała roztrzęsiona. Nie rozumiała zachowania Łukasza. Wręcz była nim poirytowana. Wchodząc do pokoju zauważyła kolejny wielki bukiet czerwonych róż i kartkę od taty: "KOLEJNY PREZENT OD ANONIMOWEGO NADAWCY"
Kto nim może być? Przecież chyba nie jest to od Łukasza? Andreas?!
piątek, 29 kwietnia 2016
"Gdy ktoś mówi ci, że nie kocha, pozwól mu odejść. Gdy czujesz to ty, odejdź sama. Nie szukaj racjonalnych argumentów, bo może ich nie być. Nie szukaj winy. Nie próbuj zrozumieć, kto jak i dlaczego. Zrozumienie przyjdzie potem. Albo też nie przyjdzie nigdy. Szanuj swoje uczucia i innych. Albo szanuj ich brak. I jednego bądź pewna – brak miłości w miłości, to najgorszy z możliwych kompromisów. Nigdy nie stawiaj na równi pozytywki z Jingle Bells z rytmem swojego serca. To zupełnie inne melodie. Jeszcze będziesz kochać."
wtorek, 26 kwietnia 2016
"Zmiany przyjdą na pewno, lecz nie wtedy, kiedy się na nie czeka. "
20.05.2016 r. - Zakopane
- Oczywiście Pani Gaju, rozumiem Pani prośbę i chęć skorzystania z urlopu. - Dyrektor Redakcji szczerze uśmiechnął się do niej. - Szczerze mówiąc myśleliśmy, że zdecyduje się Pani na to kilka miesięcy temu.
- Nie było takiej potrzeby, dobrze się czułam. Ale teraz jednak chciałabym odpocząć.
- Jest to dla mnie zrozumiałe. Cóż, będziemy czekać na Pani powrót. Oczywiście ma to nastąpić w momencie, w którym będzie Pani na to gotowa. - Dyrektor podał jej rękę na pożegnanie. - Życzę szczęśliwego rozwiązania i zdrówka dla Was.
Po wyjściu z gabinetu Dyrektora czekała na nią mała niespodzianka. Jej redakcyjni przyjaciele przygotowali dla niej mini przyjęcie przed kilkumiesięcznym rozstaniem, a także prezent dla jej synka. Godzinę później opuściła budynek. Idąc w kierunku samochodu włączyła telefon. Miała kilka nieodebranych połączeń od nieznanego jej numeru i jedno od Pauliny. Postanowiła oddzwonić później.Wsiadła do samochodu, włączyła radio i jechała ulicami Zakopanego w kierunku domu. Obcy numer znowu dzwonił. "Jeżeli to coś ważnego, to zadzwoni później." - pomyślała i jechała dalej.
- No cześć Paulinko! - powiedziała Gaja siedząc już wygodnie w dresie na swoim łóżku. - Dzwoniłaś do mnie, ale byłam w Redakcji, tak jak Ci mówiłam. I jak tam Twoja wizyta u nowego ginekologa?
- Kochana, jestem w szoku! Mój dotychczasowy lekarz się pomylił. I jest ślepy! Nie wiem jak takich ludzi dopuszczają do pracy! Okulary powinien sobie kupić! - oburzona Paulina krzyczała jak nigdy wcześniej.
- Ale co się właściwie stało? O co chodzi? - zaniepokoiła się o Przyjaciółkę i jej dziecko.
- Miała być Michalinka, wszyscy o tym wiemy. A będzie... - zawiesiła głos i po chwili wybuchnęła śmiechem. - A będzie Michalinka i Gabrysia. Rozumiesz?! Mój dotychczasowy lekarz nie zauważył, że jest to ciąża bliźniacza. I jeszcze wmawiał mi, że za bardzo tyję.
- Ale to wspaniała wiadomość! - ucieszyła się Gaja. - Dwójka dzieci to podwójne szczęście, a Ty kiedyś marzyłaś o bliźniaczkach.
- Ale tu chodzi o głupotę i brak wiedzy lekarza. Oczywiście, że cieszę się z Gabrysi. Ale ja Ci dobrze radzę, idź do innego lekarza. Ty prawie nie tyjesz. Tylko brzuch Ci rośnie. - i obie wybuchnęły śmiechem. Ich rozmowa trwała ponad godzinę. Kiedy zakończyły, Gaja usłyszała pukanie do drzwi.
- Kochanie, jak byłaś w Redakcji to ktoś przysłał dla Ciebie to. - i wręczył jej ogromny kosz z czerwonymi różami.
- Od kogo to, Tato?
- Nie wiem, kurier powiedział, że nadawca prosił o anonimowość. Poszukaj, może jest gdzieś jakiś liścik. Dam Ci chwilkę. Ale za kilka minut przyjdź na obiad. Zrobiłem coś specjalnego dla Ciebie. I opowiesz mi o wizycie w Redakcji.
Po wyjściu taty przejrzała dokładnie cały kosz. Nigdzie nie było żadnej karteczki. Zastanawiała się od kogo one są. W pierwszej chwili pomyślała o Andreasie. Poczuła, że jej serce zaczyna mocniej bić. Odrzuciła te myśli. Z jednej strony bardzo tego chciała, a z drugiej wiedziała, że lepiej będzie kiedy o nim zapomni. Ale czy można zapomnieć o kimś, kogo się kocha? On był obecny w każdej jej myśli. Mimo tego, że nauczyła się żyć bez niego i bez kontaktu z nim. Życzyła mu wszystkiego co najlepsze, chciała jego szczęścia, ale poza tym bardzo za nim tęskniła.
Położyła kwiaty na stoliku. W tym momencie zadzwonił jej telefon. Znowu ten nieznajomy numer.
- Cześć! Z tej strony Natalia... - zapadła cisza.
- No cześć. - powiedziała Gaja, nie wiedząc czego ma się spodziewać po tej rozmowie.
- Chciałam Ci tylko powiedzieć, że wczoraj rano urodziłam córkę. - zawiesiła głos. - Nazywa się Wiktoria. Jest duża, zdrowa i silna. I... bardzo podobna do Łukasza. - te słowa uderzyły w nią najbardziej.
- Bardzo się cieszę. I gratuluję. - powiedziała, starając się ukryć zaskoczenie i lekkie poddenerwowanie. - Powinnaś jednak w tej sprawie skontaktować się z Łukaszem, bo my... - zastanawiała się czy powinna to powiedzieć dziewczynie, która w znacznym stopniu wpłynęła na jej decyzję o rozwodzie. - My nie jesteśmy już małżeństwem.
- Tak, wiem. Przykro mi.
Gaja już chciała zakończyć rozmowę, kiedy Natalia powiedziała:
- Nie muszę dzwonić do Łukasza. On jest tutaj przy nas. Od miesiąca jesteśmy razem, a teraz stworzymy rodzinę z naszą córeczką.- Gaję aż wmurowało w fotel. - Przykro mi, że Wam nie wyszło, ale dziękuję Ci za tą decyzję, bo dzięki temu ja mogę z nim być. - znowu zapadła niezręczna cisza.
- W takim razie życzę Wam szczęścia. - po tych słowach odłączyła się i rzuciła telefon na łóżko.
Nie potrafiła w to wierzyć. Jeszcze nie tak dawno Łukasz nie dawał jej spokoju, a teraz już znalazł pocieszenie w ramionach Natalii. Zabolało ją to. Nie kochała go tak, jak kiedyś, ale uważała, że po tych kilku latach małżeństwa, tak szybkie jego pocieszenie tylko potwierdzało fakt, że podjęła właściwą decyzję. Łukasz to facet nastawiony na czerpanie korzyści z życia i z relacji z kobietami. Ona nie potrafiła mu tego dać. Ona mu nie wystarczała.
Wzięła kilka głębokich wdechów i poszła do czekającego na nią taty i... obiadu.
- Oczywiście Pani Gaju, rozumiem Pani prośbę i chęć skorzystania z urlopu. - Dyrektor Redakcji szczerze uśmiechnął się do niej. - Szczerze mówiąc myśleliśmy, że zdecyduje się Pani na to kilka miesięcy temu.
- Nie było takiej potrzeby, dobrze się czułam. Ale teraz jednak chciałabym odpocząć.
- Jest to dla mnie zrozumiałe. Cóż, będziemy czekać na Pani powrót. Oczywiście ma to nastąpić w momencie, w którym będzie Pani na to gotowa. - Dyrektor podał jej rękę na pożegnanie. - Życzę szczęśliwego rozwiązania i zdrówka dla Was.
Po wyjściu z gabinetu Dyrektora czekała na nią mała niespodzianka. Jej redakcyjni przyjaciele przygotowali dla niej mini przyjęcie przed kilkumiesięcznym rozstaniem, a także prezent dla jej synka. Godzinę później opuściła budynek. Idąc w kierunku samochodu włączyła telefon. Miała kilka nieodebranych połączeń od nieznanego jej numeru i jedno od Pauliny. Postanowiła oddzwonić później.Wsiadła do samochodu, włączyła radio i jechała ulicami Zakopanego w kierunku domu. Obcy numer znowu dzwonił. "Jeżeli to coś ważnego, to zadzwoni później." - pomyślała i jechała dalej.
- No cześć Paulinko! - powiedziała Gaja siedząc już wygodnie w dresie na swoim łóżku. - Dzwoniłaś do mnie, ale byłam w Redakcji, tak jak Ci mówiłam. I jak tam Twoja wizyta u nowego ginekologa?
- Kochana, jestem w szoku! Mój dotychczasowy lekarz się pomylił. I jest ślepy! Nie wiem jak takich ludzi dopuszczają do pracy! Okulary powinien sobie kupić! - oburzona Paulina krzyczała jak nigdy wcześniej.
- Ale co się właściwie stało? O co chodzi? - zaniepokoiła się o Przyjaciółkę i jej dziecko.
- Miała być Michalinka, wszyscy o tym wiemy. A będzie... - zawiesiła głos i po chwili wybuchnęła śmiechem. - A będzie Michalinka i Gabrysia. Rozumiesz?! Mój dotychczasowy lekarz nie zauważył, że jest to ciąża bliźniacza. I jeszcze wmawiał mi, że za bardzo tyję.
- Ale to wspaniała wiadomość! - ucieszyła się Gaja. - Dwójka dzieci to podwójne szczęście, a Ty kiedyś marzyłaś o bliźniaczkach.
- Ale tu chodzi o głupotę i brak wiedzy lekarza. Oczywiście, że cieszę się z Gabrysi. Ale ja Ci dobrze radzę, idź do innego lekarza. Ty prawie nie tyjesz. Tylko brzuch Ci rośnie. - i obie wybuchnęły śmiechem. Ich rozmowa trwała ponad godzinę. Kiedy zakończyły, Gaja usłyszała pukanie do drzwi.
- Kochanie, jak byłaś w Redakcji to ktoś przysłał dla Ciebie to. - i wręczył jej ogromny kosz z czerwonymi różami.
- Od kogo to, Tato?
- Nie wiem, kurier powiedział, że nadawca prosił o anonimowość. Poszukaj, może jest gdzieś jakiś liścik. Dam Ci chwilkę. Ale za kilka minut przyjdź na obiad. Zrobiłem coś specjalnego dla Ciebie. I opowiesz mi o wizycie w Redakcji.
Po wyjściu taty przejrzała dokładnie cały kosz. Nigdzie nie było żadnej karteczki. Zastanawiała się od kogo one są. W pierwszej chwili pomyślała o Andreasie. Poczuła, że jej serce zaczyna mocniej bić. Odrzuciła te myśli. Z jednej strony bardzo tego chciała, a z drugiej wiedziała, że lepiej będzie kiedy o nim zapomni. Ale czy można zapomnieć o kimś, kogo się kocha? On był obecny w każdej jej myśli. Mimo tego, że nauczyła się żyć bez niego i bez kontaktu z nim. Życzyła mu wszystkiego co najlepsze, chciała jego szczęścia, ale poza tym bardzo za nim tęskniła.
Położyła kwiaty na stoliku. W tym momencie zadzwonił jej telefon. Znowu ten nieznajomy numer.
- Cześć! Z tej strony Natalia... - zapadła cisza.
- No cześć. - powiedziała Gaja, nie wiedząc czego ma się spodziewać po tej rozmowie.
- Chciałam Ci tylko powiedzieć, że wczoraj rano urodziłam córkę. - zawiesiła głos. - Nazywa się Wiktoria. Jest duża, zdrowa i silna. I... bardzo podobna do Łukasza. - te słowa uderzyły w nią najbardziej.
- Bardzo się cieszę. I gratuluję. - powiedziała, starając się ukryć zaskoczenie i lekkie poddenerwowanie. - Powinnaś jednak w tej sprawie skontaktować się z Łukaszem, bo my... - zastanawiała się czy powinna to powiedzieć dziewczynie, która w znacznym stopniu wpłynęła na jej decyzję o rozwodzie. - My nie jesteśmy już małżeństwem.
- Tak, wiem. Przykro mi.
Gaja już chciała zakończyć rozmowę, kiedy Natalia powiedziała:
- Nie muszę dzwonić do Łukasza. On jest tutaj przy nas. Od miesiąca jesteśmy razem, a teraz stworzymy rodzinę z naszą córeczką.- Gaję aż wmurowało w fotel. - Przykro mi, że Wam nie wyszło, ale dziękuję Ci za tą decyzję, bo dzięki temu ja mogę z nim być. - znowu zapadła niezręczna cisza.
- W takim razie życzę Wam szczęścia. - po tych słowach odłączyła się i rzuciła telefon na łóżko.
Nie potrafiła w to wierzyć. Jeszcze nie tak dawno Łukasz nie dawał jej spokoju, a teraz już znalazł pocieszenie w ramionach Natalii. Zabolało ją to. Nie kochała go tak, jak kiedyś, ale uważała, że po tych kilku latach małżeństwa, tak szybkie jego pocieszenie tylko potwierdzało fakt, że podjęła właściwą decyzję. Łukasz to facet nastawiony na czerpanie korzyści z życia i z relacji z kobietami. Ona nie potrafiła mu tego dać. Ona mu nie wystarczała.
Wzięła kilka głębokich wdechów i poszła do czekającego na nią taty i... obiadu.
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
"Odciął skrzydła, uśpił motyle i potłukł duszę."
8.04.2016 r. - Wisła
- Tak, właśnie tak wyobrażałam sobie swój Wieczór Panieński. - Paulina głośno się roześmiała. - Z sokiem z pomarańczy, w moim pokoju z Tobą, słuchają piosenek z lat naszej młodości.
- Mówisz jakbyśmy nie wiadomo jak stare były. A my przecież jesteśmy w kwiecie wieku.
- Ale to już zupełnie inne życie. A pamiętasz swój Panieński?
- To zależy co masz na myśli. - powiedziała Gaja patrząc podejrzliwie na Przyjaciółkę. - Jeżeli pytasz o tą niespodziankę w postaci striptizera wyskakującego z pudła, które miało przypominać tort, to tak, pamiętam. Byłam wtedy na Was taka wściekła. A Łukasz jeszcze bardziej.
Przypomniała sobie własne szczęście z tamtych dni. Wieczór Panieński, później ślub, podróż poślubna. Było im jak w bajce, a każda bajka ma swój koniec. Jedna szczęśliwy, druga nie. A dziś nie jest już jego żoną. Złamali dane sobie słowo. Ich małżeństwo trwało 4,5 roku. Ich planowane "zawsze" już nie istniało.
- Oj przesadzasz Gaja. Było wesoło. A ten brunet z zarostem był całkiem niezły. - Paulina rozmarzyła się.
- Nie wiem, ja oceniłam go tylko wizualnie. To Ty spędziłaś z nim noc i to Ty możesz powiedzieć najwięcej. Jak on w ogóle miał na imię?
- Krystian! Gaja, już nie pamiętasz? - oburzyła się Paulina.
- Ty za to pamiętasz doskonale.
Wspomnieniom nie było końca. Rozmawiały i śmiały się do godziny 1 w nocy. Po czym jednogłośne stwierdziły, że czas pójść spać, bo jutro wielki dzień. Panna Młoda i Świadkowa muszą przecież dobrze wyglądać.
- Gaju, powiedz mi jeszcze co z Andreasem. - zapytała niepewnie Paulina, odprowadzając Gaję do pokoju gościnnego.
- Chyba już lepiej. Często dzwoni, interesuje się moim, a właściwie naszym samopoczuciem. Mojego maluszka traktuje jak swoje dziecko. Nie ma pewności czy tak naprawdę jest. Naszą sytuację chyba zaakceptował. Zajęło mu to kilkanaście dni, ale już jest lepiej. Wiesz... nie jest łatwo zaakceptować zakazaną miłość.
Po tych słowach rozeszły się do swoich pokoi.
9.04.2016 r. - Wisła
- Gaja, możesz mi pomóc z tą podwiązką? - kompletnie nie radząca sobie z nią Paulina zawołała Przyjaciółkę.
- Chodź tu. Czerwona?! A to na ślub nie powinna być błękitna? - zdziwiła się Gaja.
- Powinna.Ale kto tam to zauważy? Ksiądz nie będzie mi zaglądał pod sukienkę. Reszta gości też nie. Wiesz o tym tylko Ty. I dowie się Michał. Ale dla niego to chyba nie będzie przeszkodą ani problemem. - obie roześmiały się. - A pamiętasz naszą studniówkę i Twoją przygodę z podwiązką?
- Pamiętam. I nie musisz mi tego przypominać. O małe co nie spaliłam się wtedy ze wstydu. - zarumieniła się Gaja, która ewidentnie nie chciała tego wspominać.
- Miałaś tak chude nogi. Nic dziwnego, że się Tobie zsunęła. Tańczyłaś wtedy z Piotrkiem? Pamiętasz? Tym przystojniakiem z profilu matematycznego. Był mistrzem parkietu...
Ich rozmowę przerwał tata Pauliny, wchodząc nagle do pokoju.
- Paulinko, już czas wychodzić. - wziął córkę pod ramię. - Prześlicznie wyglądasz. A Ty Gaju pojedziesz z nami. Musisz ją wspierać.
Wszystko było dokładnie tak, jak sobie wymarzyła. Miała długą, koronkową sukienkę, długi welon i delikatnie upięte, zakręcone włosy. Ślub miał się odbyć w malutkim kościółku w Wiśle, w klimacie góralskim. Michał i reszta gości, mieli czekać w kościele. Ona miała być podprowadzona do ołtarza przez tatę. I wszystko było tak, jak sobie wymarzyła. Do ołtarza prowadziły ją także 4-letnie córeczki
jej kuzynki - Ania i Ola. Była bardzo szczęśliwa wchodząc do kościoła. Z daleka ujrzała jego, swojego przyszłego męża oraz płaczące ciotki i babcię. Nigdy nie rozumiała tego płaczu podczas ślubu. Że niby wzruszenie?
W rogu kościoła zauważyła kogoś, kogo obecność bardzo ją zaniepokoiła. Michael?! Dlaczego?! Skąd?! Jak?! Starała się opanować szybkie bicie serca i drżenie rąk. Stanęła obok Michała. Całą mszę nie mogła skupić się na tym, co właśnie się dzieje.
- Ja Michał biorę Ciebie Paulino za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Słowa te wywołały ciarki na jej ciele. Pojawiły się pierwsze wątpliwości, niepewność, strach... Powtórzyła:
- Ja Paulina biorę Ciebie Michale za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Po tych słowach ksiądz wypowiedział słowa, które w Polsce są rzadko wypowiadane na ceremoniach ślubnych.
- Jeżeli ktoś zna powód, dla którego Ci dwoje nie mogą się pobrać, niech przemówi teraz, albo zamilknie na wieki.
W kościele zapanowała cisza. W momencie, w którym ksiądz chciał zabrać głos, wstał Wojtek, jeden z kolegów Michała.
- Ja... ja znam powód.
Wszyscy obecni spojrzeli na niego. Słychać było pojedyncze słowa krytyki i oburzenia zgromadzonych.
- Słuchamy. - powiedział ksiądz, przyglądając się młodemu chłopakowi idącemu w kierunku ołtarza.
- No bo Michał jest inny... - powiedział pokazując księdzu zdjęcia Michała w dwuznacznych sytuacjach z kobietami i... mężczyznami. Michał jest biseksualistą.
Powstało zamieszanie. Goście nie kryli zdziwienia, zaskoczenia i oburzenia. Paulina spojrzała na przyszłego męża z niedowierzaniem.
- Cy to prawda? - ksiądz skierował pytanie do Pana Młodego.
Zapadła niezręczna cisza, trwająca kilka minut. Pytanie zostało ponowione.
- Tak, to prawda. - wydusił z siebie cichym głosem Michał.
- Jest jeszcze drugi powód. - powiedział stojący na środku kościoła Michael. - Kocham Paulinę, która nosi pod sercem moje dziecko. Kocham jej tak, jak nikt nigdy jej nie pokocha. Nigdy nie chciałem jej skrzywdzić i nie pozwolę jej skrzywdzić.
Paulina aż usiadła z wrażenia. Wszyscy obecni nie rozumieli zaistniałej sytuacji.
- Czyli ślubu nie będzie. - powiedział ksiądz, opuszczając Parę Młodą. Michał wybiegł z kościoła.
Michael podszedł do Pauliny, mocno ją przytuli i powiedział:
- Już nie pozwolę Ci uciec. Nigdy.
- Nie zrobię tego, nigdy. Uratowałeś mnie przed popełnieniem życiowego błędu.
Opuścili kościół razem, trzymając się za ręce.
- Tak, właśnie tak wyobrażałam sobie swój Wieczór Panieński. - Paulina głośno się roześmiała. - Z sokiem z pomarańczy, w moim pokoju z Tobą, słuchają piosenek z lat naszej młodości.
- Mówisz jakbyśmy nie wiadomo jak stare były. A my przecież jesteśmy w kwiecie wieku.
- Ale to już zupełnie inne życie. A pamiętasz swój Panieński?
- To zależy co masz na myśli. - powiedziała Gaja patrząc podejrzliwie na Przyjaciółkę. - Jeżeli pytasz o tą niespodziankę w postaci striptizera wyskakującego z pudła, które miało przypominać tort, to tak, pamiętam. Byłam wtedy na Was taka wściekła. A Łukasz jeszcze bardziej.
Przypomniała sobie własne szczęście z tamtych dni. Wieczór Panieński, później ślub, podróż poślubna. Było im jak w bajce, a każda bajka ma swój koniec. Jedna szczęśliwy, druga nie. A dziś nie jest już jego żoną. Złamali dane sobie słowo. Ich małżeństwo trwało 4,5 roku. Ich planowane "zawsze" już nie istniało.
- Oj przesadzasz Gaja. Było wesoło. A ten brunet z zarostem był całkiem niezły. - Paulina rozmarzyła się.
- Nie wiem, ja oceniłam go tylko wizualnie. To Ty spędziłaś z nim noc i to Ty możesz powiedzieć najwięcej. Jak on w ogóle miał na imię?
- Krystian! Gaja, już nie pamiętasz? - oburzyła się Paulina.
- Ty za to pamiętasz doskonale.
Wspomnieniom nie było końca. Rozmawiały i śmiały się do godziny 1 w nocy. Po czym jednogłośne stwierdziły, że czas pójść spać, bo jutro wielki dzień. Panna Młoda i Świadkowa muszą przecież dobrze wyglądać.
- Gaju, powiedz mi jeszcze co z Andreasem. - zapytała niepewnie Paulina, odprowadzając Gaję do pokoju gościnnego.
- Chyba już lepiej. Często dzwoni, interesuje się moim, a właściwie naszym samopoczuciem. Mojego maluszka traktuje jak swoje dziecko. Nie ma pewności czy tak naprawdę jest. Naszą sytuację chyba zaakceptował. Zajęło mu to kilkanaście dni, ale już jest lepiej. Wiesz... nie jest łatwo zaakceptować zakazaną miłość.
Po tych słowach rozeszły się do swoich pokoi.
9.04.2016 r. - Wisła
- Gaja, możesz mi pomóc z tą podwiązką? - kompletnie nie radząca sobie z nią Paulina zawołała Przyjaciółkę.
- Chodź tu. Czerwona?! A to na ślub nie powinna być błękitna? - zdziwiła się Gaja.
- Powinna.Ale kto tam to zauważy? Ksiądz nie będzie mi zaglądał pod sukienkę. Reszta gości też nie. Wiesz o tym tylko Ty. I dowie się Michał. Ale dla niego to chyba nie będzie przeszkodą ani problemem. - obie roześmiały się. - A pamiętasz naszą studniówkę i Twoją przygodę z podwiązką?
- Pamiętam. I nie musisz mi tego przypominać. O małe co nie spaliłam się wtedy ze wstydu. - zarumieniła się Gaja, która ewidentnie nie chciała tego wspominać.
- Miałaś tak chude nogi. Nic dziwnego, że się Tobie zsunęła. Tańczyłaś wtedy z Piotrkiem? Pamiętasz? Tym przystojniakiem z profilu matematycznego. Był mistrzem parkietu...
Ich rozmowę przerwał tata Pauliny, wchodząc nagle do pokoju.
- Paulinko, już czas wychodzić. - wziął córkę pod ramię. - Prześlicznie wyglądasz. A Ty Gaju pojedziesz z nami. Musisz ją wspierać.
Wszystko było dokładnie tak, jak sobie wymarzyła. Miała długą, koronkową sukienkę, długi welon i delikatnie upięte, zakręcone włosy. Ślub miał się odbyć w malutkim kościółku w Wiśle, w klimacie góralskim. Michał i reszta gości, mieli czekać w kościele. Ona miała być podprowadzona do ołtarza przez tatę. I wszystko było tak, jak sobie wymarzyła. Do ołtarza prowadziły ją także 4-letnie córeczki
jej kuzynki - Ania i Ola. Była bardzo szczęśliwa wchodząc do kościoła. Z daleka ujrzała jego, swojego przyszłego męża oraz płaczące ciotki i babcię. Nigdy nie rozumiała tego płaczu podczas ślubu. Że niby wzruszenie?
W rogu kościoła zauważyła kogoś, kogo obecność bardzo ją zaniepokoiła. Michael?! Dlaczego?! Skąd?! Jak?! Starała się opanować szybkie bicie serca i drżenie rąk. Stanęła obok Michała. Całą mszę nie mogła skupić się na tym, co właśnie się dzieje.
- Ja Michał biorę Ciebie Paulino za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Słowa te wywołały ciarki na jej ciele. Pojawiły się pierwsze wątpliwości, niepewność, strach... Powtórzyła:
- Ja Paulina biorę Ciebie Michale za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Po tych słowach ksiądz wypowiedział słowa, które w Polsce są rzadko wypowiadane na ceremoniach ślubnych.
- Jeżeli ktoś zna powód, dla którego Ci dwoje nie mogą się pobrać, niech przemówi teraz, albo zamilknie na wieki.
W kościele zapanowała cisza. W momencie, w którym ksiądz chciał zabrać głos, wstał Wojtek, jeden z kolegów Michała.
- Ja... ja znam powód.
Wszyscy obecni spojrzeli na niego. Słychać było pojedyncze słowa krytyki i oburzenia zgromadzonych.
- Słuchamy. - powiedział ksiądz, przyglądając się młodemu chłopakowi idącemu w kierunku ołtarza.
- No bo Michał jest inny... - powiedział pokazując księdzu zdjęcia Michała w dwuznacznych sytuacjach z kobietami i... mężczyznami. Michał jest biseksualistą.
Powstało zamieszanie. Goście nie kryli zdziwienia, zaskoczenia i oburzenia. Paulina spojrzała na przyszłego męża z niedowierzaniem.
- Cy to prawda? - ksiądz skierował pytanie do Pana Młodego.
Zapadła niezręczna cisza, trwająca kilka minut. Pytanie zostało ponowione.
- Tak, to prawda. - wydusił z siebie cichym głosem Michał.
- Jest jeszcze drugi powód. - powiedział stojący na środku kościoła Michael. - Kocham Paulinę, która nosi pod sercem moje dziecko. Kocham jej tak, jak nikt nigdy jej nie pokocha. Nigdy nie chciałem jej skrzywdzić i nie pozwolę jej skrzywdzić.
Paulina aż usiadła z wrażenia. Wszyscy obecni nie rozumieli zaistniałej sytuacji.
- Czyli ślubu nie będzie. - powiedział ksiądz, opuszczając Parę Młodą. Michał wybiegł z kościoła.
Michael podszedł do Pauliny, mocno ją przytuli i powiedział:
- Już nie pozwolę Ci uciec. Nigdy.
- Nie zrobię tego, nigdy. Uratowałeś mnie przed popełnieniem życiowego błędu.
Opuścili kościół razem, trzymając się za ręce.
piątek, 15 kwietnia 2016
"Co nie zabije to, nie zabije, wcale nie musi wzmacniać. Potrafi sponiewierać i zostać na całe życie."
1.03.2015 r. - Zakopane
Jej pokój wyglądał jakby przeszło przez nie tornado. Stała przed lustrem. Przymierzała kolejną sukienkę. Znowu za mała. Spodni nawet nie przymierza. Chyba może pożegnać się ze swoim starym rozmiarem 36. A to dopiero początek ciąży. Zawsze lubiła podkreślać swoją kobiecą, aczkolwiek bardzo szczupłą figurę. Kochała dopasowane spodnie, wąskie sukienki. Teraz jednak nie za bardzo może je wykorzystać.
- Ta za mała, w tej wyglądam jak wieloryb, ta kompletnie nie pasuje... - Gaja zaczęła rzucać ubraniami. Ciążowa zmienność nastrojów ewidentnie się jej udzielała.
- Gaja, przesadzasz. Wcale mocno nie przytyłaś i w każdej sukience nadal wyglądasz cholernie seksownie. - powiedziała Paulina, jedząc kolejny kawałek sernika. - Spójrz na mnie, później na siebie i wyciągnij odpowiednie wnioski.
- Ha! Ha! Ha! Bardzo śmieszne. - powiedziała z ironią Gaja, zakładając czarną, luźną sukienkę, której bardzo nie lubiła. Kupiła ją kiedyś na wyprzedaży u znanego projektanta. Magia chwili, a później wielkie rozczarowanie. Zrobiła makijaż, związała włosy w koka.
- A tak swoją drogą Kochana, to już dawno Ci mówiłam, że musimy się wybrać na zakupy.
Gaja usiadła koło niej, wyrywając jej z rąk kawałek sernika. Obie zaczęły się śmiać.
- Wiesz Paulinko, nigdy nie myślałam, że tak nam się życie potoczy. Gdyby kilka lat temu ktoś mi powiedział, że będziemy w ciąży w tym samym czasie i że będziemy mały zbliżone terminy porodów, to chyba bym nie uwierzyła.
- Ironia losu, nie? - zaśmiała się Paulina. - O której masz to spotkanie?
- o 15. Tak, wiem, muszę powoli wychodzić. - westchnęła Gaja. - A najchętniej zostałabym tutaj. Albo nie. W sumie to najchętniej poszłabym spać. Niech przez ten czas cały świat się uporządkuje.
- Wiesz, że musisz.
- Tak, wiem. I to mnie przeraża. - założyła płaszczyk, naszykowała torebkę, użyła ulubionych perfum.
- Gaja! A co z Łukaszem? - zapytała Paulina niepewnym głosem. - Nic na ten temat nie mówisz, a ja nie chcę naciskać.
Usiadła koło Przyjaciółki. Przez chwilę siedziały w milczeniu.
- Nie wiem, naprawdę. Od czasu rozprawy nie mamy ze sobą kontaktu. Po porodzie muszę ustalić ojcostwo. Nie dopuszczał do siebie myśli, że to dziecko może nie być jego. Poza tym w postępowaniu dyscyplinarnym odebrano mu stanowisko dowódcy. Niczego więcej nie wiem.
- Idź, bo się spóźnisz. - przytuliła ją Paulina. - Trzymam kciuki i czekam na Ciebie. To znaczy czekamy. Ja, Misia i... sernik. Chociaż sernik czekał nie będzie.
Znowu wybuchnęły śmiechem. Nie często zdarza się taka przyjaźń. One rozumieją się bez słów.
Siedziała w kawiarni. W tej samej, w której kilka miesięcy temu go poznała. Doskonale pamiętała ten dzień, ten wywiad. I to, jak pozytywnie zaskoczył ją swoją osobą. Co się zmieniło od tamtego dnia? Wszystko. Kochała go i co do tego nie miała żadnych wątpliwości. Był jej ratunkiem. Gdyby nie on... Woli nie myśleć co mogłoby się wydarzyć tamtego dnia, kiedy uciekła od Łukasza. Uratował ją, jej życie, jej serce. To, co chciała mu powiedzieć miało być końcem wszystkiego. Nie chciała tego. Nie miała innego wyjścia. Andreas musi poznać prawdę.
Podszedł do niej. Tak nagle, delikatnie ją obejmując i całując w szyję. Wręczył jej bukiet czerwonych róż.
- Ślicznie wyglądasz Gaju! A maleństwo widzę rośnie. - powiedział z charakterystycznym dla niego uśmiechem na twarzy i tym czarującym błyskiem w oczach.
Zamówił kawę, rozmawiali, wspominali... Tak, jakby nic złego miało się nie wydarzyć.
- Andreasie... musimy poważnie porozmawiać. - powiedziała drżącym głosem.
- Mów. - chwycił jej dłoń. Zauważył jej zdenerwowanie.
- Kim był Stefan Kofler?
- To był mój chrzestny. Mój pierwszy wielki trener. Pamiętasz jak opowiadałem Tobie o nim podczas wywiadu? A skąd to pytanie.
Zapadła cisza. Gaja spojrzała w oczy Andreasa. Nie potrafiła oderwać od nich wzroku. Po jej policzkach popłynęły łzy.
- Gaja, co się stało? I skąd to pytanie?
- On... on... - nie potrafiła wypowiedzieć tych słów. - On był moim ojcem.
Rozmawiali o tym przez chwilę. Starali się znaleźć logiczne wytłumaczenie. Jej mama również interesowała się skokami. Jako nastolatka, podczas konkursów, udzielała się jako wolontariuszka. Jego wujek był skoczkiem narciarskim. Wtedy się poznali. Zakochali się w sobie. Nie wiadomo jednak dlaczego nie mogli być razem. Przecież Stefan Kofler kochał jej mamę. Zmarł kilka dni po śmierci jej mamy. To pewnie ta informacja przyczyniła się do jego zawału. wszystko ułożyło się w jedną całość.
- Jesteśmy spokrewnieni. Nie możemy być razem. - powiedziała z płaczem Gaja.
Andreas nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Nie wiedział co ma powiedzieć. Wyjął z kieszeni małe pudełko i postawił je przed Gają.
- Miałem to Tobie dać. Ale... - zawiesił głos, patrząc jej w oczy. - Ale to już nie ma sensu.
Po tych słowach wstał i wyszedł. Dostrzegła łzy na jego policzkach. Otworzyła pudełko. Był w nim pierścionek. Czy Andreas chciał się jej oświadczyć.
Wróciła do domu. Stanęła przed lustrem.
- No i zostaliśmy sami Kruszynko. - powiedziała głaszcząc się po brzuchu. - Ale nie martw się. Damy sobie radę.
Jej pokój wyglądał jakby przeszło przez nie tornado. Stała przed lustrem. Przymierzała kolejną sukienkę. Znowu za mała. Spodni nawet nie przymierza. Chyba może pożegnać się ze swoim starym rozmiarem 36. A to dopiero początek ciąży. Zawsze lubiła podkreślać swoją kobiecą, aczkolwiek bardzo szczupłą figurę. Kochała dopasowane spodnie, wąskie sukienki. Teraz jednak nie za bardzo może je wykorzystać.
- Ta za mała, w tej wyglądam jak wieloryb, ta kompletnie nie pasuje... - Gaja zaczęła rzucać ubraniami. Ciążowa zmienność nastrojów ewidentnie się jej udzielała.
- Gaja, przesadzasz. Wcale mocno nie przytyłaś i w każdej sukience nadal wyglądasz cholernie seksownie. - powiedziała Paulina, jedząc kolejny kawałek sernika. - Spójrz na mnie, później na siebie i wyciągnij odpowiednie wnioski.
- Ha! Ha! Ha! Bardzo śmieszne. - powiedziała z ironią Gaja, zakładając czarną, luźną sukienkę, której bardzo nie lubiła. Kupiła ją kiedyś na wyprzedaży u znanego projektanta. Magia chwili, a później wielkie rozczarowanie. Zrobiła makijaż, związała włosy w koka.
- A tak swoją drogą Kochana, to już dawno Ci mówiłam, że musimy się wybrać na zakupy.
Gaja usiadła koło niej, wyrywając jej z rąk kawałek sernika. Obie zaczęły się śmiać.
- Wiesz Paulinko, nigdy nie myślałam, że tak nam się życie potoczy. Gdyby kilka lat temu ktoś mi powiedział, że będziemy w ciąży w tym samym czasie i że będziemy mały zbliżone terminy porodów, to chyba bym nie uwierzyła.
- Ironia losu, nie? - zaśmiała się Paulina. - O której masz to spotkanie?
- o 15. Tak, wiem, muszę powoli wychodzić. - westchnęła Gaja. - A najchętniej zostałabym tutaj. Albo nie. W sumie to najchętniej poszłabym spać. Niech przez ten czas cały świat się uporządkuje.
- Wiesz, że musisz.
- Tak, wiem. I to mnie przeraża. - założyła płaszczyk, naszykowała torebkę, użyła ulubionych perfum.
- Gaja! A co z Łukaszem? - zapytała Paulina niepewnym głosem. - Nic na ten temat nie mówisz, a ja nie chcę naciskać.
Usiadła koło Przyjaciółki. Przez chwilę siedziały w milczeniu.
- Nie wiem, naprawdę. Od czasu rozprawy nie mamy ze sobą kontaktu. Po porodzie muszę ustalić ojcostwo. Nie dopuszczał do siebie myśli, że to dziecko może nie być jego. Poza tym w postępowaniu dyscyplinarnym odebrano mu stanowisko dowódcy. Niczego więcej nie wiem.
- Idź, bo się spóźnisz. - przytuliła ją Paulina. - Trzymam kciuki i czekam na Ciebie. To znaczy czekamy. Ja, Misia i... sernik. Chociaż sernik czekał nie będzie.
Znowu wybuchnęły śmiechem. Nie często zdarza się taka przyjaźń. One rozumieją się bez słów.
Siedziała w kawiarni. W tej samej, w której kilka miesięcy temu go poznała. Doskonale pamiętała ten dzień, ten wywiad. I to, jak pozytywnie zaskoczył ją swoją osobą. Co się zmieniło od tamtego dnia? Wszystko. Kochała go i co do tego nie miała żadnych wątpliwości. Był jej ratunkiem. Gdyby nie on... Woli nie myśleć co mogłoby się wydarzyć tamtego dnia, kiedy uciekła od Łukasza. Uratował ją, jej życie, jej serce. To, co chciała mu powiedzieć miało być końcem wszystkiego. Nie chciała tego. Nie miała innego wyjścia. Andreas musi poznać prawdę.
Podszedł do niej. Tak nagle, delikatnie ją obejmując i całując w szyję. Wręczył jej bukiet czerwonych róż.
- Ślicznie wyglądasz Gaju! A maleństwo widzę rośnie. - powiedział z charakterystycznym dla niego uśmiechem na twarzy i tym czarującym błyskiem w oczach.
Zamówił kawę, rozmawiali, wspominali... Tak, jakby nic złego miało się nie wydarzyć.
- Andreasie... musimy poważnie porozmawiać. - powiedziała drżącym głosem.
- Mów. - chwycił jej dłoń. Zauważył jej zdenerwowanie.
- Kim był Stefan Kofler?
- To był mój chrzestny. Mój pierwszy wielki trener. Pamiętasz jak opowiadałem Tobie o nim podczas wywiadu? A skąd to pytanie.
Zapadła cisza. Gaja spojrzała w oczy Andreasa. Nie potrafiła oderwać od nich wzroku. Po jej policzkach popłynęły łzy.
- Gaja, co się stało? I skąd to pytanie?
- On... on... - nie potrafiła wypowiedzieć tych słów. - On był moim ojcem.
Rozmawiali o tym przez chwilę. Starali się znaleźć logiczne wytłumaczenie. Jej mama również interesowała się skokami. Jako nastolatka, podczas konkursów, udzielała się jako wolontariuszka. Jego wujek był skoczkiem narciarskim. Wtedy się poznali. Zakochali się w sobie. Nie wiadomo jednak dlaczego nie mogli być razem. Przecież Stefan Kofler kochał jej mamę. Zmarł kilka dni po śmierci jej mamy. To pewnie ta informacja przyczyniła się do jego zawału. wszystko ułożyło się w jedną całość.
- Jesteśmy spokrewnieni. Nie możemy być razem. - powiedziała z płaczem Gaja.
Andreas nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Nie wiedział co ma powiedzieć. Wyjął z kieszeni małe pudełko i postawił je przed Gają.
- Miałem to Tobie dać. Ale... - zawiesił głos, patrząc jej w oczy. - Ale to już nie ma sensu.
Po tych słowach wstał i wyszedł. Dostrzegła łzy na jego policzkach. Otworzyła pudełko. Był w nim pierścionek. Czy Andreas chciał się jej oświadczyć.
Wróciła do domu. Stanęła przed lustrem.
- No i zostaliśmy sami Kruszynko. - powiedziała głaszcząc się po brzuchu. - Ale nie martw się. Damy sobie radę.
środa, 13 kwietnia 2016
Wydawać by się mogło, że miłość znów zapukała do niewłaściwych drzwi.
12.02.2016 r. - Zakopane
Po rozstaniu z Łukaszem wyprowadziła się z ich mieszkania. Zabrała wszystkie swoje rzeczy i zamieszkała z tatą, w swoim rodzinnym domu, w swoim pokoju, w którym dorastała, w którym uczyła się życia. Teraz znowu jest w tym samym miejscu i na tym samym etapie. Znowu musi podjąć szereg ważnych decyzji i uporządkować swoje życie na nowo. Teraz jednak nie może kierować się egoizmem. Musi myśleć o tym małym człowieczku, który we wrześniu przyjdzie na świat i zupełnie odmieni jej życie. Teraz musi skupić się na potrzebach tej małej istotki i mimo własnych złych doświadczeń, chce stworzyć bezpieczny świat dla swojego dziecka. Jedyne, czego pragnie, to tego, żeby nie było to dziecko Łukasza. Niestety, nie jest w stanie tego wykluczyć. Między ą straszną dla niej nocą z nim a nocą spędzoną z Andreasem minęło zaledwie kilka dni. Był to zbyt krótki okres czasu, żeby wykluczyć ojcostwo Łukasza. Andreas chciał stać się ojcem dla jej dziecka. Nie jest jeszcze na to gotowa. Póki o dużo jej pomaga i czeka, nie wiedząc nawet czy ma na co. Liczy jednak na to, że pewnego dnia Gaja da mu szansę i stworzą szczęśliwą rodzinę. Przecież kochają się. Czy to w ich przypadku wystarczy?
Łukasz nie wie o dziecku. I tak póki co jest dobrze. Czekaja na pierwszą rozprawę rozwodową. Często do niej dzwoni i pisze smsy. Ona jednak ignoruje jego próby kontaktu. Wczoraj opuścił szpital. Cieszyła się, że już wszystko jest z nim dobrze. Czy nadal go kochała? Chyba nie. Za bardzo ją zranił. Nie potrafiła mu tego wybaczyć. W jednym z smsów napisał jej, że stracił stanowisko dowódcy zmiany. Odetchnęła z ulgą. Już nie narazi życia i zdrowia swoich kolegów.
Siedziała w swoim pokoju, ubrana w dres, piła sok marchewkowy i szukała w Internecie prezentu na ślub Pauliny. Cały czas trudno jej w to uwierzyć. W kwietniu jej najlepsza przyjaciółka wychodzi za mąż za mężczyznę, którego kochała od lat, w sierpniu zostanie mamą dziecka, które nie będzie należało do jej męża, a które Michał bez problemu zaakceptował. Ludzie jednak się zmieniają. Miłość potrafi ich zmienić. Cieszyła się jej szczęściem.
Dużo myślała o swoim życiu. O tych wszystkich sytuacjach, które ją spotkały. Tyle się zmieniło. Mimo wszystko była z siebie dumna. Odcięła się od człowieka, który ją niszczył i nie szanował jej. Pokazała sobie i innym, że jest silą osobą i że potrafi podejmować właściwe decyzje. Jej rozmyślania przerwał telefon. Nie znała tego numeru. Odebrała.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteś w ciąży?! - usłyszała głos Łukasza. Podniesiony tonem zadał jej to pytanie i nie czekając na odpowiedź mówił dalej. - Nie myśl sobie, że teraz bez walki dam Ci rozwód i to dziecko.
- Nie masz gwarancji, że jest to Twoje dziecko. Od tej pory będziemy kontaktowali się tylko przez prawników. - po tych słowach odłączyła się.
Zadzwoniła do swojego prawnika, opowiedziała mu o wszystkim. Otrzymała wskazówki dotyczące własnego zachowania względem Łukasza. Pierwsza rozprawa już za tydzień. Musi przetrwać.
14.02.2016 r. - Zakopane
- Dziękuję Ci za wspaniały dzień, miły wieczór i Twoją obecność. - powiedziała Gaja całując Andreasa w policzek. - Swoją drogą skąd wiedziałeś, że uwielbiam czerwone róże?
- Wiem wszystko o kobiecie, którą kocham. - chwycił Gaję w pasie i mocno przytulił do siebie. - Chciałbym, żeby takie dni, jak dzisiejszy, zdarzały nam się częściej. Chciałbym zasypiać przy Tobie i przy Tobie się budzić. Chciałbym razem z Tobą wychowywać tego maluszka. Chciałbym być z Tobą na zawsze, tak długo, jak będzie nam dane żyć.
- To brzmi jak deklaracja. - zarumieniła się Gaja, patrząc mu w oczy. - Ale wiesz, że musisz dać mi troszeczkę czasu.
- Bo to jest deklaracja. Będę czekał tyle, ile potrzeba. - pocałował ją na pożegnanie, wsiadł do samochodu i odjechał. Jutro rano musi być w pracy.
Weszła do domu. Czekał na nią tata. Wypytał o spotkanie z Andreasem.
- Kochanie, długo wahałem się, nie wiedziałem jaką mam podjąć decyzję. Ale chyba nie mogę dłużej tego przed Tobą ukrywać.
Zdezorientowana Gaja spojrzała na niego błagalnym wzrokiem, prosząc o wyjaśnienie. Ojciec zabrał ją do swojego pokoju. Otworzył ogromną szafę i wyjął kilka kartonów.
- Po śmierci Twojej mamy spakowałem większość jej rzeczy tutaj. Nie potrafiłem na nie patrzeć, bo przypominały mi ją. Nie potrafiłem także ich wyrzucić, ze względu na olbrzymią wartość sentymentalną. Teraz postanowiłem je oddać Tobie. Zrobisz z nimi co uznasz za słuszne. W końcu niedługo sama zostaniesz mamą.
Wziął kartony i zaniósł do jej pokoju.
- Dziękuję Ci tatusiu. - powiedziała ze łzami. wzruszenia w oczach.
Zostawił ją samą. Zaczęła przeglądać zawartość kartonów. Były w nich ubrania jej mamy, jej ulubione książki, albumy ze zdjęciami, jej ulubione obrazy. Jej uwagę zwrócił jednak pewien obszerny kolorowy i gruby zeszyt. To był pamiętnik jej mamy. Nigdy wcześniej go nie widziała. Tata chyba też do niego nie zaglądał. Wahała się długo. Nie była pewna czy powinna go czytać. Otworzyła go, zaczęła czytać o latach młodości swojej mamy i... o jej wielkiej miłości. O jej ojcu. Nigdzie jednak jej mama nie podała jego imiona, ani nazwiska. Zawsze pisała ON. W pewnym momencie z zeszytu wypadło zdjęcie jakiegoś mężczyzny. Z tyłu była dedykacja dla jej mamy: "Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Wiem, że teraz nie możemy być razem, ale na zawsze będziesz w moim sercu. Ty i nasze dziecko." Upuściła zeszyt. Siedziała nieruchomo. Nie... Ten człowiek nie może być jej ojcem. To nie może być prawda.
Po rozstaniu z Łukaszem wyprowadziła się z ich mieszkania. Zabrała wszystkie swoje rzeczy i zamieszkała z tatą, w swoim rodzinnym domu, w swoim pokoju, w którym dorastała, w którym uczyła się życia. Teraz znowu jest w tym samym miejscu i na tym samym etapie. Znowu musi podjąć szereg ważnych decyzji i uporządkować swoje życie na nowo. Teraz jednak nie może kierować się egoizmem. Musi myśleć o tym małym człowieczku, który we wrześniu przyjdzie na świat i zupełnie odmieni jej życie. Teraz musi skupić się na potrzebach tej małej istotki i mimo własnych złych doświadczeń, chce stworzyć bezpieczny świat dla swojego dziecka. Jedyne, czego pragnie, to tego, żeby nie było to dziecko Łukasza. Niestety, nie jest w stanie tego wykluczyć. Między ą straszną dla niej nocą z nim a nocą spędzoną z Andreasem minęło zaledwie kilka dni. Był to zbyt krótki okres czasu, żeby wykluczyć ojcostwo Łukasza. Andreas chciał stać się ojcem dla jej dziecka. Nie jest jeszcze na to gotowa. Póki o dużo jej pomaga i czeka, nie wiedząc nawet czy ma na co. Liczy jednak na to, że pewnego dnia Gaja da mu szansę i stworzą szczęśliwą rodzinę. Przecież kochają się. Czy to w ich przypadku wystarczy?
Łukasz nie wie o dziecku. I tak póki co jest dobrze. Czekaja na pierwszą rozprawę rozwodową. Często do niej dzwoni i pisze smsy. Ona jednak ignoruje jego próby kontaktu. Wczoraj opuścił szpital. Cieszyła się, że już wszystko jest z nim dobrze. Czy nadal go kochała? Chyba nie. Za bardzo ją zranił. Nie potrafiła mu tego wybaczyć. W jednym z smsów napisał jej, że stracił stanowisko dowódcy zmiany. Odetchnęła z ulgą. Już nie narazi życia i zdrowia swoich kolegów.
Siedziała w swoim pokoju, ubrana w dres, piła sok marchewkowy i szukała w Internecie prezentu na ślub Pauliny. Cały czas trudno jej w to uwierzyć. W kwietniu jej najlepsza przyjaciółka wychodzi za mąż za mężczyznę, którego kochała od lat, w sierpniu zostanie mamą dziecka, które nie będzie należało do jej męża, a które Michał bez problemu zaakceptował. Ludzie jednak się zmieniają. Miłość potrafi ich zmienić. Cieszyła się jej szczęściem.
Dużo myślała o swoim życiu. O tych wszystkich sytuacjach, które ją spotkały. Tyle się zmieniło. Mimo wszystko była z siebie dumna. Odcięła się od człowieka, który ją niszczył i nie szanował jej. Pokazała sobie i innym, że jest silą osobą i że potrafi podejmować właściwe decyzje. Jej rozmyślania przerwał telefon. Nie znała tego numeru. Odebrała.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteś w ciąży?! - usłyszała głos Łukasza. Podniesiony tonem zadał jej to pytanie i nie czekając na odpowiedź mówił dalej. - Nie myśl sobie, że teraz bez walki dam Ci rozwód i to dziecko.
- Nie masz gwarancji, że jest to Twoje dziecko. Od tej pory będziemy kontaktowali się tylko przez prawników. - po tych słowach odłączyła się.
Zadzwoniła do swojego prawnika, opowiedziała mu o wszystkim. Otrzymała wskazówki dotyczące własnego zachowania względem Łukasza. Pierwsza rozprawa już za tydzień. Musi przetrwać.
14.02.2016 r. - Zakopane
- Dziękuję Ci za wspaniały dzień, miły wieczór i Twoją obecność. - powiedziała Gaja całując Andreasa w policzek. - Swoją drogą skąd wiedziałeś, że uwielbiam czerwone róże?
- Wiem wszystko o kobiecie, którą kocham. - chwycił Gaję w pasie i mocno przytulił do siebie. - Chciałbym, żeby takie dni, jak dzisiejszy, zdarzały nam się częściej. Chciałbym zasypiać przy Tobie i przy Tobie się budzić. Chciałbym razem z Tobą wychowywać tego maluszka. Chciałbym być z Tobą na zawsze, tak długo, jak będzie nam dane żyć.
- To brzmi jak deklaracja. - zarumieniła się Gaja, patrząc mu w oczy. - Ale wiesz, że musisz dać mi troszeczkę czasu.
- Bo to jest deklaracja. Będę czekał tyle, ile potrzeba. - pocałował ją na pożegnanie, wsiadł do samochodu i odjechał. Jutro rano musi być w pracy.
Weszła do domu. Czekał na nią tata. Wypytał o spotkanie z Andreasem.
- Kochanie, długo wahałem się, nie wiedziałem jaką mam podjąć decyzję. Ale chyba nie mogę dłużej tego przed Tobą ukrywać.
Zdezorientowana Gaja spojrzała na niego błagalnym wzrokiem, prosząc o wyjaśnienie. Ojciec zabrał ją do swojego pokoju. Otworzył ogromną szafę i wyjął kilka kartonów.
- Po śmierci Twojej mamy spakowałem większość jej rzeczy tutaj. Nie potrafiłem na nie patrzeć, bo przypominały mi ją. Nie potrafiłem także ich wyrzucić, ze względu na olbrzymią wartość sentymentalną. Teraz postanowiłem je oddać Tobie. Zrobisz z nimi co uznasz za słuszne. W końcu niedługo sama zostaniesz mamą.
Wziął kartony i zaniósł do jej pokoju.
- Dziękuję Ci tatusiu. - powiedziała ze łzami. wzruszenia w oczach.
Zostawił ją samą. Zaczęła przeglądać zawartość kartonów. Były w nich ubrania jej mamy, jej ulubione książki, albumy ze zdjęciami, jej ulubione obrazy. Jej uwagę zwrócił jednak pewien obszerny kolorowy i gruby zeszyt. To był pamiętnik jej mamy. Nigdy wcześniej go nie widziała. Tata chyba też do niego nie zaglądał. Wahała się długo. Nie była pewna czy powinna go czytać. Otworzyła go, zaczęła czytać o latach młodości swojej mamy i... o jej wielkiej miłości. O jej ojcu. Nigdzie jednak jej mama nie podała jego imiona, ani nazwiska. Zawsze pisała ON. W pewnym momencie z zeszytu wypadło zdjęcie jakiegoś mężczyzny. Z tyłu była dedykacja dla jej mamy: "Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Wiem, że teraz nie możemy być razem, ale na zawsze będziesz w moim sercu. Ty i nasze dziecko." Upuściła zeszyt. Siedziała nieruchomo. Nie... Ten człowiek nie może być jej ojcem. To nie może być prawda.
niedziela, 10 kwietnia 2016
"Każdy koniec daje szansę na nowy początek."
10.01.2016 r. - Zakopane
Stała przed drzwiami wejściowymi sali, w której leżał Łukasz. Nie potrafiła jednak do niej wejść. Źle się czuła, miała zawroty głowy, mdłości. Odkąd pamięta w taki właśnie sposób reagowała na silny stres. Z tego właśnie powodu przyszła tutaj dopiero dzisiaj. Wczoraj nie była w stanie. Stres kompletnie ją obezwładnił. Myślała o tym, co chce mu powiedzieć. Nie była jednak pewna, czy powinna to robić teraz.
- Dobrze się pani czuje? - zaczepiła ją przechodząca obok niej pielęgniarka. - Jest pani bardzo blada
- Tak, wszystko jest dobrze.- odpowiedziała, delikatnie uśmiechając się do kobiety.
- Niech pani poczeka, przyniosę pani wody.
Po chwili wróciła i wręczyła Gai plastikowy kubek z wodą.
- Powinna pani pójść do męża. Czeka na panią. Ciągle pyta czy pani była.
Nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się do pielęgniarki i pokiwała głową. Została sama. Wypiła wodę, wyrzuciła kubek do kosza, stanęła przed drzwiami. Wzięła głęboki oddech, nacisnęła klamkę i weszła. Łukasz od razu ją zauważył.
- Gaja, kochanie. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tutaj jesteś. - chciał złapać ją za rękę, ale ona szybko ją zabrała. Usiadła na krześle obok jego łóżka.
- Jak się czujesz? - zapytała, unikając kontaktu wzrokowego z mężem.
- Lepiej. Bo Ty tutaj jesteś.
Zignorowała te słowa. Nie chciała ich słyszeć.
- Dlaczego to zrobiłeś? Czy zdajesz sobie sprawę z konsekwencji, które teraz na Ciebie czekają? Zdajesz sobie sprawę z tego, że ktoś mógł przez Ciebie zginąć? Łukasz! Byłeś dowódcą! Byłeś odpowiedzialny za każdego Strażaka. - bardzo się zdenerwowała. Jej ręce zaczęły drżeć.
- Ty nic nie rozumiesz! Ja nie mogłem żyć. Nie chciałem. Kiedy odeszłaś, cały mój świat się zawalił, nie mogłem wyobrazić sobie życia bez Ciebie...
- Skończ! - krzyknęła Gaja. - Nie mogę słuchać tych głupot! Czy Ty siebie słyszysz?!
- Kochanie, ale to prawda. - Łukasz próbował wzbudzić w niej litość.
- Czyżby? - w oczach Gai pojawiły się łzy. - Jakoś nie myślałeś o mnie przez ostatnie półtora roku.Nie myślałeś o mnie, kiedy kompletnie mnie ignorowałeś, kiedy działałeś wbrew mojej woli. A może mi powiesz, że myślałeś o mnie, kiedy zdradzałeś mnie z Natalią?! Wiem o wszystkim. Spotkałam się z nią. Pod koniec maja będziesz ojcem kochanie. - ostatnie zdanie powiedziała z niepodobną do niej ironią w głosie.
- Ale jak? Jak spotkałaś? - zaczął się jąkać. - Przecież wiesz, że kocham tylko Ciebie.
- Nie Łukasz, nie wiem tego. Nie dałeś mi tego odczuć. I swoją obojętnością zabiłeś moją miłość do Ciebie. Rozumiesz? Ja już nic do Ciebie nie czuję.
- Gaja... - znowu nie był w stanie dokończyć myśli.
- To już koniec Łukasz. To już koniec naszego małżeństwa. - z każdym słowem łzy coraz bardziej napływały jej do oczów, a głos drżał. - Chcę rozwodu. I w zaistniałej sytuacji bez problemu go dostanę. To tylko kwestia czasu. To czysta formalność.
Wstała. Udała się do wyjścia.
- Gaja! Nie możesz mnie teraz zostawić! Ja Cię kocham...
Zignorowała te słowa. Czuła, że nie mogła dłużej przeciągać pożegnania. Zrobiła to, co zrobić powinna. I co zrobić chciała. Wyszła z sali. Po chwili poczuła, że jest jej słabo, nie słyszała szpitalnego hałasu, tylko specyficzne echo. Nogi się pod nią ugięły.
Otworzyła oczy. Odzyskała przytomność. Była podłączona do kroplówki.
- Gdzie ja jestem, co się stało?- zapytała odwróconą tyłem do niej pielęgniarkę.
- Zemdlała pani. Jesteśmy w Izbie przyjęć. Tutaj dojdzie pani do siebie. Już lepiej? - pielęgniarka odłączyła jej kroplówkę.
- Tak, lepiej. Czy mogę już iść?
- Nie, musi pani chwilkę poczekać a lekarza.
Leżała. Czekała. I rozmyślała. Miała przed oczami Łukasza. Najbardziej bolało ją to, że nawet teraz myśli o ich związku tylko i wyłącznie przez pryzmat własnego "ja". Nie myśli o niej i o tym co ona czuje i jak się czuje w zaistniałej sytuacji. Nie była pewna czy dobrze zrobiła. Jej sumienie robiło jej wyrzuty. Oskarżało ją o to, że przez nią jej mąż chciał popełnić samobójstwo. Krzyczało, że nie może go teraz zostawić i tak po prostu odejść. Wytykało jej egoizm. Ale ona słuchała serca. Potłuczonego na milion małych kawałków. Zranionego serca, które nie chciało już bić dla niego. Posłuchała serca, które nie chciało być nadal krzywdzone. I to musiała być dobra decyzja. Nie wiedziała jeszcze co zrobi ze swoim życiem. Wiedziała jednak, że samotne życie będzie lepsze od życia z Łukaszem.
- Dzień dobry Pani Gaju! - stanął przed nią młody lekarz, przedstawił się, wytłumaczył co się stało.
Pobraliśmy pani krew do badania. Za kilka minut powinny być wyniki.
- Panie doktorze, to tylko skutek silnego stresu. Od kilku dni wpływa on negatywnie na mnie. I jeszcze ten brak apetytu. Ale już czuję się lepiej. Nie jestem chora, prawda? - zaniepokoiła się Gaja.
- Nie, chyba nie jest pani chora. Ale wyniki badań potwierdzą lub zaprzeczą naszej hipotezie. Niech pani poczeka jeszcze kilka minut. - lekarz uśmiechnął się do niej i odszedł zostawiając ją z niejednoznacznymi myślami.
Stała przed drzwiami wejściowymi sali, w której leżał Łukasz. Nie potrafiła jednak do niej wejść. Źle się czuła, miała zawroty głowy, mdłości. Odkąd pamięta w taki właśnie sposób reagowała na silny stres. Z tego właśnie powodu przyszła tutaj dopiero dzisiaj. Wczoraj nie była w stanie. Stres kompletnie ją obezwładnił. Myślała o tym, co chce mu powiedzieć. Nie była jednak pewna, czy powinna to robić teraz.
- Dobrze się pani czuje? - zaczepiła ją przechodząca obok niej pielęgniarka. - Jest pani bardzo blada
- Tak, wszystko jest dobrze.- odpowiedziała, delikatnie uśmiechając się do kobiety.
- Niech pani poczeka, przyniosę pani wody.
Po chwili wróciła i wręczyła Gai plastikowy kubek z wodą.
- Powinna pani pójść do męża. Czeka na panią. Ciągle pyta czy pani była.
Nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się do pielęgniarki i pokiwała głową. Została sama. Wypiła wodę, wyrzuciła kubek do kosza, stanęła przed drzwiami. Wzięła głęboki oddech, nacisnęła klamkę i weszła. Łukasz od razu ją zauważył.
- Gaja, kochanie. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tutaj jesteś. - chciał złapać ją za rękę, ale ona szybko ją zabrała. Usiadła na krześle obok jego łóżka.
- Jak się czujesz? - zapytała, unikając kontaktu wzrokowego z mężem.
- Lepiej. Bo Ty tutaj jesteś.
Zignorowała te słowa. Nie chciała ich słyszeć.
- Dlaczego to zrobiłeś? Czy zdajesz sobie sprawę z konsekwencji, które teraz na Ciebie czekają? Zdajesz sobie sprawę z tego, że ktoś mógł przez Ciebie zginąć? Łukasz! Byłeś dowódcą! Byłeś odpowiedzialny za każdego Strażaka. - bardzo się zdenerwowała. Jej ręce zaczęły drżeć.
- Ty nic nie rozumiesz! Ja nie mogłem żyć. Nie chciałem. Kiedy odeszłaś, cały mój świat się zawalił, nie mogłem wyobrazić sobie życia bez Ciebie...
- Skończ! - krzyknęła Gaja. - Nie mogę słuchać tych głupot! Czy Ty siebie słyszysz?!
- Kochanie, ale to prawda. - Łukasz próbował wzbudzić w niej litość.
- Czyżby? - w oczach Gai pojawiły się łzy. - Jakoś nie myślałeś o mnie przez ostatnie półtora roku.Nie myślałeś o mnie, kiedy kompletnie mnie ignorowałeś, kiedy działałeś wbrew mojej woli. A może mi powiesz, że myślałeś o mnie, kiedy zdradzałeś mnie z Natalią?! Wiem o wszystkim. Spotkałam się z nią. Pod koniec maja będziesz ojcem kochanie. - ostatnie zdanie powiedziała z niepodobną do niej ironią w głosie.
- Ale jak? Jak spotkałaś? - zaczął się jąkać. - Przecież wiesz, że kocham tylko Ciebie.
- Nie Łukasz, nie wiem tego. Nie dałeś mi tego odczuć. I swoją obojętnością zabiłeś moją miłość do Ciebie. Rozumiesz? Ja już nic do Ciebie nie czuję.
- Gaja... - znowu nie był w stanie dokończyć myśli.
- To już koniec Łukasz. To już koniec naszego małżeństwa. - z każdym słowem łzy coraz bardziej napływały jej do oczów, a głos drżał. - Chcę rozwodu. I w zaistniałej sytuacji bez problemu go dostanę. To tylko kwestia czasu. To czysta formalność.
Wstała. Udała się do wyjścia.
- Gaja! Nie możesz mnie teraz zostawić! Ja Cię kocham...
Zignorowała te słowa. Czuła, że nie mogła dłużej przeciągać pożegnania. Zrobiła to, co zrobić powinna. I co zrobić chciała. Wyszła z sali. Po chwili poczuła, że jest jej słabo, nie słyszała szpitalnego hałasu, tylko specyficzne echo. Nogi się pod nią ugięły.
Otworzyła oczy. Odzyskała przytomność. Była podłączona do kroplówki.
- Gdzie ja jestem, co się stało?- zapytała odwróconą tyłem do niej pielęgniarkę.
- Zemdlała pani. Jesteśmy w Izbie przyjęć. Tutaj dojdzie pani do siebie. Już lepiej? - pielęgniarka odłączyła jej kroplówkę.
- Tak, lepiej. Czy mogę już iść?
- Nie, musi pani chwilkę poczekać a lekarza.
Leżała. Czekała. I rozmyślała. Miała przed oczami Łukasza. Najbardziej bolało ją to, że nawet teraz myśli o ich związku tylko i wyłącznie przez pryzmat własnego "ja". Nie myśli o niej i o tym co ona czuje i jak się czuje w zaistniałej sytuacji. Nie była pewna czy dobrze zrobiła. Jej sumienie robiło jej wyrzuty. Oskarżało ją o to, że przez nią jej mąż chciał popełnić samobójstwo. Krzyczało, że nie może go teraz zostawić i tak po prostu odejść. Wytykało jej egoizm. Ale ona słuchała serca. Potłuczonego na milion małych kawałków. Zranionego serca, które nie chciało już bić dla niego. Posłuchała serca, które nie chciało być nadal krzywdzone. I to musiała być dobra decyzja. Nie wiedziała jeszcze co zrobi ze swoim życiem. Wiedziała jednak, że samotne życie będzie lepsze od życia z Łukaszem.
- Dzień dobry Pani Gaju! - stanął przed nią młody lekarz, przedstawił się, wytłumaczył co się stało.
Pobraliśmy pani krew do badania. Za kilka minut powinny być wyniki.
- Panie doktorze, to tylko skutek silnego stresu. Od kilku dni wpływa on negatywnie na mnie. I jeszcze ten brak apetytu. Ale już czuję się lepiej. Nie jestem chora, prawda? - zaniepokoiła się Gaja.
- Nie, chyba nie jest pani chora. Ale wyniki badań potwierdzą lub zaprzeczą naszej hipotezie. Niech pani poczeka jeszcze kilka minut. - lekarz uśmiechnął się do niej i odszedł zostawiając ją z niejednoznacznymi myślami.
środa, 6 kwietnia 2016
"Jest taki moment, kiedy ból jest tak duży, że nie możesz oddychać. To jest taki sprytny mechanizm. Myślę, że przećwiczony wielokrotnie przez naturę. Dusisz się instynktownie, ratujesz się i zapominasz na chwilę o bólu. Boisz się nawrotu bezdechu i dzięki temu możesz przeżyć."
8.01.2016 r. - Poznań
- Myślisz, że przyjdzie? - Paulina zapytała Gaję, rozglądając się po kawiarni.
- Przyjdzie, jestem tego pewna. Zależy jej na Łukaszu i chce go wrobić w to dziecko. Przyjdzie, Na pewno.
- Gaja, ale... - zawiesiła głos, nie wiedząc czy powinna to mówić. Nie chciała jej zranić. Chciała jej uświadomić jak to wygląda z jej perspektywy. - ... ale nie masz pewności czy ona nie mówi prawdy. To dziecko może być Łukasza. A ona w tym przypadku ma prawo żądać odpowiedzialności z jego strony. Chociażby wsparcie finansowe powinna otrzymać.
- Tak,zdaję sobie z tego sprawę. Ale ona musi mieć pewność, że to jego dziecko. Mam plan, wszystko sobie przemyślałam... - przerwała.
W tym momencie do kawiarni weszła nie za wysoka szatynka, w długich włosach i dość dużym brzuchem. Rozglądała się, szukała kogoś. Gaja bez chwili namysłu wstała i podeszła do niej. Dziewczyna była zdezorientowana i poddenerwowana. Cały czas się rozglądała. Złapała ją za ramię. Wystraszyła ją. Szatynka spojrzała na nią pytającym wzrokiem.
- Cześć. Nie bój się. - mówiła spokojnym tonem, nie chciała odstraszyć dziewczyny. - Ty jesteś Natalia, tak?
- Tak... A Ty kim jesteś?
- Jestem Gaja, żona Łukasza. Chodź, porozmawiamy.
Zaprowadziła ją do stolika. Paulina widząc całą sytuację opuściła kawiarnię, nie chciała przeszkadzać podczas tak ważnej rozmowy. Jej przyjaciółka jest przecież psychologiem, wie co robi i na pewno nie da się ponieść emocjom.
- Napijesz się czegoś? - zapytała Natalię. - Ja zamówiłam wcześniej kawę, ale Tobie raczej nie polecam takich rzeczy. Może sok pomarańczowy?
Nie czekając na odpowiedź poszła go zamówić. Kiedy wróciła została zasypana pytaniami. To dobry znak. Dziewczyna nie wykorzystała okazji, w której Gaja się oddaliła i nie uciekła. Poza wyraża chęć rozmowy.
- Dlaczego Ty tutaj jesteś? Dlaczego nie Łukasz? Przecież z nim się umówiłam. To nasza sprawa. Wiesz o wszystkim? Powiedział Ci? I gdzie on w ogóle jest? Wysłał Ciebie, bo sam nie miał odwagi przyjść i spojrzeć mi w oczy?
- Spokojnie, moja droga, po kolei. Jestem tutaj ja, bo to ja się z Tobą umówiłam, nie Łukasz. - tłumaczyła spokojnie. - Łukasz jest w szpitalu. Miał wypadek podczas akcji i od Wigilii jest w śpiączce. Chciałam się z Tobą spotkać i znaleźć rozwiązanie z tej sytuacji. I mylisz się mówiąc, że to jest Wasza sprawa. Łukasz jest moim mężem i nie zapominaj o tym.
Natalia nie wiedziała co powiedzieć. Nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Zawsze pewna siebie dziewczyna była zaskoczona spokojem i opanowaniem żony swojego kochanka. Ta sytuacja wywołała u niej szereg dziwnych uczuć. Czuła się niepewnie, jej odwaga zniknęła, czuła się zagubiona i zawstydzona. Nigdy dotąd nie towarzyszyły jej te uczucia. Gaja przerwała zaistniałą ciszę.
- Jesteś pewna, że ojcem Twojego dziecka jest Łukasz? - sama siebie zaskoczyła swoimi słowami. Nie planowała tak dosadnych pytań zadawać wprost. - Wiem, że nie tylko z Łukaszem romansowałaś. Wiem, że potencjalnych kandydatów na ojców jest więcej.
- Tak, jestem pewna, że to dziecko jest Łukasza. Brałam pigułki, poza tym z chłopakami też się zabezpieczaliśmy. Ostatniej nocy, przed wyjazdem, spałam z Łukaszem. Nie zabezpieczyliśmy się. A kilka dni wcześniej skończyły mi się tabletki. Nie planowaliśmy wtedy tego. Samo wyszło. Przez te kilka dni nie byłam u chłopaków, bo mieliśmy trudne noce z dzieciakami. Wtedy chciałam pożegnać się z Łukaszem i wiesz...
Nie wierzyła w to, co słyszy. Nie chciała przyjąć tego do świadomości. Od czasu rozmowy z chłopakami liczyła na to, że dziecko jednak nie jest Łukasza. Nagle okazało się, że dziewczyna siedząca przed nią nosi pod sercem dziecko jej męża. To było za dużo. To nie mogła być prawda.
- Na kiedy masz termin?
- 29 maja.
Wyjęła z torebki wizytówkę i podała ją dziewczynie.
- Kiedy urodzisz zadzwoń do mnie. Zrobisz test DNA i pomyślimy co dalej. Na pewno nie zostawimy Ciebie samej z tym problemem. Jeżeli to dziecko Łukasza, na pewno będzie je wspierał finansowo. Resztę ustalimy po porodzie. Miło było Cię poznać. - po tych słowach opuściła kawiarnię. W jej oczach stanęły łzy i z trudem powstrzymywała się od płaczu. Jedyne co czuła to kompletną dezorientację. Gdyby ktoś zapytał ją z tym momencie jak się czuje to pewnie odpowiedziałaby, że się nie czuje.
W tym momencie zadzwonił jej telefon. To ze szpitala. Łukasz się wybudził i pyta o nią. Oczywiście, będzie u niego jutro. Nie może inaczej.
- Myślisz, że przyjdzie? - Paulina zapytała Gaję, rozglądając się po kawiarni.
- Przyjdzie, jestem tego pewna. Zależy jej na Łukaszu i chce go wrobić w to dziecko. Przyjdzie, Na pewno.
- Gaja, ale... - zawiesiła głos, nie wiedząc czy powinna to mówić. Nie chciała jej zranić. Chciała jej uświadomić jak to wygląda z jej perspektywy. - ... ale nie masz pewności czy ona nie mówi prawdy. To dziecko może być Łukasza. A ona w tym przypadku ma prawo żądać odpowiedzialności z jego strony. Chociażby wsparcie finansowe powinna otrzymać.
- Tak,zdaję sobie z tego sprawę. Ale ona musi mieć pewność, że to jego dziecko. Mam plan, wszystko sobie przemyślałam... - przerwała.
W tym momencie do kawiarni weszła nie za wysoka szatynka, w długich włosach i dość dużym brzuchem. Rozglądała się, szukała kogoś. Gaja bez chwili namysłu wstała i podeszła do niej. Dziewczyna była zdezorientowana i poddenerwowana. Cały czas się rozglądała. Złapała ją za ramię. Wystraszyła ją. Szatynka spojrzała na nią pytającym wzrokiem.
- Cześć. Nie bój się. - mówiła spokojnym tonem, nie chciała odstraszyć dziewczyny. - Ty jesteś Natalia, tak?
- Tak... A Ty kim jesteś?
- Jestem Gaja, żona Łukasza. Chodź, porozmawiamy.
Zaprowadziła ją do stolika. Paulina widząc całą sytuację opuściła kawiarnię, nie chciała przeszkadzać podczas tak ważnej rozmowy. Jej przyjaciółka jest przecież psychologiem, wie co robi i na pewno nie da się ponieść emocjom.
