2.08.2015 r. - Wisła
Kilka minut przed 12-stą, Gaja wraz z Pauliną, pojawiły się przed hotelem, w którym zakwaterowana była Kadra Austryjacka.
- Gaja... Boję się. - szepnęła Paulina.
- Ja też... Nawet nie wiesz jak bardzo.
I wtedy pojawił się Michael z Andreasem. przywitali się z dziewczynami, po czym Andreas z Gają poszli do kawiarni, a Michael z Pauliną na spacer.
Gaja wybrała swoją ulubioną kawiarnię. Oboje zamówili Latte. Długo rozmawiali. Najpierw o konkursie, później o ich wspólnej pasji, o pracy Gai. Czuli się w swoim towarzystwie bardzo swobodnie. Rozmawiali ze sobą, śmiali się, żartowali. Wszystko wyglądało tak, jak gdyby znali się od lat.
Minęły 2 godziny. Nawet nie zauważyli kiedy. Wtedy Gaja wyjęła swoje notatki, dyktafon i przeszła do wywiadu.
G.: Czym są dla Pana skoki narciarskie? Wielką pasją? Formą uprawiania sportu? A może coś więcej?
A.: Hm... myślę, że w pewnym sensie wszystkim, co Pani wymieniła. Zacząłem skakać mając 9 lat - pamiętny rok 1993. I od tej pory stały się moją wielką pasją. Przygodę ze skokami zacząłem za namową chrzestnego, brata taty, który był wówczas trenerem Kadry Juniorów. Po jakimś czasie zmarł. Ale moja pasja, jakimś cudem, przetrwała mimo kryzysu.
W związku ze skakaniem dużo trenuję, więc jest to też dla mnie sport. Wpływa to także na mój styl życia - łączę treningi, wyjazdy na konkursy z pracą w policji. Poza tym cały czas przestrzegam odpowiedniej diety. Więc jak Pani widzi - całe moje życie podporządkowane jest skokom narciarskim.
G.: Mówił Pan o kryzysie. Co się wtedy wydarzyło?
A.: Kiedy miałem 15 lat zmarł mój ukochany wujek, mój pierwszy wielki trener i nauczyciel. To on pomógł mi oddać pierwsze skoki i wszystkiego mnie nauczył. Dzięki niemu tu jestem. Wtedy się zbuntowałem. Zacząłem oddawać coraz gorsze skoki. Buntowałem się przeciwko wszystkiemu i wszystkim. Nawet chciałem zakończyć kiełkująca karierę. Nikt ze mną nie mógł wtedy wytrzymać, wszystkich odrzucałem. Do dzisiaj nie wiem co właściwie się stało. Na pewno miał zawał, który był spowodowany ogromnym stresem. Nie wiem co się wtedy wydarzyło.
G.: Czy w chwili obecnej również przechodzi Pan kryzys? To, co oglądaliśmy podczas konkursów PŚ w poprzednim sezonie, wcale nie było podobne do skoków w pięknym stylu, wielkiego Andreasa Koflera.A.: Tamten sezon faktycznie był dla mnie trudny. Miałem problemy w życiu prywatnym Rozstałem się z żoną, później był rozwód. Rozumie Pani, chyba jak nikt inny, że życie prywatne skoczka wpływa w dużej mierze na jego osiągnięcia w sporcie. Trudno mi było w pełni poświęcić się skokom, gdy w głowie siedziały inne myśli. Teraz staram się wszystko uporządkować. W głowie oczywiście.
G.: Czy możemy liczyć na powrót wielkiego Koflera?
A.: Mam taką nadzieję.
Wszystko potoczyło się zupełnie inaczej niż planowali. Andreas powiedział jej to, czego żadnemu dziennikarzowi wcześniej nie wyjawił. Gaja natomiast prowadziła tą rozmowę spontanicznie. Nie korzystała z zaplanowanych pytań. Sytuacja się zmieniła. Okoliczności się zmieniły.
Po wyjściu z kawiarni Andreas odprowadził Gaję do samochodu. Wtedy podał jej karteczkę ze swoim numerem telefonu mówiąc, że jeżeli potrzebowałaby jakiejkolwiek pomocy z jego strony, dodatkowych informacji, albo po prostu chciała pogadać, to ma dzwonić. Podał jej także swój adres mailowy, prosząc o przesłanie artykułu, gdy będzie już gotowy. Pożegnali się i Gaja weszła do samochodu. Nie miała jednak ochoty wracać do pustego domu. Łukasz był przecież na służbie. Postanowiła odwiedzić tatę i opowiedzieć mu o spotkaniu. W międzyczasie zadzwoniła do Pauliny, żeby zapytać o jej spacer z Michaelem. Ona jednak nie odbierała, co było do niej wręcz niepodobne i zmartwiło o nieco Gaję.
Po powrocie do domu, około 22, postanowiła posłuchać wywiadu. Była z niego bardzo zadowolona.
W pewnym momencie zadzwonił telefon. To była Paulina.
- No cześć Kochana! Już myślałam, że zaginęliście na tym spacerze. Albo, że tak bardzo oczarował Ciebie urok Michaela. I jak było? Opowiadaj!
Zamiast odpowiedzi w słuchawce usłyszała cichy płacz.
- Paulina, co się stało? Dlaczego płaczesz?
- Zrobiłam coś złego, bardzo złego... - Paulina cały czas zanosiła się od płaczu. - Ale proszę Cię, pozwól mi wytłumaczyć to Tobie jutro. Dzisiaj nie chcę, nie jestem w stanie.
- Przyjadę do Ciebie, porozmawiamy.
- Nie Gaja! Zadzwonię jutro. Śpij spokojnie. Dobranoc.
Nie spała spokojnie. Całą noc myślała o Przyjaciółce. I wywiadzie. A może nie tylko?
Ej,ej! Ja miałam obiecaną Paulinę. Liczyłam na jakiś prezent z okazji urodzin pewnego pana! Ja się tak nie bawię. Zemszczę się! Nie będzie bliźniaków.
OdpowiedzUsuńUps. Chyba się wygadałam. Wybacz :)
UsuńZaraz dostaniesz Paulinę :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń