20.05.2016 r. - Zakopane
- Oczywiście Pani Gaju, rozumiem Pani prośbę i chęć skorzystania z urlopu. - Dyrektor Redakcji szczerze uśmiechnął się do niej. - Szczerze mówiąc myśleliśmy, że zdecyduje się Pani na to kilka miesięcy temu.
- Nie było takiej potrzeby, dobrze się czułam. Ale teraz jednak chciałabym odpocząć.
- Jest to dla mnie zrozumiałe. Cóż, będziemy czekać na Pani powrót. Oczywiście ma to nastąpić w momencie, w którym będzie Pani na to gotowa. - Dyrektor podał jej rękę na pożegnanie. - Życzę szczęśliwego rozwiązania i zdrówka dla Was.
Po wyjściu z gabinetu Dyrektora czekała na nią mała niespodzianka. Jej redakcyjni przyjaciele przygotowali dla niej mini przyjęcie przed kilkumiesięcznym rozstaniem, a także prezent dla jej synka. Godzinę później opuściła budynek. Idąc w kierunku samochodu włączyła telefon. Miała kilka nieodebranych połączeń od nieznanego jej numeru i jedno od Pauliny. Postanowiła oddzwonić później.Wsiadła do samochodu, włączyła radio i jechała ulicami Zakopanego w kierunku domu. Obcy numer znowu dzwonił. "Jeżeli to coś ważnego, to zadzwoni później." - pomyślała i jechała dalej.
- No cześć Paulinko! - powiedziała Gaja siedząc już wygodnie w dresie na swoim łóżku. - Dzwoniłaś do mnie, ale byłam w Redakcji, tak jak Ci mówiłam. I jak tam Twoja wizyta u nowego ginekologa?
- Kochana, jestem w szoku! Mój dotychczasowy lekarz się pomylił. I jest ślepy! Nie wiem jak takich ludzi dopuszczają do pracy! Okulary powinien sobie kupić! - oburzona Paulina krzyczała jak nigdy wcześniej.
- Ale co się właściwie stało? O co chodzi? - zaniepokoiła się o Przyjaciółkę i jej dziecko.
- Miała być Michalinka, wszyscy o tym wiemy. A będzie... - zawiesiła głos i po chwili wybuchnęła śmiechem. - A będzie Michalinka i Gabrysia. Rozumiesz?! Mój dotychczasowy lekarz nie zauważył, że jest to ciąża bliźniacza. I jeszcze wmawiał mi, że za bardzo tyję.
- Ale to wspaniała wiadomość! - ucieszyła się Gaja. - Dwójka dzieci to podwójne szczęście, a Ty kiedyś marzyłaś o bliźniaczkach.
- Ale tu chodzi o głupotę i brak wiedzy lekarza. Oczywiście, że cieszę się z Gabrysi. Ale ja Ci dobrze radzę, idź do innego lekarza. Ty prawie nie tyjesz. Tylko brzuch Ci rośnie. - i obie wybuchnęły śmiechem. Ich rozmowa trwała ponad godzinę. Kiedy zakończyły, Gaja usłyszała pukanie do drzwi.
- Kochanie, jak byłaś w Redakcji to ktoś przysłał dla Ciebie to. - i wręczył jej ogromny kosz z czerwonymi różami.
- Od kogo to, Tato?
- Nie wiem, kurier powiedział, że nadawca prosił o anonimowość. Poszukaj, może jest gdzieś jakiś liścik. Dam Ci chwilkę. Ale za kilka minut przyjdź na obiad. Zrobiłem coś specjalnego dla Ciebie. I opowiesz mi o wizycie w Redakcji.
Po wyjściu taty przejrzała dokładnie cały kosz. Nigdzie nie było żadnej karteczki. Zastanawiała się od kogo one są. W pierwszej chwili pomyślała o Andreasie. Poczuła, że jej serce zaczyna mocniej bić. Odrzuciła te myśli. Z jednej strony bardzo tego chciała, a z drugiej wiedziała, że lepiej będzie kiedy o nim zapomni. Ale czy można zapomnieć o kimś, kogo się kocha? On był obecny w każdej jej myśli. Mimo tego, że nauczyła się żyć bez niego i bez kontaktu z nim. Życzyła mu wszystkiego co najlepsze, chciała jego szczęścia, ale poza tym bardzo za nim tęskniła.
Położyła kwiaty na stoliku. W tym momencie zadzwonił jej telefon. Znowu ten nieznajomy numer.
- Cześć! Z tej strony Natalia... - zapadła cisza.
- No cześć. - powiedziała Gaja, nie wiedząc czego ma się spodziewać po tej rozmowie.
- Chciałam Ci tylko powiedzieć, że wczoraj rano urodziłam córkę. - zawiesiła głos. - Nazywa się Wiktoria. Jest duża, zdrowa i silna. I... bardzo podobna do Łukasza. - te słowa uderzyły w nią najbardziej.
- Bardzo się cieszę. I gratuluję. - powiedziała, starając się ukryć zaskoczenie i lekkie poddenerwowanie. - Powinnaś jednak w tej sprawie skontaktować się z Łukaszem, bo my... - zastanawiała się czy powinna to powiedzieć dziewczynie, która w znacznym stopniu wpłynęła na jej decyzję o rozwodzie. - My nie jesteśmy już małżeństwem.
- Tak, wiem. Przykro mi.
Gaja już chciała zakończyć rozmowę, kiedy Natalia powiedziała:
- Nie muszę dzwonić do Łukasza. On jest tutaj przy nas. Od miesiąca jesteśmy razem, a teraz stworzymy rodzinę z naszą córeczką.- Gaję aż wmurowało w fotel. - Przykro mi, że Wam nie wyszło, ale dziękuję Ci za tą decyzję, bo dzięki temu ja mogę z nim być. - znowu zapadła niezręczna cisza.
- W takim razie życzę Wam szczęścia. - po tych słowach odłączyła się i rzuciła telefon na łóżko.
Nie potrafiła w to wierzyć. Jeszcze nie tak dawno Łukasz nie dawał jej spokoju, a teraz już znalazł pocieszenie w ramionach Natalii. Zabolało ją to. Nie kochała go tak, jak kiedyś, ale uważała, że po tych kilku latach małżeństwa, tak szybkie jego pocieszenie tylko potwierdzało fakt, że podjęła właściwą decyzję. Łukasz to facet nastawiony na czerpanie korzyści z życia i z relacji z kobietami. Ona nie potrafiła mu tego dać. Ona mu nie wystarczała.
Wzięła kilka głębokich wdechów i poszła do czekającego na nią taty i... obiadu.
Dlaczego, jak kończę czytać, nie wiem, co mam napisać... ? Fajnie, że im się wszystkim jakoś układa. Napawa to jakimś optymizmem, ale tam tak dziwne odczucia, że aż przerażają. Oby było już teraz tylko dobrze :)
OdpowiedzUsuńNie wiem czy mam to odebrać w sposób pozytywny czy niekoniecznie :)
OdpowiedzUsuńJakie dziwne odczucia?
Jakoś się to układa, bo wielkimi krokami zbliża się koniec :)
Nie wiem. :)
UsuńKoniec? Jeśli musi być, niech jest. Ale przemyśl to jeszcze :)
Ok, chyba rozumiem :)
UsuńTak, koniec. Chyba, że coś spektakularnego wymyślę 😊