- Napijesz się czegoś? - zapytała Natalię. - Ja zamówiłam wcześniej kawę, ale Tobie raczej nie polecam takich rzeczy. Może sok pomarańczowy?
Nie czekając na odpowiedź poszła go zamówić. Kiedy wróciła została zasypana pytaniami. To dobry znak. Dziewczyna nie wykorzystała okazji, w której Gaja się oddaliła i nie uciekła. Poza wyraża chęć rozmowy.
- Dlaczego Ty tutaj jesteś? Dlaczego nie Łukasz? Przecież z nim się umówiłam. To nasza sprawa. Wiesz o wszystkim? Powiedział Ci? I gdzie on w ogóle jest? Wysłał Ciebie, bo sam nie miał odwagi przyjść i spojrzeć mi w oczy?
- Spokojnie, moja droga, po kolei. Jestem tutaj ja, bo to ja się z Tobą umówiłam, nie Łukasz. - tłumaczyła spokojnie. - Łukasz jest w szpitalu. Miał wypadek podczas akcji i od Wigilii jest w śpiączce. Chciałam się z Tobą spotkać i znaleźć rozwiązanie z tej sytuacji. I mylisz się mówiąc, że to jest Wasza sprawa. Łukasz jest moim mężem i nie zapominaj o tym.
Natalia nie wiedziała co powiedzieć. Nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Zawsze pewna siebie dziewczyna była zaskoczona spokojem i opanowaniem żony swojego kochanka. Ta sytuacja wywołała u niej szereg dziwnych uczuć. Czuła się niepewnie, jej odwaga zniknęła, czuła się zagubiona i zawstydzona. Nigdy dotąd nie towarzyszyły jej te uczucia. Gaja przerwała zaistniałą ciszę.
- Jesteś pewna, że ojcem Twojego dziecka jest Łukasz? - sama siebie zaskoczyła swoimi słowami. Nie planowała tak dosadnych pytań zadawać wprost. - Wiem, że nie tylko z Łukaszem romansowałaś. Wiem, że potencjalnych kandydatów na ojców jest więcej.
- Tak, jestem pewna, że to dziecko jest Łukasza. Brałam pigułki, poza tym z chłopakami też się zabezpieczaliśmy. Ostatniej nocy, przed wyjazdem, spałam z Łukaszem. Nie zabezpieczyliśmy się. A kilka dni wcześniej skończyły mi się tabletki. Nie planowaliśmy wtedy tego. Samo wyszło. Przez te kilka dni nie byłam u chłopaków, bo mieliśmy trudne noce z dzieciakami. Wtedy chciałam pożegnać się z Łukaszem i wiesz...
Nie wierzyła w to, co słyszy. Nie chciała przyjąć tego do świadomości. Od czasu rozmowy z chłopakami liczyła na to, że dziecko jednak nie jest Łukasza. Nagle okazało się, że dziewczyna siedząca przed nią nosi pod sercem dziecko jej męża. To było za dużo. To nie mogła być prawda.
- Na kiedy masz termin?
- 29 maja.
Wyjęła z torebki wizytówkę i podała ją dziewczynie.
- Kiedy urodzisz zadzwoń do mnie. Zrobisz test DNA i pomyślimy co dalej. Na pewno nie zostawimy Ciebie samej z tym problemem. Jeżeli to dziecko Łukasza, na pewno będzie je wspierał finansowo. Resztę ustalimy po porodzie. Miło było Cię poznać. - po tych słowach opuściła kawiarnię. W jej oczach stanęły łzy i z trudem powstrzymywała się od płaczu. Jedyne co czuła to kompletną dezorientację. Gdyby ktoś zapytał ją z tym momencie jak się czuje to pewnie odpowiedziałaby, że się nie czuje.
W tym momencie zadzwonił jej telefon. To ze szpitala. Łukasz się wybudził i pyta o nią. Oczywiście, będzie u niego jutro. Nie może inaczej.
poniedziałek, 4 kwietnia 2016
"Podarowałeś mi coś, co nawet trudno nazwać. Poruszyłeś we mnie coś, o istnieniu czego nawet nie wiedziałam. Jesteś i zawsze będziesz częścią mojego życia. Zawsze."
PAULINA
Są w naszym życiu ludzie, których kochamy i nigdy nie przestaniemy kochać. Są ludzie, których kochamy za bardzo. Są też ludzie, których kochać nie powinniśmy. Czasami jednak pojawia się człowiek, którego można zaliczyć do każdej z tej kategorii. I co wtedy? Wtedy tworzy się coś strasznego. Tragedia miłości. Kochasz i nie możesz przestać. Mimo zniknięcia obiektu, które obdarzyło się uczuciem. I zdajesz sobie sprawę z tego, że ta toksyczna relacja niszczy Ciebie, nie pozwala normalnie żyć, normalnie funkcjonować. Chcesz dobra drugiej osoby, ale nie potrafisz brać udziału w jego szczęściu, kiedy to nie Ty jesteś jego powodem. Każdy widok "toksycznego obiektu" powoduje u Ciebie przyspieszone bicie serca, drżenie całego ciała. Może to tylko skomplikowana reakcja chemiczna, która zachodzi w Twoim organizmie. Ale ulegasz jej. Mniej lub bardziej świadomie. I czekasz. Nie wiedząc na co i czy czekanie to ma sens. A kiedy wreszcie otrzymujesz to, czego pragniesz, nie za bardzo wiesz co zrobić z taką ilością szczęścia. Ulegasz. Godzisz się na wszystko. Ale czy przy tym nie tworzysz czegoś jeszcze bardziej toksycznego?
Tak właśnie jest ze mną i z Michałem. Kocham Go i nigdy nie przestanę. Wszedł zbyt głęboko we mnie. W moje emocje. W moje uczucia. Za bardzo poznał moje wnętrze. Zbyt wiele zmian wprowadził we mnie i w moje życie. Zmienił mnie. Nieodwracalnie. Kocham go za bardzo. Ale nie jest to miłość zaborcza. Nie powinnam go kochać. Wiem, że nie jest mężczyzną dla mnie. Wiem, że to nie jemu powinnam chcieć urodzić gromadkę dzieci. To nie przy nim powinnam chcieć się zestarzeć. To nie on powinien stać obok mnie przez całe życie. Ale co z tego, że to wiem? To tylko głos rozsądku. Serce mówi inaczej. Serce chce inaczej. A ja go słucham.
Rozstałam się z Michaelem dzień przed Wigilią. To było z jego inicjatywy. Zaproponował mi, żebym wyjechała z Polski. Żebyśmy zamieszkali razem w Insbrucku. On nie może opuścić Austrii. Nie zgodziłam się. Nie mogę tak z dnia na dzień rzucić pracy, rodziny, przyjaciół i wyjechać do obcego kraju. Po prostu nie mogę. To by nie wyszło. Wtedy podjął decyzję o naszym rozstaniu. Miał rację. Miłość na odległość nie ma szans przetrwania. Ludzie potrzebują kontaktu ze sobą. Potrzebują realnej rozmowy. Potrzebują bliskości drugiej osoby. Po prostu potrzebują podtrzymania płomienia ich miłości. A kiedy już przyzwyczają się do tej nieobecności osoby ważnej, do czekania i tęsknoty i trudno im później żyć razem z tą osobą, kiedy jest już blisko. Potrafią ją kochać czekając, a nie mając na wyciągnięcie ręki. Dlatego musieliśmy się rozstać. Nie było nam łatwo. Cały czas coś do siebie czujemy. Nasza miłość po prostu nie miała szans na realizację. Nie powiedziałam mu jeszcze, że noszę pod sercem jego dziecko. Nie planowaliśmy tego. Zresztą... gdyby się dowiedział, mógłby wszystko skomplikować. Mógłby zniszczyć to, że stanęłam już na własnych nogach i pogodziłam się z jego odejściem. Pewnie czułby się współodpowiedzialny za tą małą istotkę. Pewnie chciałby się nami zaopiekować. Ale ja nie chcę sztucznej relacji i tego, żeby robił coś z poczucia obowiązku. Nie chcę, żeby czuł się "złapany na dziecko". Kiedyś mu o tym powiem. Nie teraz. Nie jestem na to gotowa.
Michała spotkałam w święta. Poszłam na spacer. Sama. Chciałam wszystko przemyśleć. Oderwać się od rodziny i ciotek, które ciągle pytają kiedy wreszcie wyjdę za mąż. Kiedy urodzę dzieci. Teraz nie potrzebuję takich pytań. Teraz są one wręcz zakazane. Był mroźny, ponury, wietrzny dzień. Uwielbiam kiedy pogoda współgra z moimi emocjami. Nie muszę wtedy niczego udawać. Spotkałam wtedy Michała. Moje serce zabiło szybciej. Poszliśmy razem. Rozmawialiśmy. Okazało się, że jest w trakcie rozwodu z Emilką. Odeszła z dzieckiem do innego. Tak naprawdę nigdy się nie kochali. Byli ze sobą ze względu na dziecko, będące owocem przelotnego romansu. Powiedział mi, że dopiero przy niej zrozumiał, że przez głupotę stracił największą miłość swojego życia. I że właśnie dla mnie jest gotowy zrezygnować z roli fitness'owego Casanovy. Uwierzyłam mu. Właśnie wtedy tego potrzebowałam. Przecież cały czas go kochałam. Zaprosił mnie na Sylwestra. A na nim oświadczył się. Czy tego chciałam? Na to czekałam.
Michał jeszcze nie wie o mojej ciąży. Nie wiem czy nie zmieni zdania i nie odwoła ślubu. Nie wiem czy będzie w stanie zaakceptować cudze dziecko w naszym związku. Chociaż... skoro deklaruje miłość do mnie, to powinien zaakceptować moje dziecko. Chciałabym, żeby stało się ono naszym dzieckiem.
Są w naszym życiu ludzie, których kochamy i nigdy nie przestaniemy kochać. Są ludzie, których kochamy za bardzo. Są też ludzie, których kochać nie powinniśmy. Czasami jednak pojawia się człowiek, którego można zaliczyć do każdej z tej kategorii. I co wtedy? Wtedy tworzy się coś strasznego. Tragedia miłości. Kochasz i nie możesz przestać. Mimo zniknięcia obiektu, które obdarzyło się uczuciem. I zdajesz sobie sprawę z tego, że ta toksyczna relacja niszczy Ciebie, nie pozwala normalnie żyć, normalnie funkcjonować. Chcesz dobra drugiej osoby, ale nie potrafisz brać udziału w jego szczęściu, kiedy to nie Ty jesteś jego powodem. Każdy widok "toksycznego obiektu" powoduje u Ciebie przyspieszone bicie serca, drżenie całego ciała. Może to tylko skomplikowana reakcja chemiczna, która zachodzi w Twoim organizmie. Ale ulegasz jej. Mniej lub bardziej świadomie. I czekasz. Nie wiedząc na co i czy czekanie to ma sens. A kiedy wreszcie otrzymujesz to, czego pragniesz, nie za bardzo wiesz co zrobić z taką ilością szczęścia. Ulegasz. Godzisz się na wszystko. Ale czy przy tym nie tworzysz czegoś jeszcze bardziej toksycznego?
Tak właśnie jest ze mną i z Michałem. Kocham Go i nigdy nie przestanę. Wszedł zbyt głęboko we mnie. W moje emocje. W moje uczucia. Za bardzo poznał moje wnętrze. Zbyt wiele zmian wprowadził we mnie i w moje życie. Zmienił mnie. Nieodwracalnie. Kocham go za bardzo. Ale nie jest to miłość zaborcza. Nie powinnam go kochać. Wiem, że nie jest mężczyzną dla mnie. Wiem, że to nie jemu powinnam chcieć urodzić gromadkę dzieci. To nie przy nim powinnam chcieć się zestarzeć. To nie on powinien stać obok mnie przez całe życie. Ale co z tego, że to wiem? To tylko głos rozsądku. Serce mówi inaczej. Serce chce inaczej. A ja go słucham.
