1.03.2015 r. - Zakopane
Jej pokój wyglądał jakby przeszło przez nie tornado. Stała przed lustrem. Przymierzała kolejną sukienkę. Znowu za mała. Spodni nawet nie przymierza. Chyba może pożegnać się ze swoim starym rozmiarem 36. A to dopiero początek ciąży. Zawsze lubiła podkreślać swoją kobiecą, aczkolwiek bardzo szczupłą figurę. Kochała dopasowane spodnie, wąskie sukienki. Teraz jednak nie za bardzo może je wykorzystać.
- Ta za mała, w tej wyglądam jak wieloryb, ta kompletnie nie pasuje... - Gaja zaczęła rzucać ubraniami. Ciążowa zmienność nastrojów ewidentnie się jej udzielała.
- Gaja, przesadzasz. Wcale mocno nie przytyłaś i w każdej sukience nadal wyglądasz cholernie seksownie. - powiedziała Paulina, jedząc kolejny kawałek sernika. - Spójrz na mnie, później na siebie i wyciągnij odpowiednie wnioski.
- Ha! Ha! Ha! Bardzo śmieszne. - powiedziała z ironią Gaja, zakładając czarną, luźną sukienkę, której bardzo nie lubiła. Kupiła ją kiedyś na wyprzedaży u znanego projektanta. Magia chwili, a później wielkie rozczarowanie. Zrobiła makijaż, związała włosy w koka.
- A tak swoją drogą Kochana, to już dawno Ci mówiłam, że musimy się wybrać na zakupy.
Gaja usiadła koło niej, wyrywając jej z rąk kawałek sernika. Obie zaczęły się śmiać.
- Wiesz Paulinko, nigdy nie myślałam, że tak nam się życie potoczy. Gdyby kilka lat temu ktoś mi powiedział, że będziemy w ciąży w tym samym czasie i że będziemy mały zbliżone terminy porodów, to chyba bym nie uwierzyła.
- Ironia losu, nie? - zaśmiała się Paulina. - O której masz to spotkanie?
- o 15. Tak, wiem, muszę powoli wychodzić. - westchnęła Gaja. - A najchętniej zostałabym tutaj. Albo nie. W sumie to najchętniej poszłabym spać. Niech przez ten czas cały świat się uporządkuje.
- Wiesz, że musisz.
- Tak, wiem. I to mnie przeraża. - założyła płaszczyk, naszykowała torebkę, użyła ulubionych perfum.
- Gaja! A co z Łukaszem? - zapytała Paulina niepewnym głosem. - Nic na ten temat nie mówisz, a ja nie chcę naciskać.
Usiadła koło Przyjaciółki. Przez chwilę siedziały w milczeniu.
- Nie wiem, naprawdę. Od czasu rozprawy nie mamy ze sobą kontaktu. Po porodzie muszę ustalić ojcostwo. Nie dopuszczał do siebie myśli, że to dziecko może nie być jego. Poza tym w postępowaniu dyscyplinarnym odebrano mu stanowisko dowódcy. Niczego więcej nie wiem.
- Idź, bo się spóźnisz. - przytuliła ją Paulina. - Trzymam kciuki i czekam na Ciebie. To znaczy czekamy. Ja, Misia i... sernik. Chociaż sernik czekał nie będzie.
Znowu wybuchnęły śmiechem. Nie często zdarza się taka przyjaźń. One rozumieją się bez słów.
Siedziała w kawiarni. W tej samej, w której kilka miesięcy temu go poznała. Doskonale pamiętała ten dzień, ten wywiad. I to, jak pozytywnie zaskoczył ją swoją osobą. Co się zmieniło od tamtego dnia? Wszystko. Kochała go i co do tego nie miała żadnych wątpliwości. Był jej ratunkiem. Gdyby nie on... Woli nie myśleć co mogłoby się wydarzyć tamtego dnia, kiedy uciekła od Łukasza. Uratował ją, jej życie, jej serce. To, co chciała mu powiedzieć miało być końcem wszystkiego. Nie chciała tego. Nie miała innego wyjścia. Andreas musi poznać prawdę.
Podszedł do niej. Tak nagle, delikatnie ją obejmując i całując w szyję. Wręczył jej bukiet czerwonych róż.
- Ślicznie wyglądasz Gaju! A maleństwo widzę rośnie. - powiedział z charakterystycznym dla niego uśmiechem na twarzy i tym czarującym błyskiem w oczach.
Zamówił kawę, rozmawiali, wspominali... Tak, jakby nic złego miało się nie wydarzyć.
- Andreasie... musimy poważnie porozmawiać. - powiedziała drżącym głosem.
- Mów. - chwycił jej dłoń. Zauważył jej zdenerwowanie.
- Kim był Stefan Kofler?
- To był mój chrzestny. Mój pierwszy wielki trener. Pamiętasz jak opowiadałem Tobie o nim podczas wywiadu? A skąd to pytanie.
Zapadła cisza. Gaja spojrzała w oczy Andreasa. Nie potrafiła oderwać od nich wzroku. Po jej policzkach popłynęły łzy.
- Gaja, co się stało? I skąd to pytanie?
- On... on... - nie potrafiła wypowiedzieć tych słów. - On był moim ojcem.
Rozmawiali o tym przez chwilę. Starali się znaleźć logiczne wytłumaczenie. Jej mama również interesowała się skokami. Jako nastolatka, podczas konkursów, udzielała się jako wolontariuszka. Jego wujek był skoczkiem narciarskim. Wtedy się poznali. Zakochali się w sobie. Nie wiadomo jednak dlaczego nie mogli być razem. Przecież Stefan Kofler kochał jej mamę. Zmarł kilka dni po śmierci jej mamy. To pewnie ta informacja przyczyniła się do jego zawału. wszystko ułożyło się w jedną całość.
- Jesteśmy spokrewnieni. Nie możemy być razem. - powiedziała z płaczem Gaja.
Andreas nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Nie wiedział co ma powiedzieć. Wyjął z kieszeni małe pudełko i postawił je przed Gają.
- Miałem to Tobie dać. Ale... - zawiesił głos, patrząc jej w oczy. - Ale to już nie ma sensu.
Po tych słowach wstał i wyszedł. Dostrzegła łzy na jego policzkach. Otworzyła pudełko. Był w nim pierścionek. Czy Andreas chciał się jej oświadczyć.
Wróciła do domu. Stanęła przed lustrem.
- No i zostaliśmy sami Kruszynko. - powiedziała głaszcząc się po brzuchu. - Ale nie martw się. Damy sobie radę.
Byłam i wrócę. Obiecuje. :) Stefan,ciekawe dlaczego to imię? :)
OdpowiedzUsuńTak mnie wczoraj natchnęło na Stefana. Przez Ciebie. Dobrze, że nie Kamil, albo Wojciech i... hahaha! :) Twoja wina no!
OdpowiedzUsuńA co ja niby takiego wczoraj zrobiłam? Kamil jest mój, Wojciecha sobie bierz ;)
UsuńKurczę, niby coś się zaczyna rozjaśniać, ale ja mam wrażenie, że to cisza przed burzą. Nawet nie wiesz, jakbym chciała, żeby to dziecko było Andreasa, taki biedny tu jest (i tak go nie lubię). I Paulina, taka zakochana niby...
Buziaczki i czekam na więcej :)
Wiesz co :) "Komizm sytuacji" :P Wiem i nie zamierzam tego kwestionować.
OdpowiedzUsuńNie, teraz chyba nie będzie źle. Tzn do następnego wpisu. Nie wiem, zobaczymy. Też bym tego chciała. Też mi go żal właśnie... Ale ja to inna bajka :P Paulina... Tragiczna miłość jeszcze się nie skończyła.
Buziaki! :)
Jak ty lubisz ich i nas torturować :)
UsuńA czy ja kogoś torturuję? :)
UsuńUczę się od najlepszych :)