10.01.2016 r. - Zakopane
Stała przed drzwiami wejściowymi sali, w której leżał Łukasz. Nie potrafiła jednak do niej wejść. Źle się czuła, miała zawroty głowy, mdłości. Odkąd pamięta w taki właśnie sposób reagowała na silny stres. Z tego właśnie powodu przyszła tutaj dopiero dzisiaj. Wczoraj nie była w stanie. Stres kompletnie ją obezwładnił. Myślała o tym, co chce mu powiedzieć. Nie była jednak pewna, czy powinna to robić teraz.
- Dobrze się pani czuje? - zaczepiła ją przechodząca obok niej pielęgniarka. - Jest pani bardzo blada
- Tak, wszystko jest dobrze.- odpowiedziała, delikatnie uśmiechając się do kobiety.
- Niech pani poczeka, przyniosę pani wody.
Po chwili wróciła i wręczyła Gai plastikowy kubek z wodą.
- Powinna pani pójść do męża. Czeka na panią. Ciągle pyta czy pani była.
Nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się do pielęgniarki i pokiwała głową. Została sama. Wypiła wodę, wyrzuciła kubek do kosza, stanęła przed drzwiami. Wzięła głęboki oddech, nacisnęła klamkę i weszła. Łukasz od razu ją zauważył.
- Gaja, kochanie. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tutaj jesteś. - chciał złapać ją za rękę, ale ona szybko ją zabrała. Usiadła na krześle obok jego łóżka.
- Jak się czujesz? - zapytała, unikając kontaktu wzrokowego z mężem.
- Lepiej. Bo Ty tutaj jesteś.
Zignorowała te słowa. Nie chciała ich słyszeć.
- Dlaczego to zrobiłeś? Czy zdajesz sobie sprawę z konsekwencji, które teraz na Ciebie czekają? Zdajesz sobie sprawę z tego, że ktoś mógł przez Ciebie zginąć? Łukasz! Byłeś dowódcą! Byłeś odpowiedzialny za każdego Strażaka. - bardzo się zdenerwowała. Jej ręce zaczęły drżeć.
- Ty nic nie rozumiesz! Ja nie mogłem żyć. Nie chciałem. Kiedy odeszłaś, cały mój świat się zawalił, nie mogłem wyobrazić sobie życia bez Ciebie...
- Skończ! - krzyknęła Gaja. - Nie mogę słuchać tych głupot! Czy Ty siebie słyszysz?!
- Kochanie, ale to prawda. - Łukasz próbował wzbudzić w niej litość.
- Czyżby? - w oczach Gai pojawiły się łzy. - Jakoś nie myślałeś o mnie przez ostatnie półtora roku.Nie myślałeś o mnie, kiedy kompletnie mnie ignorowałeś, kiedy działałeś wbrew mojej woli. A może mi powiesz, że myślałeś o mnie, kiedy zdradzałeś mnie z Natalią?! Wiem o wszystkim. Spotkałam się z nią. Pod koniec maja będziesz ojcem kochanie. - ostatnie zdanie powiedziała z niepodobną do niej ironią w głosie.
- Ale jak? Jak spotkałaś? - zaczął się jąkać. - Przecież wiesz, że kocham tylko Ciebie.
- Nie Łukasz, nie wiem tego. Nie dałeś mi tego odczuć. I swoją obojętnością zabiłeś moją miłość do Ciebie. Rozumiesz? Ja już nic do Ciebie nie czuję.
- Gaja... - znowu nie był w stanie dokończyć myśli.
- To już koniec Łukasz. To już koniec naszego małżeństwa. - z każdym słowem łzy coraz bardziej napływały jej do oczów, a głos drżał. - Chcę rozwodu. I w zaistniałej sytuacji bez problemu go dostanę. To tylko kwestia czasu. To czysta formalność.
Wstała. Udała się do wyjścia.
- Gaja! Nie możesz mnie teraz zostawić! Ja Cię kocham...
Zignorowała te słowa. Czuła, że nie mogła dłużej przeciągać pożegnania. Zrobiła to, co zrobić powinna. I co zrobić chciała. Wyszła z sali. Po chwili poczuła, że jest jej słabo, nie słyszała szpitalnego hałasu, tylko specyficzne echo. Nogi się pod nią ugięły.
Otworzyła oczy. Odzyskała przytomność. Była podłączona do kroplówki.
- Gdzie ja jestem, co się stało?- zapytała odwróconą tyłem do niej pielęgniarkę.
- Zemdlała pani. Jesteśmy w Izbie przyjęć. Tutaj dojdzie pani do siebie. Już lepiej? - pielęgniarka odłączyła jej kroplówkę.
- Tak, lepiej. Czy mogę już iść?
- Nie, musi pani chwilkę poczekać a lekarza.
Leżała. Czekała. I rozmyślała. Miała przed oczami Łukasza. Najbardziej bolało ją to, że nawet teraz myśli o ich związku tylko i wyłącznie przez pryzmat własnego "ja". Nie myśli o niej i o tym co ona czuje i jak się czuje w zaistniałej sytuacji. Nie była pewna czy dobrze zrobiła. Jej sumienie robiło jej wyrzuty. Oskarżało ją o to, że przez nią jej mąż chciał popełnić samobójstwo. Krzyczało, że nie może go teraz zostawić i tak po prostu odejść. Wytykało jej egoizm. Ale ona słuchała serca. Potłuczonego na milion małych kawałków. Zranionego serca, które nie chciało już bić dla niego. Posłuchała serca, które nie chciało być nadal krzywdzone. I to musiała być dobra decyzja. Nie wiedziała jeszcze co zrobi ze swoim życiem. Wiedziała jednak, że samotne życie będzie lepsze od życia z Łukaszem.
- Dzień dobry Pani Gaju! - stanął przed nią młody lekarz, przedstawił się, wytłumaczył co się stało.
Pobraliśmy pani krew do badania. Za kilka minut powinny być wyniki.
- Panie doktorze, to tylko skutek silnego stresu. Od kilku dni wpływa on negatywnie na mnie. I jeszcze ten brak apetytu. Ale już czuję się lepiej. Nie jestem chora, prawda? - zaniepokoiła się Gaja.
- Nie, chyba nie jest pani chora. Ale wyniki badań potwierdzą lub zaprzeczą naszej hipotezie. Niech pani poczeka jeszcze kilka minut. - lekarz uśmiechnął się do niej i odszedł zostawiając ją z niejednoznacznymi myślami.
Czytam ten rozdział i czytam, i przez całość towarzyszy mi poczucie, że ona będzie w ciąży. Oby nie.
OdpowiedzUsuńAle jestem z niej dumna. Mega. Pokazała, że jest silna, że "miłość" nie ogłuszyła jej do końca. Teraz czekam na Blondasa i maleństwo. I Andreasa :)
Kochana, ten medal ma dwie strony :)
OdpowiedzUsuńOna była mądra od początku. Musiała pozbyć się lęków i obaw.
Teraz czekaj, bo muszę to mądrze zaplanować ☺