Rozstałam się z Michaelem dzień przed Wigilią. To było z jego inicjatywy. Zaproponował mi, żebym wyjechała z Polski. Żebyśmy zamieszkali razem w Insbrucku. On nie może opuścić Austrii. Nie zgodziłam się. Nie mogę tak z dnia na dzień rzucić pracy, rodziny, przyjaciół i wyjechać do obcego kraju. Po prostu nie mogę. To by nie wyszło. Wtedy podjął decyzję o naszym rozstaniu. Miał rację. Miłość na odległość nie ma szans przetrwania. Ludzie potrzebują kontaktu ze sobą. Potrzebują realnej rozmowy. Potrzebują bliskości drugiej osoby. Po prostu potrzebują podtrzymania płomienia ich miłości. A kiedy już przyzwyczają się do tej nieobecności osoby ważnej, do czekania i tęsknoty i trudno im później żyć razem z tą osobą, kiedy jest już blisko. Potrafią ją kochać czekając, a nie mając na wyciągnięcie ręki. Dlatego musieliśmy się rozstać. Nie było nam łatwo. Cały czas coś do siebie czujemy. Nasza miłość po prostu nie miała szans na realizację. Nie powiedziałam mu jeszcze, że noszę pod sercem jego dziecko. Nie planowaliśmy tego. Zresztą... gdyby się dowiedział, mógłby wszystko skomplikować. Mógłby zniszczyć to, że stanęłam już na własnych nogach i pogodziłam się z jego odejściem. Pewnie czułby się współodpowiedzialny za tą małą istotkę. Pewnie chciałby się nami zaopiekować. Ale ja nie chcę sztucznej relacji i tego, żeby robił coś z poczucia obowiązku. Nie chcę, żeby czuł się "złapany na dziecko". Kiedyś mu o tym powiem. Nie teraz. Nie jestem na to gotowa.
Michała spotkałam w święta. Poszłam na spacer. Sama. Chciałam wszystko przemyśleć. Oderwać się od rodziny i ciotek, które ciągle pytają kiedy wreszcie wyjdę za mąż. Kiedy urodzę dzieci. Teraz nie potrzebuję takich pytań. Teraz są one wręcz zakazane. Był mroźny, ponury, wietrzny dzień. Uwielbiam kiedy pogoda współgra z moimi emocjami. Nie muszę wtedy niczego udawać. Spotkałam wtedy Michała. Moje serce zabiło szybciej. Poszliśmy razem. Rozmawialiśmy. Okazało się, że jest w trakcie rozwodu z Emilką. Odeszła z dzieckiem do innego. Tak naprawdę nigdy się nie kochali. Byli ze sobą ze względu na dziecko, będące owocem przelotnego romansu. Powiedział mi, że dopiero przy niej zrozumiał, że przez głupotę stracił największą miłość swojego życia. I że właśnie dla mnie jest gotowy zrezygnować z roli fitness'owego Casanovy. Uwierzyłam mu. Właśnie wtedy tego potrzebowałam. Przecież cały czas go kochałam. Zaprosił mnie na Sylwestra. A na nim oświadczył się. Czy tego chciałam? Na to czekałam.
Michał jeszcze nie wie o mojej ciąży. Nie wiem czy nie zmieni zdania i nie odwoła ślubu. Nie wiem czy będzie w stanie zaakceptować cudze dziecko w naszym związku. Chociaż... skoro deklaruje miłość do mnie, to powinien zaakceptować moje dziecko. Chciałabym, żeby stało się ono naszym dzieckiem.
sobota, 2 kwietnia 2016
"Zawsze na świecie ktoś na kogoś czeka."
3.01.2016 r. - Zakopane
Wróciła ze szpitala. Stan Łukasza minimalnie się poprawił. Lekarze mówią, że jeżeli się nie pogorszy, to w przyszłym tygodniu będą go wybudzać. Cieszyła się i bała jednocześnie. Miniony rok zakończyli rozstaniem, ale formalnie nadal są małżeństwem. Nie wie czy jest w stanie wybaczyć mu zdradę i te wszystkie kłamstwa. Nie wie, czy potrafiłaby odbudować ich małżeństwo. Nie wie nawet, czy tego chce.
Spojrzała na pozostawiony w mieszkaniu telefon. Miała 10 nieodebranych połączeń. Wszystkie były od Andreasa. Przez ten chaos kompletnie zapomniała o swoich rzeczach pozostawionych w hotelu. Wybrała jego numer.
- Cześć! Przepraszam Cię za ten brak kontaktu. Miałam ciężkie dni. Wiem, że...
- Gaja, spokojnie. - przerwał jej. Wszystko rozumiem i nie mam o nic żalu. Dzwoniłem tylko, żeby powiedzieć Ci, że Twoje rzeczy są u mnie i jak tylko będziesz chciała, przywiozę je Tobie. Poza tym martwiłem się o Ciebie. - jego głos był ciepły i delikatny. Dzięki niemu znów poczuła spokój. - Jak się czuje Twój mąż? - z trudem wypowiedział to słowo.
- Lepiej, już jest lepiej. - szepnęła. - Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym być teraz przy Tobie.
- Jutro przywiozę Twoje rzeczy. Kocham Cię Gaja!
- Ja Ciebie też Andreasie.
GAJA
Słyszeliście?! Słyszeliście co ja przed chwilą powiedziałam? Powiedziałam Andreasowi, że go kocham. Ale czy mogę kochać innego mężczyznę? Mam przecież męża. Męża, który walczy o życie. Męża, którego po powrocie do zdrowia, czekają olbrzymie konsekwencje zawodowe, za jego nieodpowiedzialne zachowanie. Czy mogłabym go teraz zostawić?
Jakim mężem był Łukasz? Zawsze był dla mnie dobry.Szanował mnie, moje zdanie, moje poglądy, moje lęki, mimo tego, że często się ze mną nie zgadzał. Teraz już wiem, że jego nagła przemiana, była skutkiem romansu z Natalią, który trwał ponad rok. Z tego powodu stał się obojętny wobec mnie i prawie nie zauważał mojego istnienia. Z powodu tego romansu nie chciał żebyśmy mieli dziecko. A ten późniejszy "gwałt" (bo tak to muszę nazwać) i nagła chęć posiadania dziecka? Wiedział już wtedy o ciąży Natalii. Chciał zagłuszyć sumienie? Może myślał, że w ten sposób uda mu się uniknąć odpowiedzialności za tamto dziecko? Czy on chciał ode mnie odejść? Czy on mnie jeszcze kocha? Czy kiedykolwiek kochał Natalię?
Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Otworzyła. To była Paulina. Od razu rzuciła się jej na szyję i zaczęła mówić:
- Gajuś, mam problem. A właściwie to dwa. Ja wiem, że Ty masz teraz stertę własnych zmartwień, a ja nie chcę Ciebie dodatkowo obciążać. Ale ja naprawdę nie wiem co mam robić.
Gaja zaprowadziła Przyjaciółkę do kuchni. Podała jej świeżo zaparzoną kawę i poprosiła, aby o wszystkim jej opowiedziała.
- Wychodzę za mąż i... - spojrzała niepewnie na przyjaciółkę, upijając łyk kawy i myśląc jak to powiedzieć. - ..i jestem w ciąży.
-No to genialnie! - ucieszyła się Gaja. - Będzie małe blond - cudeńko! O ile nie wda się w Ciebie. To kiedy bierzecie ślub? I na kiedy masz termin? Ślub będzie w Polsce czy w Austrii? - z podekscytowania zasypała Paulinę stertą pytań.
- Nie wiem, jeszcze nie byłam u lekarza. Zrobiłam kilka testów ciążowych i wszystkie okazały się być pozytywne. A ślub...
- No opowiadaj! Po porodzie czy przed? Wybrałaś już sukienkę ślubną? I dlaczego ja nic o tym nie wiem?! - oburzyła się Gaja.
- Ślub będzie w Polce, w Wiśle, Planowaliśmy go latem, ale wtedy nie wiedziałam o ciąży. Sukienki jeszcze nie mam. - wzięła głęboki wdech. - Michał oświadczył się w Sylwestra. Nie zdążyłam Ci o tym opowiedzieć...
Gaja zamarła w bezruchu. Upuściła kubek z kawą na podłogę. Nie mogła z siebie wydusić słowa. Nie wierzyła w to, co przed chwilą usłyszała.
- Z Michałem?!
On. Mój największy błąd, a zarazem największe zbawienie. Kac moralny, po kilku pięknych latach, które tak naprawdę nigdy nie należały do nas. Ale teraz mamy szansę to naprawić.Musimy ją wykorzystać.
Wróciła ze szpitala. Stan Łukasza minimalnie się poprawił. Lekarze mówią, że jeżeli się nie pogorszy, to w przyszłym tygodniu będą go wybudzać. Cieszyła się i bała jednocześnie. Miniony rok zakończyli rozstaniem, ale formalnie nadal są małżeństwem. Nie wie czy jest w stanie wybaczyć mu zdradę i te wszystkie kłamstwa. Nie wie, czy potrafiłaby odbudować ich małżeństwo. Nie wie nawet, czy tego chce.
Spojrzała na pozostawiony w mieszkaniu telefon. Miała 10 nieodebranych połączeń. Wszystkie były od Andreasa. Przez ten chaos kompletnie zapomniała o swoich rzeczach pozostawionych w hotelu. Wybrała jego numer.
- Cześć! Przepraszam Cię za ten brak kontaktu. Miałam ciężkie dni. Wiem, że...
- Gaja, spokojnie. - przerwał jej. Wszystko rozumiem i nie mam o nic żalu. Dzwoniłem tylko, żeby powiedzieć Ci, że Twoje rzeczy są u mnie i jak tylko będziesz chciała, przywiozę je Tobie. Poza tym martwiłem się o Ciebie. - jego głos był ciepły i delikatny. Dzięki niemu znów poczuła spokój. - Jak się czuje Twój mąż? - z trudem wypowiedział to słowo.
- Lepiej, już jest lepiej. - szepnęła. - Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym być teraz przy Tobie.
- Jutro przywiozę Twoje rzeczy. Kocham Cię Gaja!
- Ja Ciebie też Andreasie.
GAJA
Słyszeliście?! Słyszeliście co ja przed chwilą powiedziałam? Powiedziałam Andreasowi, że go kocham. Ale czy mogę kochać innego mężczyznę? Mam przecież męża. Męża, który walczy o życie. Męża, którego po powrocie do zdrowia, czekają olbrzymie konsekwencje zawodowe, za jego nieodpowiedzialne zachowanie. Czy mogłabym go teraz zostawić?
Jakim mężem był Łukasz? Zawsze był dla mnie dobry.Szanował mnie, moje zdanie, moje poglądy, moje lęki, mimo tego, że często się ze mną nie zgadzał. Teraz już wiem, że jego nagła przemiana, była skutkiem romansu z Natalią, który trwał ponad rok. Z tego powodu stał się obojętny wobec mnie i prawie nie zauważał mojego istnienia. Z powodu tego romansu nie chciał żebyśmy mieli dziecko. A ten późniejszy "gwałt" (bo tak to muszę nazwać) i nagła chęć posiadania dziecka? Wiedział już wtedy o ciąży Natalii. Chciał zagłuszyć sumienie? Może myślał, że w ten sposób uda mu się uniknąć odpowiedzialności za tamto dziecko? Czy on chciał ode mnie odejść? Czy on mnie jeszcze kocha? Czy kiedykolwiek kochał Natalię?
Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Otworzyła. To była Paulina. Od razu rzuciła się jej na szyję i zaczęła mówić:
- Gajuś, mam problem. A właściwie to dwa. Ja wiem, że Ty masz teraz stertę własnych zmartwień, a ja nie chcę Ciebie dodatkowo obciążać. Ale ja naprawdę nie wiem co mam robić.
Gaja zaprowadziła Przyjaciółkę do kuchni. Podała jej świeżo zaparzoną kawę i poprosiła, aby o wszystkim jej opowiedziała.
- Wychodzę za mąż i... - spojrzała niepewnie na przyjaciółkę, upijając łyk kawy i myśląc jak to powiedzieć. - ..i jestem w ciąży.
-No to genialnie! - ucieszyła się Gaja. - Będzie małe blond - cudeńko! O ile nie wda się w Ciebie. To kiedy bierzecie ślub? I na kiedy masz termin? Ślub będzie w Polsce czy w Austrii? - z podekscytowania zasypała Paulinę stertą pytań.
- Nie wiem, jeszcze nie byłam u lekarza. Zrobiłam kilka testów ciążowych i wszystkie okazały się być pozytywne. A ślub...
- No opowiadaj! Po porodzie czy przed? Wybrałaś już sukienkę ślubną? I dlaczego ja nic o tym nie wiem?! - oburzyła się Gaja.
- Ślub będzie w Polce, w Wiśle, Planowaliśmy go latem, ale wtedy nie wiedziałam o ciąży. Sukienki jeszcze nie mam. - wzięła głęboki wdech. - Michał oświadczył się w Sylwestra. Nie zdążyłam Ci o tym opowiedzieć...
Gaja zamarła w bezruchu. Upuściła kubek z kawą na podłogę. Nie mogła z siebie wydusić słowa. Nie wierzyła w to, co przed chwilą usłyszała.
- Z Michałem?!
On. Mój największy błąd, a zarazem największe zbawienie. Kac moralny, po kilku pięknych latach, które tak naprawdę nigdy nie należały do nas. Ale teraz mamy szansę to naprawić.Musimy ją wykorzystać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)